4 min read

Dziennikarz, obywatel, internet

Pojawienie się Wiadomości24.pl, serwisu dziennikarstwa obywatelskiego, firmowanego przez tradycyjnego wydawcę jest dowodem, że wydawcy zdają sobie sprawę z przyszłych zagrożeń. Obywatelskie serwisy będą teraz powstawały jak grzyby po deszczu. Sukces, jeśli w ogóle, odniosą jednak tylko niektóre, bo w dziennikarstwie i to nie ważne jakim: tradycyjnym czy obywatelskim niezbędne jest doświadczenie i wiedza. Praktykę można zdobyć.

Wiadomosci24.pl nie jest pierwszą polską formą dziennikarstwa obywatelskiego. Niewątpliwie palmę pierwszeństwa dzierży iThink.pl, który pojawił się już kilka miesięcy temu i który – przynajmniej na razie i to pomimo kilku zastrzeżeń, które miałem do jego działania i jakości, jest dla mnie o wiele ciekawszy niż jego korporacyjny konkurent.

Mówiąc szczerze nieco zaskoczyło mnie, że akurat Polskapresse jako pierwszy z tradycyjnych wydawców wystartował ze swoim projektem dziennikarstwa obywatelskiego. Spodziewałem się, że będzie to któryś z mniejszych wydawców, a przede wszystkim taki, który wydaje jedną, dwie gazety lokalne lub regionalne.

Projekt Wiadomości24.pl wygląda na całkiem nieźle, ale w sumie standardowo, pomyślany. Co to znaczy? Nie ma w nim elementów, których nie byłoby w innych tego typu projektach na świecie. Z drugiej strony, po co wymyślać gruszki na wierzbie, jeśli nie wiadomo, czy pomysł się sprawdzi? Co prawda, do odważnych świat należy, ale jak dotychczas, praktyczne zastosowanie idei dziennikarstwa obywatelskiego sprawdziło się tylko…raz. To oczywiście koreańska (południowo – żeby nie było niedomówień 🙂 ) gazeta OhmyNews. Tylko tam udało się – i to dopiero po kilku latach – stworzyć odpowiedni zespół dziennikarzy, którzy napisali kilka newsów, podchwyconych później przez inne media.

Jakie szanse mają polskie projekty dziennikarstwa obywatelskiego? Jak mówi młodzież: HGW (powinno być raczej CHGW 🙂 ). Z pewnością najbliższy rok to będzie okres mody na takie serwisy. Wydawcy, dziennikarze i redakcje będą o tym mówić, albo próbowac swoich sił. Zanim więc zaczną, warto zastanowić się z jakimi problemami dziennikarstwo obywatelskie musi sie uporać. Najważniejsze z nich to:

  1. wiarygodność zebranych informacji
  2. warsztat dziennikarski
  3. Odpowiedzialność za opublikowane materiały

No więc po kolei.

Wiarygodność zebranych materiałów zależy zarówno od stopnia profesjonalizmu dziennikarza, jego źródeł, inteligencji w zbieraniu materiałów jak i wiedzy na temat tego co pisze. Można założyć, że dentysta napisze dobry w sensie merytorycznym tekst na temat nowych metod leczenia próchnicy zębów, ale czy będzie on dobry w sensie dziennikarskim? Tu już można mieć zastrzeżenia. Dlaczego? Bo symboliczny dentysta, zawsze może się okazać fanem „najnowszej metody”, odpowiednio wspieranym, przez zainteresowaną sprzedażą firmę. Może to nie znaczy, że zawsze tak będzie. Wiadomo jednak, łyżka dziegciu zepsuje całą beczkę miodu.

Dziennikarstwo obywatelskie może tez być metodą walki z niewygodnymi osobami i to zarówno w pozytywnym jak i negatywnym tego słowa znaczeniu. Można sobie wyobrazić, że niezadowoleni z polityki burmistrza obywatele, którzy np. nie mogą doprosić się interwencji lokalnych mediów, sami biorą sprawy w swoje ręce i przedstawiają np. nieprawidłowości. Ale można też wyobrazić sobie, że inspirowani przez wrogów burmistrza „obywatele dziennikarze”, atakują go by osłabić jego pozycję lub wyeliminować z walki politycznej. W tradycyjnych mediach, takim filtrem, który blokuje, rozsądza jest redakcja, a właściwie redaktorzy prowadzący, czy sekretariat. W mediach obywatelskich? Teoretycznie też, ale wiele zależy od tego, jaki poziom profesjonalizmu reprezentują redaktorzy. Jest też kwestia wiedzy co do tego co wolno, a czego nie wolno. Co jest złamaniem prawa, a co nie jest. Tradycyjne redakcje i ich zespoły mają z tym poważny problem (w lipcowym numerze Press ma być mój artykuł na ten temat), a co dopiero ludzie, którzy nie mają praktycznie żadnej albo znikomą wiedzę na temat dziennikarstwa.

Warsztat. Wiele przykładów dziennikarstwa obywatelskiego pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Apologeci tego nurtu, podają je by pokazać, że zwykli ludzie też mogą w sensie warsztatowym, tworzyć przyzwoite materiały. Problem polega na tym, że statystycznie rzecz ujmując, takich ludzi w Stanach jest o wiele więcej, co wynika głównie z edukacji medialnej jaką przechodzą Amerykanie. W naszym kraju, przeciętny obywatel umie – i to nie zawsze – napisać wypracowanie szkolne. Co gorsze, wydaje mu się, że tekst dziennikarski też powinien mieć formę wypracowania czyli wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Braki warsztatowe, a właściwie kompletny brak wiedzy o warsztacie dziennikarskim może być hamulcem rozwoju dziennikarstwa obywatelskiego w naszym kraju.

No i trzeci element: odpowiedzialność za opublikowane materiały. Myślę, ze po kilku miesiącach euforii ze strony tradycyjnych wydawców, w pewnym momenecie przyjdzie otrzeźwienie w postaci kilku kubłów procesów sądowych. Z pewnością znajdą się autorzy, którzy mówiąc kolokwialnie zerżną co nieco z innych źródeł, przekręcą (specjalnie lub nie) czyjąś wypowiedź, czy popełnią jakiś błąd merytoryczny. Kto będzie za to odpowiadał? Jeśli autorzy, to po nagłośnieniu sprawy liczba kandydatów na takie funkcje drastycznie spadnie :-), jeśli wydawcy, to też ostudzi to ich zapał.

Tak czy owak. Dziennikarstwo obywatelskie za sprawą ithink.pl i wiadomosci24.pl stało się w naszym kraju faktem. Czy się sprawdzi, pokażą najbliższe miesiące.

Mam na ten temat własną teorię, ale to by było już doradztwo i to za friko :-).