3 min read

Endgame czyli jak słabnie wiara

Nie jestem człowiekiem słabej wiary, jednak od czasu do czasu moja wiara znacznie słabnie. Tak stało się dzisiaj.

Po robocie, coś mnie podkusiło. Zamiast jak przystało na mężczyznę wziąć piwko, paczkę czipsów i legnąć przed TV, zachciało mi się kulturki. Ulysses idzie mi opornie – 2 strony na tydzień – może do końca życia skończę – uruchomiłem więc notebooka.

Co za dzień, ciśnienie jakieś czy co? Znowu zamiast obejrzeć kilka „tych stron” zajrzałem – nie wiadomo dlaczego – do blogosfery. Najpierw wchodzę na antidotum – blog prowadzony przez trzy osoby: Krzysztofa Urbanowicza, Marcina Ścibiora i mojego dobrego kumpla – Leszka Olszańskiego. Dużo się nie naczytałem, bo są ledwie trzy wpisy, a w blogrolu kilka linków – w tym do mojego bloga dziennikarz.pl (dziękuje).

Później wpadłem do bloga Ewy Milewicz – bo chociaż nieraz jej wpisy podnoszą mi ciśnienie – to autorka fajnie pisze i warto poczytać – choćby dla przyjemności czytania.

Mądry Polak po szkodzie. Teraz żałuje, że u Milewicz natknąłem się na link do Endgame – bloga Bartosza Węglarczyka – kiedyś korespondenta Gazety Wyborczej w USA. Jakoś nigdy mnie nie ciągnęło do jego pamiętnika, bo pamiętam go jako osobę, która (będąc w USA) była bardziej amerykańska niż sami Amerykanie i w związku z tym jego artykuły to był wspaniały pas transmisyjny wszystkich bzdur, które rządowa biurokracja amerykańska produkowała. Ponieważ jednak Węglarczyk to dziś gwiazda mediów – taki Paweł Śpiewak – co to na każdy temat: od pomoru świń w Chinach, intymnych sekretów Andrzeja Leppera po kryzys rządowy w Tajlandii – ma coś do powiedzenia, pomyślałem sobie: zobaczę. I to był błąd.

Teksty jak to teksty, ale zdjęcia…mówię Wam cymes. No i tak sobie myślę: ale gość niezłe fotki strzela. No ale czytam: „Oba zdjęcia pochodzą z tego wpisu .”, a link do…Chicago Tribune. Przyglądam się innym zdjęciom, a tam: „via Reuters”, „Via agencja AP”. Są też inne bez „Via”.

chicago1.png

Przeglądając te foty czuje jak twarz mi tężeje. Zupełnie jak Romanowi Giertychowi na myśl o Gazecie Wyborczej. Myślę sobie: oj Węglarczyk toś Ty taki psubrat?

No i normalnie się załamałem. Wiarę straciłem i już. No bo jak to tak, że my w Wiadomości24.pl niuanse prawa autorskiego z profesorami UJ cyzelujemy, poświęcamy ogrom czasu aby każdemu tłumaczyć zawiłości ustawy, upominamy o przestrzeganie prawa, a dziennikarz – nie Faktu, ale opiniotwórczej gazety – po prostu najnormalniej w świecie kradnie?

Zaraz, zaraz a może nie kradnie? Patrzę jeszcze raz na blog Chicago Tribune ale tam w Copyright and terms of service | stoi jak byk: „You may not, for example, republish any portion of the Content on any Internet, Intranet or extranet site or incorporate the Content in any database, compilation, archive or cache. You may not distribute any Content to others, whether or not for payment or other consideration, and you may not modify, copy, frame, cache, reproduce, sell, publish, transmit, display or otherwise use any portion of the Content.” .

No proszę – nie wolno jak nic.

Może Węglarczyk nie wiedział – myślę – próbując jakoś uratować jego honor. Wiem jednak, że to niemożliwie. Każdy kto chociaż trochę zna Amerykanów i ich podejście do prawa – a Węglarczyk z pewnością zna to społeczeństwo lepiej niż ja – wie, że nawet największy zbir z Bronksu wie, że skopiowanie fotografii to kradzież i już.

Ciekawy jestem jak zareagowałby Bartosz Węglarczyk, gdybym wziął jego artykuł z Gazety Wyborczej, wstawił sobie do bloga i na koniec dopisał „Via Bartosz Węglarczyk”? Pewnie też stężała by mu twarz jak Giertychowi.

Moja wiara osłabła, bo jak tu wierzyć w to, że zwykli ludzie, którzy ostatecznie mogą nie znać prawa autorskiego, będą w internecie przestrzegali jego przepisów, jeśli znany dziennikarz łamie je jak jakaś podlotka na swoim blogasku?

No i z tą stężałą twarzą powiedziałem do siebie: Endgame… z tym blogiem Węglarczyka i wyłączyłem komputer. I tyle tej kulturki było.

==

Tekst pierwotnie ukazał się w Wiadomości24.pl