5 min read

Nie chcem ale muszem :-) …dalej o blogasku

Naprawdę nie chcę, ale jak się powiedziało „A” to trzeba powiedzieć „B”, więc muszę kontynuować wątek bo blogasek Kazimierza Marcinkiewicza powoli staje się jednym z największych wydarzeń medialnych. Odwiedziło go…250 tys. internautów, powstał antyblog a jak donosi Onet w sieci powstały już kawały o blogu Marcinkiewicza. Coraz bardziej śmierdzi mi to marketingiem…politycznym. Powiem szczerze, mam brzydkie podejrzenia.

Zanim przejdę do podejrzeń. Kilka uwag. To, że Marcinkiewicz nie czyta innych blogasków na Onecie jest dla mnie pewne. Gdyby czytał, to z pewnością nie pozwoliłby aby jego blog był w takim towarzystwie. Jestem jednak ciekawy czy czyta przynajmniej niektóre komentarze. Przeczytałem ich sporo i są naprawdę pouczające.

Zaczyna się od:

HTTP://SONDAKM.BLOG.ONET.PL – CZY POPIERASZ PROWADZENIE …

BLOGA PRZEZ KAZIMIERZA MARCINKIEWICZA? WYPOWIEDZ SIĘ I ZAGŁOSUJ!

…i tak jeszcze z 10 razy. Później jakaś dama pisze (z 5 razy):

Bardzo podoba mi się sposób w jaki pan pisze o polityce …

. .. niby lekko a jednak w takim krótkim czasie tylko

zronbił pan dla Polski. Gdy dowiedziałam się że nie będzie juz pan

premierem było mi smutno bo tyle pan zrobił a … (arien)

Następnie kolejna podekscytowana dama stwierdza (na szczęscie tylko 2 razy):

kaziu, jesteś super.

Później znowu z 5 razy jest arien, której jest smutno, że Marcinkiewicz nie jest już premierem.

Dama o wdzięcznym pseudo Infernalis pyta:

ale czy pisanie bloga na onecie nie zakrawa na groteskę?

Majka życzy udanego urlopu, osobnik o ksywce „K. marcin” wyznaje, że lubi sex a Magda wyznaje:

Ach szkoda, że nie jest już Pan premierem :-(.

No i tak sobie ten blogasek zaczyna żyć swoim życiem.

Tymczasem marketing Onetu pracuje pełną parą. Po południu ukazuje się wiadomość, której treść jest dowodem na to, że są rzeczy gorsze niż niektóre newsy PAP-a.

No i o co chodzi? Stara dziennikarska prawda mówi, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze. No i to jest jedno wytłumaczenie. To, że Onet chce sobie na garbie Marcinkiewicza i wycierając swoje strony jego za przeproszeniem gębą napstrykać odsłon to rozumiem. W końcu boli ich, że zostali [Naprawdę nie chcę, ale jak się powiedziało „A” to trzeba powiedzieć „B”, więc muszę kontynuować wątek bo blogasek Kazimierza Marcinkiewicza powoli staje się jednym z największych wydarzeń medialnych. Odwiedziło go…250 tys. internautów, powstał antyblog a jak donosi Onet w sieci powstały już kawały o blogu Marcinkiewicza. Coraz bardziej śmierdzi mi to marketingiem…politycznym. Powiem szczerze, mam brzydkie podejrzenia.HUGOMORE42

Zanim przejdę do podejrzeń. Kilka uwag. To, że Marcinkiewicz nie czyta innych blogasków na Onecie jest dla mnie pewne. Gdyby czytał, to z pewnością nie pozwoliłby aby jego blog był w takim towarzystwie. Jestem jednak ciekawy czy czyta przynajmniej niektóre komentarze. Przeczytałem ich sporo i są naprawdę pouczające.

Zaczyna się od:

HTTP://SONDAKM.BLOG.ONET.PL – CZY POPIERASZ PROWADZENIE …

BLOGA PRZEZ KAZIMIERZA MARCINKIEWICZA? WYPOWIEDZ SIĘ I ZAGŁOSUJ!

…i tak jeszcze z 10 razy. Później jakaś dama pisze (z 5 razy):

Bardzo podoba mi się sposób w jaki pan pisze o polityce …

. .. niby lekko a jednak w takim krótkim czasie tylko

zronbił pan dla Polski. Gdy dowiedziałam się że nie będzie juz pan

premierem było mi smutno bo tyle pan zrobił a … (arien)

Następnie kolejna podekscytowana dama stwierdza (na szczęscie tylko 2 razy):

kaziu, jesteś super.

Później znowu z 5 razy jest arien, której jest smutno, że Marcinkiewicz nie jest już premierem.

Dama o wdzięcznym pseudo Infernalis pyta:

ale czy pisanie bloga na onecie nie zakrawa na groteskę?

Majka życzy udanego urlopu, osobnik o ksywce „K. marcin” wyznaje, że lubi sex a Magda wyznaje:

Ach szkoda, że nie jest już Pan premierem :-(.

No i tak sobie ten blogasek zaczyna żyć swoim życiem.

Tymczasem marketing Onetu pracuje pełną parą. Po południu ukazuje się wiadomość, której treść jest dowodem na to, że są rzeczy gorsze niż niektóre newsy PAP-a.

No i o co chodzi? Stara dziennikarska prawda mówi, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze. No i to jest jedno wytłumaczenie. To, że Onet chce sobie na garbie Marcinkiewicza i wycierając swoje strony jego za przeproszeniem gębą napstrykać odsłon to rozumiem. W końcu boli ich, że zostali]1 przez potworka o nazwie Google, którego wychowali na własnej polskiej piersi 🙂 Stąd takie promowanie blogaska Premiera.

A Marcinkiewicz? No cóż odpowiem anegdotą (autentyczną). Kiedyś przyszedł do naszego domu ksiądz po kolędzie. Niezwykły, bo taki którego znałem od dziecka, który z nami grał w piłkę i generalnie był cool jak to mówi młodzież. Ponieważ nie widzieliśmy się kilkanaście lat, to atmosfera była radosna. Ksiądz pyta:

– a gdzie to Stasiu pracujesz?

– jestem dziennikarzem mówię

– a gdzie? W Niedzieli? – pyta radośnie

– W Gazecie Wyborczej odpowiadam.

W tym momencie ksiądz dobrodziej spoważniał i mówi: czego to człowiek nie robi dla pieniędzy. To ja już błogosławię ten dom w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. I poszedł.

No i podobnie jest z Marcinkiewiczem. Czego to człowiek nie zrobi dla władzy :-). Podejrzewam, że numer z umieszczeniem bloga Premiera w Onecie jest…zamierzony. Chodzi o zrobienie show, nagłośnienie sprawy i ubicie dwóch pieczeni na jednym ogniu. Jakich? Dla mnie oczywiste jest, że Kazimierz Marcinkiewicz przestał być Premierem dlatego by zostać najpierw Prezydentem Warszawy a później…Polski. PiS prawdopodobnie zdaje sobie sprawę z tego, że w następnych wyborach prezydenckich bliźniacy nie mają specjalnych szans. Co innego Marcinkiewicz. Jest najpopularniejszym polskim politykiem, takim prawicowym Kwaśniewskim co to się damom bardzo podoba. Jego wyreżyserowane odejście sprawiło, że opinia publiczna uważa go za pokrzywdzonego. A taki bidula wywołuje wśród Polaków współczucie i chęć pomocy.

Gdyby nadal był premierem to zapewne sporo z tej popularności by stracił a na stanowisku Prezydenta Warszawy ma szanse tylko zyskać kolejne punkty. Już nawet nie jest w PiSie, co objawił na swoim blogu.

Zrobienie show tylko mu w tym pomoże, a największy polski portal może tylko w tym pomóc, przy okazji zarabiając trochę ciaćków. Ludzie będą komentowali, spierali się, dyskutowali – generalnie cały czas będzie głośno o Marcinkiewiczu. I o to chodzi, bo przecież nieważne jak, byle by mówili.

Amen. No to ja już wychodzę (z tego wątku) 🙂

W tzw. międzyczasie zauważyłem miłą notka Michała Dzierży