7 min read

Trafiła kosa na kamień

Stare powiedzenie mówi, że kto „mieczem wojuje, od miecza ginie”. Czy Adam Michnik „zginie” od taśm na których jest nagrana co najmniej jedna jego rozmowa z Aleksandrem Gudzowatym? To pytanie zadaje sobie cała Polska i ciekawe, że tak dociekliwi dotychczas dziennikarze zarówno z prawej i lewej strony politycznej jak mogą unikają na nie odpowiedzi.

Sprawa jest niezwykle tajemnicza. Bo i próba zabójstwa i tajemnicze milczenie, no i wypowiedzi jednego z dwóch głównych bohaterów wyglądają bardziej na negocjacyjne stroszenie piórek niż właściwe wyjaśnienie sprawy. No ale po kolei.

W środę po południu gruchnęła wieść o tym, że „Życie Warszawy” poda szczegóły dotyczące nagrania spotkania biznesmena Aleksandra Gudzowatego z Adamem Michnikiem. Nagranie ma być wśród materiałów dowodowych znajdujących się w prokuraturze prowadzącej śledztwo w sprawie gróźb zabójstwa wobec Gudzowatego i jego rodziny – chodzi o jego syna, znanego fotografa Tomasza Gudzowatego.

Sylwester Latkowski podał w swoim blogu, a za nim m.in. Kataryna, że rozmowa zostanie wyemitowana w programie „Misja Specjalna” w TVP 1. Już w środę na portalu Gazeta.pl, kilka godzin po podaniu przez PAP informacji o „tasmach Gudzowatego” ukazał się dość komiczny, w kontekście całej sprawy, tekst: Groźby wobec Gudzowatego: spisek służb?

Jego autor Bogdan Wróblewski pisze o zakończeniu przesłuchania Gudzowatego przez prokuraturę i na końcu, jakby mimochodem wspomina o taśmach:

W materiałach śledztwa znajdują się też taśmy z rozmów Gudzowatego z

Adamem Michnikiem, nagranych bez wiedzy naczelnego „Gazety Wyborczej”

(według internetowego wydania „Życia Warszawy” nagrali je ochroniarze

Gudzowatego). Pytany o to prok. Jaskólski mówi tylko: – Gromadzimy

osobowe i bezosobowe środki dowodowe. Według naszych informacji taśmy

te – jako dowód w sprawie – dołączył do akt Gudzowaty dopiero ok.

półtora tygodnia temu.

Znacznie wcześniej (w lipcu) Michnik powołany został na świadka.

Wniosek złożył reprezentujący Gudzowatego mec. Wojciech Tomczyk, który

bronił też Lwa Rywina w słynnej sprawie propozycji korupcyjnej złożonej

Michnikowi i Agorze.

Ciekawa jest analiza tego tekstu, bo słowa, które padają są z pewnością nieprzypadkowe.

Po pierwsze aż koli w oczy stwierdzenie, że rozmowa została „nagrana bez wiedzy naczelnego Gazety Wyborczej”. Nie wiem jakiemu celowi ma to służyć, chyba jedynie do próby oskarżenia nagrywającego (polskie prawo nie zezwala na takie praktyki), w każdym razie w kontekście wykorzystania w słynnej rozmowie z Lewm Rywinem zestawu powszechnie określanego jako „mały Michnik” brzmi to dość kuriozalnie. Znaczy się: Jak Kali kraść to dobrze, a jak Kalemu ukradną to bardzo, bardzo źle”.

Drugi dość ciekawy wątek to kwestia: kto i kiedy dostarczył taśmy. Według „Gazety” „taśmy te dołączył około półtora tygodnia temu Gudzowaty”. Tymczasem ten konsekwentnie zaprzecza jakoby taśmy dostarczał.

W sobotnim wydaniu Gazety jest ultra ciekawa rozmowa Marcina Bosackiego z Aleksandrem Gudzowatym: „Gudzowaty: Pani Gargas kazała ogladać TVP”. Uważny czytelnik z pewnością zauważy dość pokraczną stylistykę wypowiedzi Gudzowatego, wskazującą wyraźnie, że on albo jego prawnicy, albo może Gazeta chcieli, aby nie uronić ani przecinka z tego co powiedział Gudzowaty. W rozmowie znów pada kilka zastanawiających stwierdzeń i dość ciekawych określeń:

A czy Pan może potwierdzić, że istnieje w ogóle coś takiego jak taśmy, które Pan nagrał podczas rozmowy z Adamem Michnikiem?

– Ja tego nie nagrywałem. Ale kto nagrał, to niech się wyjaśni. Ja mam

uporządkowaną sprawę z panem Michnikiem, myśmy rozmawiali, pan Michnik

przyjął to do wiadomości. Rozstaliśmy się w zgodzie. Wie, że jest

zgłoszony na świadka do prokuratury w związku z dużym śledztwem, i

powiedział, że to przyjmuje. I to jest wszystko, co mnie w tej sprawie

łączy z panem Michnikiem. Wszystkich dalszych informacji nie

autoryzuję, bo nie jestem ich źródłem i jestem zdziwiony, że jest taki

szum w Warszawce, jakby nie było poważniejszych spraw.

A wie Pan, kto to mógł nagrywać? Domyśla się Pan, kto mógł to zrobić?

– Proszę pana, wiem, że są zdeponowane jakieś taśmy w prokuraturze, tyle wiem.

Na prawie koniec wywiadu pada stwierdzenie dość jednoznaczne:

(…) Ja się od prokuratora dowiedziałem, że są taśmy. Ale moim zdaniem nie narusza to statusu Michnika w niczym, jeżeli się zachowa jak porządny człowiek, a wiem, że się zachowa, bo cztery razy z nim rozmawiałem w tej sprawie. Natomiast jeżeli nie, to ja nie odpowiadam za to, co powiedziałem, bo ja opieram całą moją koncepcję na tym, że Michnik jest taki, jak ze mną rozmawiał

Jeśli to nie jest element negocjacji, łącznie z groźbą, to ja już nie wiem jak można bardziej dyplomatycznie powiedzieć. Gudzowaty wyraźnie przypomina Michnikowi i…grozi.

„Pan Michnik przyjął do wiadomości”, „ja mam uporządkowaną sprawę z panem Michnikiem”. Toż to język negocjacji. Po prostu Gudzowaty najprawdopodobniej złożył Michnikowi – być może zawoalowaną propozycję. Bosacki dalej pyta Gudzowatego w jakiej sprawie toczy się śledztwo, a ten odpowiada, że dotyczy czterech zarzutów m.in. o usiłowanie zabójstwa, czarny PR etc. ale wymienia tylko trzy, które z Michnikiem mają zapewne niewiele wspólnego.

Dalej czytamy:

Po co prokuraturze w sprawie próby zabójstwa taśmy z Pana rozmową z Michnikiem? Ja tego nie rozumiem.

– Michnik został zgłoszony jako świadek.

Przez Pana stronę.

– Ja mogę tylko panu powiedzieć, że ja nie zrobiłem tego. Dalej

naprawdę nie wiem… Wiem tylko, że są taśmy, bo dostałem jako

pokrzywdzony dokument, że są. Ale ja uważam, że sprawa z panem

Michnikiem się powinna skończyć 5 minut po przesłuchaniu. To wszystko.

W wywiadzie Gudzowaty kilka razy zaprzecza, aby on nagrywał, ale nie wyklucza, że zrobiła to np. jego ochrona, stwierdzając niejako przy okazji, że Michnik pewnie tez nagrywał. W kontekście pytania o pretensje (Gudzowatego) do Gazety pada znów dość kuriozalna odpowiedź:

A Pan tych taśm słuchał?– Nie. Michnik ma prostą sprawę i ktoś widocznie nie lubi Michnika,

nawet jestem w stanie to zrozumieć. Ale to naprawdę 10-minutowa wizyta

[w prokuraturze] i cześć.

Czy Pan ma z powodu takich czy innych tekstów „Gazety” pretensje do nas albo do Michnika osobiście?

– Pretensje do „Gazety” ja mam od dawna i uważam, że „Gazeta” się

zachowała poniżej standardu i klasy, ale to jest jakby dodatkowa

sprawa. Nie mnie to osądzać, czarny PR w całej Polsce jest obowiązującą

regułą, nawet jest modą. Pan Michnik w tej sprawie się zachował

elegancko, tyle mogę panu powiedzieć. Pan Michnik ma być przesłuchany

30 [października] i ja myślę, że się skończy ta histeria.

Ja nie spodziewam się, żeby pan Michnik skłamał. Ja go mogę lubić, nie

lubić, ale uważam, że to jest człowiek honoru. Ale jeżeli tak, to te

taśmy czy co tam jest, to trzeba o kant stołu potłuc wszystko.

Ciekawe. Gudzowaty nie nagrywał, taśm nie dostarczył do prokuratury, ma pretensje do Gazety, ale nie jej redaktora naczelnego a generalnie to uważa go za „człowieka honoru”, nie spodziewa się aby ten skłamał, wręcz mówi, że jest pewny, że Michnik zachowa się „jak porządny człowiek”. A jeśli jak rozumiem, Michnik jest człowiekiem honoru, to „te taśmy czy co tam jest trzeba o kant stołu potłuc wszystko” (przypominam, że stylistyka oryginalna).

No i trzecia dość zastanawiająca kwestia (jak na krótki akapit z pierwszego cytowanego tekstu w Gazecie to całkiem nieźle): stwierdzenie, że Adam Michnik został powołany na świadka już w lipcu br. Według Gazety wniosek złożył reprezentujący Gudzowatego mec. Wojciech Tomczyk, który bronił też Rywina.

Wszystko to jest jakby żywcem wzięte z historii o mafii. Ja nic nie wiem, nie mam do nikogo pretensji, to nie ja – to mówi Gudzowaty. Ale, jeśli Michnik okaże się „człowiekiem honoru”, to „te taśmy można o kant stołu rozbić” – czytaj „nie mają wartości”, ale może jest to sugestia, że mogą zniknąć?

Co w tym wypadku znaczy: okaże się „człowiekiem honoru”, „zachowa się jak porządny człowiek”? Co ma z tym wspólnego wspomnienie, że wniosek o przesłuchanie Michnika złożył mec. Tomczyk? Przecież sam mecenas bez porozumienia ze swoim klientem nie składał żadnych wniosków.

A może sprawa taśm, to m.in. walka o wyjście Rywina z więzienia? Panuje powszechne przekonanie, ze Rywin odsiedzi ten swój wyrok co do dnia. A może jest jak u „Chłopców z ferajny”. W myśl starej mafijnej zasady, zdrajcę nalezy ukarać i to tak, żeby dać przykład innym. Mafia też robiła i robi między sobą interesy, ale oszukiwanie ludzi z „rodziny” jest jednym z najpoważniejszych przestępstw. A może przestępstwem Rywina było nie to, że chciał kasę, ale to, że chciał oszukać „swoich”?. Może za to właśnie musi ponieść karę i odsiedzieć do końca?

A może Rywin jest tylko jednym z elementów, a tak naprawdę to jest to kłótnia chłopców z biznesowo-politycznej ferajny?

Sprawa jest niezwykle tajemnicza. Tak dociekliwe, jak nasze media od soboty milczą. Stępiły się tez zęby gwiazdom medialnym: Lisowi czy Olejnik. Zamilkli blogerzy, w tym Latkowski, który nawet słowem się nie zająknął, dlaczego w „Misji Specjalnej” nie było taśm.

Czyżby trwały targi? We wtorek sprawa może nabrać rozpędu, bo…może zmieni się układ polityczny. Myslę, ze do wtorku będzie cisza.

P.S. Wywiad Bosackiego z Gudzowatym gdy pisałem ten wpis jeszcze był dostępny na portalu Gazeta.pl. Teraz już jest w archiwum. Pewnie przypadkiem.