5 min read

Dziennik to inaczej opakowany Fakt

Gazeta Wyborcza czeka rewolucja, jeśli chce utrzymać wysoką pozycję na rynku. Wydany właśnie „Dziennik” Axel Springer już na pierwszy rzut oka wydaje się ciekawszy a przede wszystkim bogatszy w treści od „Gazety”. Na szybko porównałem obie gazety, chociaż na analizę jest jeszcze za wcześnie, to liczby mówią same za siebie. Powinno to otrzeźwić wydawcę GW.

Nie jesteśmy, jak inne gazety, surowym, karcącym nieustannie wychowawcą społeczeństwa. My nie pouczamy. Nie mówimy, co należy myśleć. Jesteśmy partnerem i przyjacielem naszych Czytelników, a nie ich mentorem-


_

pisze Robert Krasowski, redaktor naczelny Dziennika. To jedna z wielu różnić pomiędzy Dziennikiem i Gazetą Wyborczą. Szybkie porównanie obydwu grzbietów głównych raczej nie pozostawia złudzeń. Gazeta Wyborcza przy Dzienniku wygląda na statyczną, mentorską i…chociaż to kwestia gustu po prostu nudną. Dziennik tymczasem zaskakuje nieszablonowym podejściem, dużą liczbą komentarzy (poza redakcyjnych), pomysłową grafiką.

Twierdzenia tzw. analityków (już któryś raz się pomylili i dlatego piszę „tzw.”) jakoby Dziennik miał być gazetą w segmencie opiniotwóczym przyrównywanym do Die Welt i na tym polu bezpośrednio konkurować z GW, wydają mi się mocno naciągnięte. Dziennik to opiniotwórczy „Fakt” i nic więcej. Gazeta dla tych, którzy wstydzą się poprosić w kiosku o Fakt czy Superekspress, potrzebują informacji na nieco wyższym poziomie, a z drugiej strony odpowiada im lżejsza formuła gazety w której jest dużo informacji, więcej luzu i mniej pompy oraz przede wszystkim mają dość mentorstwa i wszystkowiedztwa w wydaniu Gazety Wyborczej. Mówiąc szczerze już kilka lat temu mówiłem, że prędzej czy później metoda Gazety pt. „myślimy za Ciebie obywatelu” zostanie przez czytelników odkryta. Wracając jednak do porównania, to z pewnością, formułę Dziennika nie można przyrównać do gazet opiniotwóczych. Ot redaktorzy wzieli trochę z najlepszych światowych przykładów i zrobili taki polski miszmasz. Tak naprawdę, to Dziennik zrobił to co chciała zrobić Agora w przypadku Nowego Dnia, tyle że zrobił to dobrze. Pomimo tego, że Dziennik moim zdaniem nie jest gazetą w segmencie opiniotwórczym, to konkurować z Gazetą Wyborczą z powodzeniem będzie.

Z pewnością nie zagrozi Rzeczpospolitej. To zupełnie iny segment gazet i wydawca Rzepy może zrobić: uff. Księgowi, urzędnicy, mały biznes nie znajdzie w Dzienniku nic, co by miało ich odciągnąć od Rzepy. Podobnie media lokalne nie wydają się być, pomimo krakania autorytetów – zagrożone. Po pierwsze Dziennik nie ma dodatków lokalnych, a po drugie informacji z lokalnego rynku jest niewiele.

Więcej za tą samą cenę

Dziennik jest zdecydowanie większy bo ma aż 48 kolumn podczas gdy główny grzbiet GW ma ich tylko 32. Różnica niby niewielka, ale jednak przy tej samej cenie, czytelnik dostaje nieco większy „produkt”. Zupełnie inny pomysł sprawia, że w Dzienniku jest zdecydowanie więcej informacji niż w GW. Znów porównanie dwóch głównych grzbietów nie pozostawia złudzeń: Dziennik zawiera ok. 180, a GW 72 informacje. Porównując te liczby z liczbą kolumn, widać również, że w Dzienniku jest lepsze wykorzystanie kolumny z punktu widzenia statystycznego czytelnika. Średnio kolumna Dziennika zwiera grubo ponad 3 informacje, podczas gdy kolumna Gazety nieco tylko ponad 2 artykuly. W praktyce oznacza to po prostu, że w Dzienniku „dla każdego coś miłego”; nawet jeśli redaktorzy nie trafią z jednym tematem, to zawsze są jeszcze co najmniej dwa, które mogą przyciągnąć uwagę czytelnika. W przypadku kolumny z GW jeden „fałszywy ruch” i czytelnik już jest na następnej kolumnie.

**Nowocześniej i wygodniej

** Ilość kolumn i tekstów na kolumnie bezpośrednio wpływa na wygląd całej gazety ale również na jej odbiór. W Dzienniku (już miałem na końcu języka w Fakcie 🙂 ) więcej jest krótszych informacji, dobranych na pierwszy rzut oka dosyć dobrze. Jedyną wpadką jest dla mnie brak wiadomości o pobiciu Chodorkowskiego (chyba, że nie zauważyłem). Każdy dział ma swoją czołówkę i choćby nawet nie byłą ciekawa, to każdy coś tam dla siebie znajdzie. Odnoszę takie wrażenie, że w Dzienniku co najmniej tyle samo miejsca poświęcone jest na wiadomości z kraju i ze świata jak w GW, a pomimo to, jakby człowiek się więcej dowiaduje.

Czołówki? Nic specjalnego

Czołówki obydwu gazet nie zaskakują. Można powiedzieć, że tak naprawdę nie było nic ciekawego, chociaż w moim odczuciu, Gazeta Wyborcza zdecydowanie lepiej trafiła z hitem (publikując informację o Księstwie Warszawskim PiS) niż Dziennik . Na czołówce Dziennika nieco naciągane informacje o stosunku Polaków do Andrzeja Leppera opracowane na podstawie badania opinii publicznej. Silenie się na sensacyjnośc (ilu Polaków nie widzi zagrożenia), dużo liczb (na drugiej stronie) i nic z tego. Porażka.

GW też nie zaskoczyła, drukując informację o skrytykowaniu mediów katolickich przez biskupów. Sensacyjne jest to, że nie dotyczy to tylko Radia Maryja, ale również Tygodnika Powszechnego, który co nie jest tajemnicą, ma w GW wielu „przychylnych” przyjaciół. Temat słabo rozwinięty, poza tym moim zdaniem za bardzo polityczny. Oczywiście dla katolewicy, a ta dominuje w GW, zupełna sensacja i hit, ale dla reszty społeczeństwa…

Internesująco wygląda sprawa zdjęcia czołówkowego, bo obydwie gazety korzystały z tego samego zdjęcia, ale nieco inaczej je wykadrowały. W mojej opinii, GW zdecydowanie lepiej przedstawiła sprawę, pokazując szersze ujęcie zdjęcia w sumie dość przeciętnego, ale pokazującego zniszczenie po zamachu. Dziennik obciął trochę kadr i pokazał więcej szczegółów. Jak dla mnie to maniera z Faktu, który przecież jako bulwarówka, musi pokazywać szczegóły. Może i to by miało sens, gdyby te szczegóły były tego warte, a w przypadku tego zdjęcia – już przeciętnego – zepsuto je jeszcze bardziej. Jednym słowem dla mnie porażka fotoedytora z Dziennika.

Kasa: 1:0 dla Gazety

W jednym Gazeta Wyborcza zdecydowanie przoduje: w liczbie reklam. W GW było ich 22 a w Dzienniku tylko 4. Być może to zamierzona polityka Dziennika, a być może po prostu jak to najczęściej bywa, ogłoszeniodawcy chcą zobaczyć, jaki jest odbiór nowej gazety. Z tego powodu nieco zdziwiła mnie informacja podana przez WirtualneMedia:

ASP liczy na duże zainteresowanie reklamodawców. Reklamy kosztują 50-80 tys. zł brutto, a zainteresowanie w pierwszym numerze było tak duże, że wydawca przeprowadził aukcję.

No to jeśli to duże zainteresowanie, to są 4 (słownie cztery) reklamy i do tego trzeba organizować aukcje, to albo ktoś mnie robi w konia, albo takimi informacjami próbuje napędzić rynek. Kilkadziesiąt tysięcy złotych to nie w kij dmuchał i każdy szef działu reklamy chwilkę się zastanowi zanim wyda. Dlatego sądzę, że to gigantyczne zainteresowanie to humbuk, a tak naprawdę może Dziennik zalany został gigantyczną liczbą pytań i bardzo mało liczbą rzeczywistych zamówień.

Najbliższe kilka tygodni pokaże czym tak naprawdę jest nowy tytuł. Z pewnością to rewolucja w polskich mediach, ale rewolucja z którą GW inteligentnie poprowadzona, odarta z politykowania ze zmienionym kierownictwem – powinna sobie dać radę.