9 min read

Sukces Gretkowskiej

Spór o felieton Manueli Gretkowskiej w miesięczniku „Sukces” oraz wypowiedzi głównych bohaterów, wskazują, że znajomośc prawa prasowego jest wśród ludzi mediów i zajmujących się mediami w naszym kraju na żenującym poziomie. Winne jest też Prawo Prasowe, dość niejdenoznaczne i pełne niedomówień, a także nie definiujące jasno kwestii zalezności pomiędzy redakcją i dziennikarzem oraz wydawcą. Niedobrze też, że sprawą manipuluje się, naginając i nieraz – jak pokazuje przykład Moniki Olejnik – przedstawia fałszywy obraz – całego sporu.

Stosunkowo prosty przypadek sporu pomiędzy pisarką Manuelą Gretkowską, a szerzej redakcją „Sukcesu” a Kancelarią Prezydenta oraz wydawcą jest dla mnie dowodem, że główni bohaterowie „afery” nie znają, albo nie chcą tego pokazać, że znają Prawo Prasowe. Padają ostre zarzuty o ograniczenie wolności prasy a główna bohaterka zamierza prosić Lecha Kaczyńskiego o pomoc i obronę przed wydawcą.

Tymczasem wystarczy zaglądnąć do przepisów Prawa Prasowego, nawet jeśli się ich nie zna, trochę postudiowac – by wyrobić sobie zdanie na temat tego co zaszło. Zanim przeanalizuję jak się sprawa ma w myśl Prawa Prasowego – fakty:

  • Sprawa zaczęła się od felietonu Manueli Gretkowskiej w miesięczniku Sukces, w którym ewidentnie popełniła kilka błędów pisząc m.in., że ojciec braci Kaczyńskich zmarł w czasie ich dzieciństwa (w rzeczywistości rok temu) oraz nazwisko Minister Finansów.

  • W odpowiedzi na to, Anna Kamińska, Dyrektor Biura Komunikacji Społecznej Kancelarii Prezydenta napisała na urzedowym papierze dość ostre w tonie pismo do Redaktor Naczelnej „Sukcesu” Karoliny Korwin-Piotrowskiej w którym nie tylko wytknęła obydwa błędy, ale również w nazwijmy to dość emocjonalnym tonie napisała, ze felieton Gretkowskiej to „pseudointelektualny bełkot naszpikowany kłamstwami”.

  • Redaktor Naczelna, jak wynika z oświadczenia Wydawcy, nie poinformowała ani redakcję, ani wydawcę o liście w sprawie felietonu Gretkowskiej. W następnym numerze ukazało się sprostowanie dotyczące nazwiska Minister Finansów, oraz kolejny felieton Gretkowskiej, w któym przyznaje się do błędu z ojcem braci Kaczyńskich, ale rónocześnie bogato cytuje i polemizuje z pismem Anny Kamińskiej.

  • Sprawa pewnie nie stała by się głośna, gdyby nie informacja w Rzeczpospolitej o tym, że w sprawie felietonu Gretkowskiej był list do Korwin-Piotrowskiej z Kancelarii Prezydenta. Wówczas to o sprawie dowiedział się wydawca „Sukcesu” i postanowił działać. Jak? Zamiast wycofać cały nakład, po prostu postanowił usunąc tylko felieton Gretkowskiej. Spowodowało to histeryczne reakcje gwiazd, gwiazdeczek i przeróżnych autorytetów, mówiących o zamachu na wolnośc słowa etc.

Co na to Prawo Prasowe?

Jest w tej sprawie kilka pewników i kilka rzeczy przynajmniej mnie nie znanych, a które można się jedynie domyślać na podstawie innych faktów. Pewne jest, że Manuela Gretkowska popełniła dwa błędy. Zdarza się każdemu i ma do tego prawo. W przypadku błędu, osoba czy instytucja, której ten błąd dotyczy ma prawo do sprostowania. Prawo Prasowe dokłądnie definiuje w Rozdziale 5 art. 31 p.1 i 2 najważniejsze rzeczy dotyczące sprostowania

Art. 31 Na wniosek zainteresowanej osoby fizycznej, prawnej lub innej jednostki organziacyjnej redaktor naczelny redakcji właściwego dziennika lub czasopisma jest obowiązany opublikowac bezpłatnie:

1. rzeczowe i odnoszące się do faktów sprostowanie wiadomości nieprawdziwej lub nieścisłej,

2. rzeczową odpowiedź na stwierdzenia zagrażające dobrom osobistym

Teraz kiedy ma się takie sprostowanie ukazać mówi art. 32

Sprostowanie lub odpowiedź należy opublikować w:

2. Czasopiśmie – w najbliższym lub jednym z dwóch następujących po nim przygotowanych do druku numerów.

Wynika z tego, że sprostowanie powinno się ukazać albo w marcowym, a najdalej w kwietniowym numerze „Sukcesu”. Najprawdopodobniej – nie znam daty wpłynięcia pisma Kamińskiej, w marcowym ze względu na proces produkcyjny sprostowanie nie mogło się ukazać, pozostał więc termin kwietniowego numeru, który właśnie był przygotowywany do druku.

Kiedy redaktor naczelny może odmówić zamieszczenia sprostowania? W myśl prawa prasowego najogólniej rzecz biorąc, kiedy nie spełnia warunków okreslonych w Art. 31, czyli gdy nie jest „rzeczowe i odnoszące się do faktów”. Art. 32 p. 6 mówi też, że:

W tekście nadesłanego sprostowania lub odpowiedzi nie wolno bez zgody wnioskodawcy dokonać skrótów ani innych zmian, które osłabiałyby jego znaczenie lub zniekształcały intencje autora sprostowania;(…)

i uwaga bo bardzo ważne w tej konkretnie sprawie:

(…)tekst sprostowania nie może być komentowany w tym samym numerze lub audycji; nie odnosi się to do odpowiedzi; nie wyklucza to jednak prostej zapowiedzi polemiki lub wyjaśnień.

No i mamy w miarę jasną sytuację, choć kilka jeszcze rzeczy do wyjaśnienia, bo po pierwsze:

  1. czy list Anny Kamińskiej z Kancelarii Prezydenta był czy nie był sprostowaniem?
  2. czy redaktor naczelny Karolina Korwin-Piotrowska negocjowała z Kamińską treść sprostowania/wyjaśnienia/listu bo już nie wiem jak to nazwać.

Odpowiedź na pkt. 1 jest trudna, bo nie ma dokładnej definicji tego co jest sprostowaniem. W wypowiedzaich dla mediów, padały wyjaśnienia jakoby list Kamińskiej nie spełniał warunkó sprostowania i to przede wszystkim dlatego, że nie było nagłówka „Sprostowanie”. Anna Kamińska cytowana przez Gazetę Wyborczą stwierdziłą już post factum, że nie żadałą opublikowania listu. Czy w takim razie było to sprostowanie czy nie?

Słownik Język Polskiego PWN mówi, że sprostowanie to:

zdanie, notatka, artykuł itp. prostujące jakiś błąd, niedokładność» Zażądać sprostowania.

Prawo Prasowe nie definiuje jednoznacznie, czy w sprostowaniu musi być żadanie sprostowania czy wyjaśnienia błędnej informacji. Moim zdaniem list Kamińskiej, można potraktować na dwa sposoby:

  • jako list do redakcji
  • jako sprostowanie

Raczej przychylałbym się do tej drugiej interpretacji, gdyż wazna jest intencja tego listu, a ta jest jednoznaczna: wyjaśnienie błędów jakie popełnił dziennikarz. Jeśli więc uznamy, że list Kamińskiej to sprostowanie, wówczas redkacja „Sukcesu” a właściwie jej Redaktor Naczelna, powinni wydrukowac sprostowanie w najbliższym możliwym terminie. Talk też się stało w przypadku nazwiska Minister Finansów, a więc można domniemywać, że Karolina Korwin-Piotrowska, uznała, że list Kamińskiej jest sprostowaniem, bo przecież inaczej by nie drukowała przyznania się do błędu. Podobnie powinna postąpić redakcja w przypadku drugiego błędu. Postanowiono jednak inaczej, że sprostowanie informacji znajdzie się w następnym felietonie Manueli Gretkowskiej. Zakłądając, że list Kamińskiej to sprostowanie, wówczas mamy do czynienia z ewidentnym naruszeniem przepisów Prawa Prasowego i etyki dziennikarskiej, choćby nawet z tego względu, że Gretkowska komentuje treść listu (sprostowania?) Kamińskiej, a najgorsze jest to, że komentuje tylko fragmenty listu, bez zamieszczenia całości. Jest to wręcz podręcznikowe pogwałcenie art. 32 pkt. 5 i 6.

Co dalej? Tutaj wkracza wydawca. Zapewne jego prawnicy uznają podobną do mojej interpretację przepisów Prawa Prasowego i radzą nie dawać kolejnego felietonu Gretkowskiej, bo na zamieszczenie samego sprostowania jest już za późno. Ponieważ nakład kwietniowego numeru był już wydrukowany, dlatego wydawca miał dwa wyjścia:

  • wycofać cały nakład
  • usunąc tylko felieton Gretkowskiej

Najprawdopodobniej ze względów ekonomicznych wybrał rozwiązanie drugie. Czy dobre? Z punktu widzenia ekonomii niewątpliwie tak, ale marketingowo i wizerunkowo chyba nie.

Można też całą sprawę interpretowac w inny sposób – kto wie, czy tak nie myśłała Korwin-Piotrowska. Otóż list Kamińskiej nie jest sprostowaniem, tylko listem do redakcji. Jesli tak, no to nie trzeba go przecież zamieszczać w redagowanym numerze, a Gretkowska po prostu w swoim felietonie przyzna się do błędu. Niewątpliwie zagrały tu emocje i urazone ambicje. Korwin-Piotrowska w wypowiedziach np. dla Wirtualnych Mediów, mówiła, że w rozmowie telefonicznej Kamińska strofowała ją i pouczała jak się robi dobre czasopismo. Na temat Gretkowskiej wyrażała się dość niepochlebnie, co mogłą ją niewątpliwie zaboleć. W efekcie obie Panie uznały, że idziemy „na wojnę” i pokażemy kto tu jest panem, a właściwie „panią”.

Pozostaje jeszcze kwestia podnoszona przez niektóre media, czy doszło do ograniczenia wolności prasy a w szczególności ograniczenia wolności wypowiedzi. Czy działanie wydawcy polegające na wycięciu artykułu Gretkowskiej to cenzurowanie i ograniczenie wolności wypowiedzi.

Prawo Prasowe nie wspomina o zależnościach, prawach i obowiązakach wydawcy. Z praktyki wiadomo, że wydawca dba o interes ekonomiczny przedsiębiorstwa, które wydaje czasopismo. Z tej racji interesy wydawcy i redakcji mogą być i najczęściej są rozbieżne. Jednak to wydawca ustala redaktora naczelnego, przy pomocy którego realizuje swoją linię programową. Prawo prasowe definiuje również jakie są obowiązki dziennikarza wobec redakcji. Co prawda jest ewidentny relikt dawnych, komunistycznych czasów, ale nadal obowiązuje, więc należy go stosowac. Art.10 pkt. 2 mówi, że:

Dziennikarz w ramach stosunku pracy, ma obowiązek realizowania ustalonej w statucie lub regulaminie redakcji, w któej jest zatrudniony, ogólnej linii programowej tej redakcji.

Koniec. Kropka. Wynika z tego jednoznacznie, że „wolność” to jest hasło w encyklopedii 🙂 Jeśli dziennikarz jest zatrudniony, to ma wykonywać swoją pracę zgodnie z tym, co ustali wydawca. Jesli mu się nie podoba, no to może odejść. Wbrew pozorom, prawo to – chociaż ma korzenie z dawnego okresu jest dość często wykorzystywane przez wydawcó czy redakcje do usuwania dziennikarzy za poglądy niezgodne z linią wydawcy czy redakcji. Dwa przykłady z brzegu, to wyrzucenie przez Grzegorza Gaudena – Bronisława Wildsteina z Reczpospolitej, czy wyrzucenia Romana Graczyka z krakowskiej edycji Gazety Wyborczej przez Seweryna Blumsztajna.

Spór więc tak naprawdę jest o to, czy wydawca ma prawo niedrukowac czyjiś materiałów, czy też panuje swoiste „robta co chceta”, czyli w tym wypadku Zbigniew Jakubas daje kasę, a za tą kasę Manuela Gretkowska może sobie drukowac co jej się żewnie podoba. Moim skromnym zdaniem, gdyby Manuela Gretkowska była etatowym dziennikarzem Sukcesu, to sprawa byłaby prosta: nie realizuje linii programoej redakcji i już. Zapewne jednak nie jest, a felietony pisze na tak zwaną umowę o dzieło. W tym wypadku jest nawet jeszcze lepiej, bo Multico czy osobiście Zbigniew Jakubas zamawia u Gretkowskiej dzielo pt. felieton. Może go wydrukować, spalić, powiesić w piwnicy. Wazne, aby autor dzieła to dzieło wykonał, a zamawiający zapłacił.

Oczywiście w kontekście zarzutów ograniczenia wolności wypowiedzi należy rozstrzygnąć, czy list z Kancelarii Prezydenta był naciskiem na media czy nie był? Z pewnością lepiej by było, gdyby był suchym sprostowaniem faktó, bez osobistych wycieczek i komentowania czyjejś twórczości. Wtedy oczywiście nie można byłoby postawić zarzutu o łamanie wolności mediów. Niestety Kamińska jak wszyscy w tym sporze postąpiłą zbyt emocjonalnie i głupio, ale nie jest to jeszcze powód do wysuwania tezy o nielegalnym nacisku.

Opinia publiczna ma już zapewne wyrobiony pogląd na tę sprawę. Niestety niektórzy dziennikarze jej tego nie ułatwili jak np. Monika Olejnik, która w programie „Prosto w Oczy” przedstawiając background nie zająknęła się nawet o tym, że problem tak naprawdę dotyczy prawa prasowego, a skomentowała sprawę Gretkowska vs Sukces jako ograniczenie wolności dziennikarskiej i do tego jeszcze przez Bogu ducha winnego Prezydenta.

Monika Olejnik: Porozmawiamy dzisiaj o granicy wolności słowa. Zdarzyło się ostatnio kilka przypadków urzędów w wolność słowa. Może powiemy o tym ostatnim. Wydawca postanowi a w zasadzie rozkazał dziennikarzom wyciąć felieton Manueli Gretkowskiej z miesięcznika Sukces. Nie wiem czy Państwo zobaczą, nożyczkami do tapet wycięte tenże felieton. A tak się stało, że Manuela Gretkowska dwa miesiące temu napisała felieton o braciach Kaczyńskich i tam napisała w jaki sposób ich mama zarządała domem i tak dalej. Ten felieton nie spodobał się Pani Kamińskiej z kancelarii prezydenta. Napisała do redaktor naczelnej Sukcesu, że jest to pseudointelektualny bełkot naszpikowany kłamstwami i wydawca się zdenerwował, że Pani Manuela Gretkowska znowu pisze i wycięto.

To jest dopiero szczyt manipulacji. Niestety nie pierwszy i nie ostatni. Ani słowa o Prawie Prasowym, sprostowaniach etc. Amen.