4 min read

Polityka o blogach, a blogi o polityce

Na tekst za drobiazgowo, a na raport za płytko. Tygodnik Polityka poświęcił swój cotygodniowy raport tematyce blogów, w tym polskich. Cały materiał jest zdecydowanie lepszy od tego co było we Wprost, szkoda jednak, że w niektórych miejscach pachnie płycizną, powielaniem stereotypów i słabym rozeznaniem polskiej blogosfery. Podobnie zresztą jak tekst we Wrost.

Autorzy tekstów o blogach popełniają te same błędy. Mimowolnie patrzą na nie przez pryzmat profesjonalnego dziennikarstwa. Zarówno we Wprost, jak i Politycye pada zarzut, że większość blogów to wypociny małolatów, pamiętniki w stylu „wczoraj bolał mnie ząb” oraz tego typu mniej lub bardziej interesujące rzeczy. To prawda, że pewnie ponad 90 proc. blogów to publicystyka na niskim poziomie. No i co z tego? Czy cała literatura to tylko arcydzieła? Czy wszystkie artykuły w Polityce i Wprost są interesujące? Oczywiście nie! Czy w Stanach Zjednoczonych, Francji i Niemczech jest inaczej niż w Polsce? Czy tam małolaty, albo amatorzy dziennikarstwa tworzą blogi na wyższym intelektualnie poziomie? Oczywiście nie. Ba, wręcz jest to samo. Zdecydowana większość blogów powstaje, bo autorów pcha chęć zaistnienia, kontaktu z innymi ludźmi. Próbują pokazać, że też mają coś do powiedzenia.

Autorzy twierdzą, że „Rodzime blogi polityczne prezentują się na razie bardzo mizernie”. Jako przykłady podają blog Ryszarda Czarneckiego, polityka Samoobrony oraz blog Igora Janke – dziennikarza i publicysty.

Pierwszy zdobył popualrność, gdy okazało się, że jest jednym z najdłużej czynnie działających blogów polityków. Właściwie to pamiętnik, a nie klasyczny blog polityczny. Wczoraj Czarnecki napisał:

Jakie jest jedyne miejsce na kuli ziemskiej, w którym spotkać się mogę Bronisław Geremek, Jean-Marie Le Pen i Ryszard Czarnecki? Odpowiedź: winda w Parlamencie Europejskim! Właśnie dzisiaj po głosowaniach jechaliśmy razem tak ok. 10 pięter. Le Pen rozdzielał mnie od Geremka, przez to dialog polsko – polski był nieco utrudniony.

Jesli blog Czarneckiego uznać za blog polityczny, to równie dobrze tygodnik Polityka mozna uznać za czasopismo gejowskie. W blogu Czarneckiego mało jest analiz, publicystyki, a polityka pojawia się tam, bo autor jest politykiem, a to chyba nie wystarcza, aby uznać go za blog polityczny. Podobnie jak nie wystarcza kilka artykułów o gejach w tygodniku Polityka, aby uznać je za czasopismo gejowskie.

Inaczej sprawa przedstawia się z blogiem Janke. Ten można już uznać za blog polityczny, ale raczej mizerny. Autor publikuje na nim swoje opinie, które być może nie zawsze mógłby zamieścić na łamach Wprost (jest dziennikarzem Wprost). Nie są one ani specjalnie odkrywcze, ani ciekawe. Ot komentuje w nich rzeczywistość jaka jest, tyle że pisze w pierwszej osobie, właściwie nic nie wnosząc do publicznej debaty.

Niewątpliwie blog Janke jest jednym z najpopularniejszych blogów w polskim internecie, ale swoją wielkość zawdzięcza nie jakości, ale brandowi Onetu. Jestem pewny, ze gdyby Onet umieścił blog Pani Kazi, sprzataczki toalety dworcowej, która opisywałaby swój dzień pracy i problemy życia codziennego, to taki blog też stałby się jednym z najczęściej oglądanych! Poza tym blog Janke psują komentarze charakteryzujące się wyjątkowo widoczną wśród użytkowników Onetu głupotą i intelektualną miałkością.

Tymczasem zabrakło w tekście o blogach co najmniej dwóch – moim zdaniem najwartościowszych i najcenniejszych – blogów politycznych w Polsce, czyli blogu Kataryny i Galby. Co charakterystyczne obydwa znajdują się na systemie blogowym Gazety Wyborczej, pomimo iż obydwa są dalekie od jej linii politycznej. Szczególnie blog Kataryny jest warto przeglądnięcia, bo autorka – albo dziennikarka, albo analityk polityczny – potrafi prostym i ładnym językiem a przy tym, bez charakterystycznej dla np. Galby nienawiści analizować i komentować wydarzenia polityczne. Blog Kataryny jest sto razy cenniejszy i wartościowszy niż np. coraz bardziej wielkodamowe utwory Janiny Paradowskiej. Nie wiem jaka była oglądalność blogu Kataryny w czasie kapani wyborczej, ale z pewnością był to wówczas najpopualrniejszy blog polityczny w Polsce.

Galba to inna para kaloszy. Prawicowy do bólu, ale też ma cenne uwagi. Razi mnie u niego dość spora dawka nienawiści do wszystkiego co lewicowe i liberalne – co w obecnym języku politycznym jest tożsame 🙂

Czy polskie blogi polityczne mają szansę przebić się do publicznej dyskusji? Autorzy tekstu w Polityce uważają, że jeszcze im się to nie udało, a ja sądze, że nie mają racji. Już samo istnienie dwóch milionów blogów jest dowodem na to, że w ciagu kilku-kilkunastu miesięcy powstał drugi obieg przy pomocy którego opinia publiczna może dyskutować. Przy tym, że praktycznie całe media są liberalne, i często przedstawiają często ten sam punkt widzenia, prawdziwa – w sensie wielowątkowa o różnym spojrzeniu – dyskusja odbywa się obecnie w internecie na blogach, a nie w Tygodniku Polityka czy Gazecie Wyborczej.

Niestety sposób postrzegania blogosfery przez tradycyjne media, czego przykładem są teksty w Polityce i Wprost, pokazują, że długo jeszcze polskie blogi – np. polityczne, nie przedrą się do dyskusji publicznej, takiej jaka jest np. w Stanach. W Polsce nawet jeśli by Kataryna, Galba czy jakikolwiek „nikt” w sensie publicznie znanych nazwisk podał informację sensacyjną na temat jakiegoś polityka, to z pewnością nie jego zasługą będzie np. dymisja tego polityka. Po prostu infrmację tę poda któryś z tradycyjnych dziennikarzy i ewentualnie jako źródło podpisze: internet.