4 min read

Second Renesans? Tylko po co?

Paweł Wimmer na swoim blogu napisał o Second Renesans – kolejnym polskim serwisie wpisującym się w konwencję społecznościowo-dziennikarsko-obywatelską :-). Dla mnie jest on klasycznym przykładem bolączek polskich serwisów: tworzą je ludzie, którzy mają pomysł, wiedzę (najczęściej techniczną), ale za grosza doświadczenia w tematyce, którą się zajmują. Efekt: chłopaki się natrudziły i… co z tego?

Tak naprawdę to nie do końca rozumiem ideę serwisu. Odnoszę takie wrażenie, że autorzy koniecznie chcieli wykorzystać najnowsze trendy w sieci, połączyć je do kupy i wypuścić taki wash&go. Mamy więc tworzenie tekstów przez internautów, społeczności, rywalizację i głosowanie na najlepsze teksty. No i oczywiście jest coś z Digga. Brakuje jeszcze możliwości tworzenia bloga i czytnika rss :-).

Jak mawiał mój kolega: nie tędy droga do socjalizmu!

Odnoszę takie wrażenie, że sporo ludzi opacznie, albo inaczej: w dość uproszczony sposób rozumie ideę dziennikarstwa obywatelskiego. W dużym uproszczeniu ma ono niby być:

  • tworzony przez internautów
  • oceniany przez internautów

Co do pierwszego absolutnie się zgadzam. Dziennikarstwo obywatelskie jest odpowiedzią na kryzys mediów, jaki widać gołym okiem od mniej więcej połowy lat 90. XIX wieczny model działania mediów polegający na tym, że redakcja jest alfą i omegą co do ważności poszczególnych tematów jest niedopasowany do obecnych czasów, a szczególnie współczesnego modelu przepływu informacji.

Był dobry w czasach, gdy dostęp do informacji był z przyczyn technicznych ograniczony i np. arcyfajny program telewizyjny pt. Klub Sześciu Kontynentów miał oglądalność jak dzisiejsze telenowele. Dziś prawie każdy kto pracuje może sobie obejrzeć miejsca zarezerwowane kiedyś tylko dla podróżników.

Arbitralność mediów, szczególnie w kwestii doboru ważności tematów, prowadzi do wielu przekłamań. Nic dziwnego, że publiczność mamiona papką mediową, ciągle – w myśl poprawności politycznej – instruowana jak ma myśleć, chce mieć większy wpływ na to co jest w mediach. Dziś często widzimy, że żołnierz morduje dziecko, a w gazecie czytamy, że myślał, że w tornistrze ma bombę (patrz słynna kilka lat temu w czasie drugiej intifiady sprawa zastrzelenia przez pomyłkę przez izraelskich żołnierzy wracającego ze szkoły palestyńskiego dziecka).

To jednak, że ludności dostarczy się odpowiednich narzędzi do tworzenia wiadomości, nie oznacza automatycznie, że te ostatnie będą dobre, rzetelne i ciekawe. Dochodzimy w tym miejscu do punktu drugiego, czyli oceny przez internautów. Metoda ta zakłada, że „wielu” nie może się mylić. Mówiąc wprost, jeśli iluś tam internautów wyklika (w sensie pozytywnym) dany tekst, to można domniemywać, że jest on ważny, ciekawy i wart przeczytania. W rozumowaniu takim tkwi jeden i to poważny błąd, często zresztą zarzucany idei dziennikarstwa obywatelskiego. Jego przeciwnicy, a może raczej nie przeciwnicy – ale sceptycznie nastawieni – uważają, że w takiej konstrukcji mediów brak miejsca na rzecz kardynalnie ważną a więc profesjonalną, zgodną ze standardami dziennikarskimi, ocenę jakości. Sprawa ta jest o tyle ważna, że zarówno w Polsce, jak i na świecie panuje jeszcze – często podświadome – przeświadczenie, że jeżeli o czymś napisali w gazecie, czy pokazali w TV, to znaczy, że to prawda. Nie wierzycie? Zwróćcie uwagę, jak często zdarza się, że w dyskusjach koronnym argumentem jest: „że przecież tak było napisane w gazecie!”.

Problem jakości jest najważniejszym z jakim boryka się dziennikarstwo obywatelskie i jak na razie nikt nie znalazł jeszcze nic lepszego, niż kontrola redaktorska tekstów. W tą stronę – chociaż na swój sposób – idzie m.in. rozwój serwisu iThink.pl. Randomkracja (według autora iThink – demokracja losowa), czyli ocena przez bardziej lub mniej uznanych członków społeczności daje jakie takie gwarancje, że informacja jest rzeczywiście dobra i ciekawa. Jakie takie, bo to trochę tak jakby wybrać losowo kilku mężczyzn i zapytać czy podobają im się blondynki czy brunetki 🙂

W Second Renesans system działania serwisu jest dość poważnie rozbudowany i odnoszę przy tym wrażenie, że trochę nieprzemyślany, a właściwie nie do końca skorelowany z zasadą działania. Mało tego, wiele jest niewiadomych – co jest niedopuszczalne. Dostaje jakieś punkty – do końca nie wiadomo za co – ale też nie wiadomo co mogę z nimi zrobić.

Może trochę przesadzam, bo jak człowiek się dobrze wczyta w cały serwis, to zorientuje się do czego to wszystko służy, ale kto ma teraz czas na studiowanie zasad działania serwisów. Ma być prosto, wyraźnie i bez problemów. Zasada trzech kliknięć 🙂 Tymczasem autorzy się napracowali, powymyślali skomplikowany system i po co? Po to aby kilka osób opublikowało takie sobie teksty? Odnoszę wrażenie, że autorzy sami nie potrafią ocenić jakości tekstów gdyż nie są dziennikarzami. Szkoda więc ich czasu i pieniędzy. Lepiej już stworzyć stronę wirtualnej agencji modelek. Oglądalność murowana :-).

W polskim internecie albo ktoś żywcem kopiuje zagraniczny wzór (co nie jest niczym złym), albo tworzy własne rozwiązanie (co jeszcze bardziej nie jest złe), ale takie, że nie ma szans powodzenia.

Jakoś niespecjalnie wierzę w przyszłość Second Renesans (w przeciwieństwie do iThink.pl). To jeden z wielu serwisów, który działać będzie, ale nie przekroczy masy krytycznej, a więc jego twórcy kiedyś będą musieli podjąć decyzję co do zamknięcia albo radykalnych zmian.

Pomimo sceptycyzmu, życzę im abym się mylił 🙂