5 min read

Jak (nie)pisać bloga by być czytanym?

Wszyscy pamiętają aferę Elizy Michalik, no i mamy kolejną aferę w polskiej blogosferze. Tym razem chodzi o bloga Wszyscy pamiętają aferę Elizy Michalik, no i mamy kolejną aferę w polskiej blogosferze. Tym razem chodzi o bloga oraz przede wszystkim Media 3,0 Krzysztofa Urbanowicza, któremu…profesor Jerzy Marcinkowski na swoim blogu w Salonie24 zarzucił, że mówiąc eufemistycznie jego (Urbanowicza :-)) kilka tekstów z jego bloga to kompilacja myśli kilku francuskich blogów na temat mediów.

Sprawa jest tak prosta, że nie warto o niej specjalnie dyskutować. Jerzy Marcinkowski na swoim blogu wykazał czarno na białym, że na blogu Urbanowicza co najmniej kilka notek to w mniejszym lub większym stopniu tłumaczenia i kompilacje francuskich blogów bez podania źródła.

Jeśli przyjąć, że blogi to prasa, to Urbanowicz złamał Prawo Prasowe Autorskie, a jeśli nawet przyjąć, że blog nie jest prasą, to autor złamał dobre obyczaje w sieci, gdzie linkowanie do źródła jest obowiązkiem blogera i fundamentem bogosfery. Tak źle i tak niedobrze.

Urbanowicz tłumaczy się mętnie i nieprzekonywająco m.in. tym, że razem z autorami francuskich blogów korzystają z tych samych źródeł. Przypomina to zapomnianą już przez niektórych aferę z udziałem znanego dziennikarza [Wszyscy pamiętają aferę Elizy Michalik, no i mamy kolejną aferę w polskiej blogosferze. Tym razem chodzi o bloga Wszyscy pamiętają aferę Elizy Michalik, no i mamy kolejną aferę w polskiej blogosferze. Tym razem chodzi o bloga oraz przede wszystkim Media 3,0 Krzysztofa Urbanowicza, któremu…profesor Jerzy Marcinkowski na swoim blogu w Salonie24 zarzucił, że mówiąc eufemistycznie jego (Urbanowicza :-)) kilka tekstów z jego bloga to kompilacja myśli kilku francuskich blogów na temat mediów.

HUGOMORE42

Sprawa jest tak prosta, że nie warto o niej specjalnie dyskutować. Jerzy Marcinkowski na swoim blogu wykazał czarno na białym, że na blogu Urbanowicza co najmniej kilka notek to w mniejszym lub większym stopniu tłumaczenia i kompilacje francuskich blogów bez podania źródła.

Jeśli przyjąć, że blogi to prasa, to Urbanowicz złamał Prawo Prasowe Autorskie, a jeśli nawet przyjąć, że blog nie jest prasą, to autor złamał dobre obyczaje w sieci, gdzie linkowanie do źródła jest obowiązkiem blogera i fundamentem bogosfery. Tak źle i tak niedobrze.

Urbanowicz tłumaczy się mętnie i nieprzekonywająco m.in. tym, że razem z autorami francuskich blogów korzystają z tych samych źródeł. Przypomina to zapomnianą już przez niektórych aferę z udziałem znanego dziennikarza]5 Witolda Gadomskiego, któremu [Wszyscy pamiętają aferę Elizy Michalik, no i mamy kolejną aferę w polskiej blogosferze. Tym razem chodzi o bloga Wszyscy pamiętają aferę Elizy Michalik, no i mamy kolejną aferę w polskiej blogosferze. Tym razem chodzi o bloga oraz przede wszystkim Media 3,0 Krzysztofa Urbanowicza, któremu…profesor Jerzy Marcinkowski na swoim blogu w Salonie24 zarzucił, że mówiąc eufemistycznie jego (Urbanowicza :-)) kilka tekstów z jego bloga to kompilacja myśli kilku francuskich blogów na temat mediów.

HUGOMORE42

Sprawa jest tak prosta, że nie warto o niej specjalnie dyskutować. Jerzy Marcinkowski na swoim blogu wykazał czarno na białym, że na blogu Urbanowicza co najmniej kilka notek to w mniejszym lub większym stopniu tłumaczenia i kompilacje francuskich blogów bez podania źródła.

Jeśli przyjąć, że blogi to prasa, to Urbanowicz złamał Prawo Prasowe Autorskie, a jeśli nawet przyjąć, że blog nie jest prasą, to autor złamał dobre obyczaje w sieci, gdzie linkowanie do źródła jest obowiązkiem blogera i fundamentem bogosfery. Tak źle i tak niedobrze.

Urbanowicz tłumaczy się mętnie i nieprzekonywająco m.in. tym, że razem z autorami francuskich blogów korzystają z tych samych źródeł. Przypomina to zapomnianą już przez niektórych aferę z udziałem znanego dziennikarza [Wszyscy pamiętają aferę Elizy Michalik, no i mamy kolejną aferę w polskiej blogosferze. Tym razem chodzi o bloga Wszyscy pamiętają aferę Elizy Michalik, no i mamy kolejną aferę w polskiej blogosferze. Tym razem chodzi o bloga oraz przede wszystkim Media 3,0 Krzysztofa Urbanowicza, któremu…profesor Jerzy Marcinkowski na swoim blogu w Salonie24 zarzucił, że mówiąc eufemistycznie jego (Urbanowicza :-)) kilka tekstów z jego bloga to kompilacja myśli kilku francuskich blogów na temat mediów.

HUGOMORE42

Sprawa jest tak prosta, że nie warto o niej specjalnie dyskutować. Jerzy Marcinkowski na swoim blogu wykazał czarno na białym, że na blogu Urbanowicza co najmniej kilka notek to w mniejszym lub większym stopniu tłumaczenia i kompilacje francuskich blogów bez podania źródła.

Jeśli przyjąć, że blogi to prasa, to Urbanowicz złamał Prawo Prasowe Autorskie, a jeśli nawet przyjąć, że blog nie jest prasą, to autor złamał dobre obyczaje w sieci, gdzie linkowanie do źródła jest obowiązkiem blogera i fundamentem bogosfery. Tak źle i tak niedobrze.

Urbanowicz tłumaczy się mętnie i nieprzekonywająco m.in. tym, że razem z autorami francuskich blogów korzystają z tych samych źródeł. Przypomina to zapomnianą już przez niektórych aferę z udziałem znanego dziennikarza]5 Witolda Gadomskiego, któremu]6 zarzuciła, że w swoim tekście mówiąc wprost przepisał fragmenty artykułu z Rzeczpospolitej. Gadomski podobnie jak Urbanowicz tłumaczył się tym, że opierali się na tych samych źródłach.

W kontekście całej sprawy kuriozalnie wygląda ostatni wpis na blogu Urbanowicza pt. „Jak pisać blog by być czytanym„. Chyba jednak trzeba inaczej.

Update: Krzysztof Urbanowicz oburzając się na komentarze pod wpisem u Marcinkowskiego ma w dużym stopniu rację. Obrażanie, często w niewybredny sposób, to coś co nazywam „kulturą komentarzy Onetu”.

Niestety nie ma racji, upierając się, że problem leży w innym sposobie pisania prac naukowych i tekstów dziennikarskich czy blogerskich. Zarówno od jednych, jak i od drugich wymaga się podawania źródła. Linkowanie jest podstawą blogosfery i tym, co ją wyróżnia np. od internetowego mainstreamu, który ex definitione nie linkuje do materiałów zewnętrznych.

Pan Urbanowicz – przy wszystkich nieraz zastrzeżeniach co do jego twórczości na Media Cafe – na pewno zrobił bardzo dużo dla popularyzacji „nowych” mediów. Tym którzy na podstawie jednego potknięcia wykreślają całą jego działalność, polecam rozważenie w duchu czy sami są tacy czyści. Mógłbym sypnąć podobnymi przykładami dotyczącymi czołówki polskich blogów np. technologicznych, które pełnymi garściami korzystają z mniej lub bardziej popularnych „źródeł” nie wspominając nawet skąd ta wiedza.