4 min read

Dziennik „Polska” – na kolana nie rzuca, ale…

Dziennik „Polska” być może nie zaskoczył formułą rynku, ale na pewno zawartością. Wśród rozpolitykowanych mediów jest jedynym, w którym polityka nie jest najważniejszym z tematów. To właściwie jego jedyna szansa, bo jakością materiałów, poziomem warsztatu dziennikarskiego daleko mu do konkurencji.

Tuż przed wyborami zrobiłem mały eksperyment: przestałem czytać media zaangażowane w politykę, wbrew wszelkim regułom dziennikarstwa popierające jedyną słuszną sprawę, tylko czytałem nowy dziennik „Polska”. Teraz czas na podsumowanie.

Od dawna twierdziłem, że lokalność to wielka i praktycznie jedyna szansa dzisiejszych mediów. Gazety ogólnopolskie są na podobnej ścieżce jak portale – korzystają z tych samych źródeł i w gruncie rzeczy mają te same wiadomości. Nic dziwnego, że czytelnik nie ma imperatywu aby kupować ogólnopolską gazetę (albo jak pokazują wyniki czytelnictwa ma coraz mniejszą na to ochotę), bo to samo może znaleźć w internecie, telewizji czy wysłuchać w radio. Nie wiem czy redakcja „Polska” myśli w ten sposób, ale ponieważ trzon nowego tytułu i idea całego pomysłu zasadza się na lokalnych gazetach Polskapresse, więc siłą rzeczy informacje lokalne odgrywają w nich duża rolę. Powiem szczerze: to mi się podoba. Biorąc gazetę nie widzą ciągle tych „mordo ty moja”, tylko np. czołówką jest tekst o charakterze lokalnym.

Oczywiście część krajowo-zagraniczna też istnieje, ale jest ona właściwie stosunkowo niewielka. Czy to dobrze? Dla jednych tak, dla innych z pewnością nie. W tym względzie „Polska” przypomina trochę amerykańskie gazety lokalne, gdzie o wielkich problemach świata jest krótka notka, a o lokalnym wydarzeniu 3 teksty. Początkowo razić może to mniejsze położenie akcentów na problemy zagraniczne, ale po tygodniu człowiek się przyzwyczaja. Zresztą pamiętajmy, ze głównym czytelnikiem – przynajmniej na razie jest dotychczasowy miłośnik tytułów lokalnych. Nie można mu zabierać tego, co miał dotychczas. Razi mnie trochę przemieszanie informacji krajowych, lokalnych z międzynarodowymi. Ma to oczywiście swoje zalety, ale dla człowieka przyzwyczajonego do pewnego porządku w gazecie może to być szokujące. Znowu myślę, ze będą zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy tego rozwiązania. Dla wiernych czytelników Gazety Wyborczej czy Rzeczpospolitej to herezja, dla czytelników gazet lokalnych -wzbogacenie ich dotychczasowego tytułu.

Widać bardzo silne odejście od niektórych – wydawałoby się kluczowych działów jak np. Gospodarka. Zajmuje ona niewiele i tak naprawdę…chyba nie ma na nią pomysłu. Ja przynajmniej takiego nie znalazłem. O ile w konkurencji poziom działów gospodarczych jest różny, o tyle w dzienniku „Polska” wydaje mi się, ze praktycznie go nie ma. Ani to strony poradnikowe, ani newsowe. Jeśli „Polska” chce stać się ważnym dziennikiem, to koniecznie musi ten stan rzeczy zmienić.

Zaskoczeniem mogą być dodatki. Pomysł wzorowany oczywiście na koncepcji Gazety Wyborczej. Wykonanie…nierówne, ale z pewnością lepiej dopasowane do profilu czytelnika. O ile bowiem daleko dodatkowi kobiecemu do „Wysokich Obcasów”, o tyle treść tego pierwszego jest chyba lepiej przyswajalna przez przeciętną polską kobietę czy dziewczynę. Dodatki generalnie są na o wiele wyższym poziomie niż sama gazeta. Widać, ze po prostu pracujący w nich dziennikarze i redaktorzy mieli dużo czasu na ich przygotowanie.

Najsłabszą stroną „Polska” jest…poziom tekstów. Wyraźnie widać, że albo redaktorzy słabi, albo czas tak goni, ze nie są w stanie porządnie zredagować materiałów. Niekiedy mam też wrażenie, ze po prostu materiałów jest za mało i teksty są specjalnie dmuchane. Wiele można złego powiedzieć o dziennikarstwie w Gazecie Wyborczej czy Rzeczpospolitej, ale z pewnością w sensie warsztatowym są to Himalaje w porównaniu do jakości „Polska”. Teksty w nowym dzienniku są przegadane, pełne merytorycznych błędów (np. teza o zastosowaniu GPS w kopalni w Wieliczce, kiedy wiadomo, ze GPS pod ziemią nie działa 🙂 ). Mnóstwo w nich powtórzeń, albo uproszczeń. Odnoszę takie wrażenie, jakby redakcje szły na żywioł i nie miały żadnego pomysłu jak konstruować teksty. Trochę to dziwne, bo Tomasz Wróblewski tym się m.in. wsławił, że wprowadził i egzekwował w Newsweeku specyficzny sposób konstruowania tekstów. Że dzięki temu wszystkie teksty są takie same, to już inna sprawa.

No i na koniec strona internetowa. Nie udało się jej odpalić na czas premiery gazety. Zdarza się. Pojawiła się raptem kilka dni temu. Cechą z pewnością ją wyróżniającą jest bloczek dziennikarstwa obywatelskiego – czyli teksty z Wiadomosci24.pl. Osobiście strona – wizualnie – mi się podoba, ale to właściwie wszystko co można o niej dobrego powiedzieć, bo z punktu widzenia internetowej sztuki :-)j est w pewnym sensie nijaka.

Rzecz która wyraźnie razi, to zbyt mała ekspozycja zdjęć i kompletny brak galerii, które jak przecież wiadomo generują „klikanie”. Redakcja ma wyraźne problemy z jej obsługą – leady są często za krótkie, a bloczki działów się rozchodzą. Oczywiście, to wersja beta strony i z oceną poczekałbym z kilka miesięcy, jednak brak jakiegokolwiek kanału RSS…tego znieść nie mogę.