5 min read

Rynek prasy: czas zapłacić rachunek

Ubiegłotygodniowe informacje o poszukiwaniu przez „Agorę” i „Wprost” inwestorów gotowych kupić udziały w tych mediach – nawet jeśli nie do końca prawdziwe, pokazują to o czym mówi się od dawna: prasę czekają złe, bardzo złe czasy, w dużej części na własne życzenie. Teraz czas zapłacić za błędy. Kto, co i dlaczego mógłby kupić?

Obydwie oferty mają jedną wspólną cechę: dotychczasowi właściciele szukają frajera, który wspomógł by ich finansowo (czyt. wziął finansowe ryzyko na siebie) ale pozostawił im wpływ na kierowanie ich wydawnictwami, a dokładnie redakcjami. No cóż pierwsza część to nie jest specjalne odkrycie, bo już Moryc z „Ziemi Obiecanej” uważał, że nikt normalny nie buduje fabryki za swoje pieniądze:-), ale płacić i nie mieć wpływu na swój biznes… Coś mi mówi, że trudno będzie znaleźć chętnego.

Wśród zainteresowanych pakietem akcji w Agora Holding wymienia się m.in. wydawnictwa Axel Springer (wydawca m.in. Faktu), Mecom (wydawca Rzeczpospolitej) i Bauer (właściciel m.in. RMF i Interii). Ojcowie założyciele Agory (właściciele pakietu uprzywilejowanych akcji Agora Holding) stwierdzili tylko, że na pewno akcje nie dostaną się w ręce konkurencji. Teoretycznie więc na placu boju – poza nieznanymi dotychczas w Polsce inwestorami – pozostałby Bauer i… Murdoch. Krąży po Warszawie plotka, że ewentualnym kupcem mógłby być Passauer, który w ramach porozumienia zobowiązałby się do wchłonięcia swoich lokalnych tytułów w strukturę lokalnych dodatków GW, ale takie rozwiązanie wydaje się mało prawdopodobne. Pal sześć, że to firmy o zupełnie różnych kulturach, ale również czytelnicy Gazety Wyborczej i dowolnego tytułu PolskaPresse to ludzie z różnych bajek.

Są jeszcze dwaj inni gracze, którzy teoretycznie mogliby być zainteresowani zakupem czy to Agory czy Wprost. Mowa o Polsacie, który wyraźnie porzucił mrzonki o sprzedaniu się i po ściągnięciu Marcina Perego stara się zbudować duży portal internetowy. Zarówno dla Gazeta.pl jak i Polsatu taka fuzja miała by z biznesowego punktu widzenia sens. Sądząc jednak po tym co robi Pery (zakup Gery.pl i frazpc.pl) pewnie będzie się on starał stworzyć potencjał internetowy poprzez synergię małych podmiotów. Po prostu mniejsze ryzyko.

Ostatnim, który potencjalnie mógłby kupić, a którego nikt nie wymienia jest News Corp. Ruperta Murdocha. Obecny w Polsce na razie tylko poprzez telewizję Puls. Prędzej czy później Murdoch będzie musiał budować internetową odnogę. Zakup Agory a może nawet i Wprost z pewnością ułatwiłaby mu ekspansję na polskim rynku i pozwoliła rozszerzać swoje imperium dalej na Wschód.

Murdoch byłby pewnie najbardziej możliwy do „przełknięcia” przez właścicieli Agory. Na podobnej zasadzie jaką proponują oni sprzedaż pakietu kontrolnego (czyli wpływ na redakcję) Murdoch kupił słynny „Wall Street Journal„.

Na kiepską kondycję prasy składa się kilka przyczyn. Na pewno jednym z powodów jest ekspansja internetu. Dziś praktycznie każdy aktywny obywatel nawet jeśli nie korzysta codziennie np. w domu, to na pewno ma dostęp do sieci w pracy. Na stronach portali dowie się praktycznie wszystkiego co ukazuje się w prasie. Co ciekawe informacje te dostarczają… same gazety codzienne. Od dawna (to chyba jeszcze z czasów głębokiej komuny) istnieje świecka tradycja, że gazety codzienne wysyłają do PAP obszerne skróty lub omówienia artykułów jakie mają się ukazać. Chyba pierwszy zaczął je wykorzystywać Onet, który po prostu przeklejał je do swoich Wiadomości. Nic dziwnego, że internauta przyzwyczajony do tego, że na każdym portalu znajdzie skrót tego co w gazetach, coraz rzadziej sięga po te ostatnie.

Tygodniki płacą natomiast za tempo w jakim żyjemy. Jaki ma sens kupowanie tygodnika, jeśli niekiedy tydzień po fakcie możemy w nim przeczytać analizy czy opinie.

Prasa płaci też cenę za upolitycznienie mediów. Czasy niezależnych gazet i tygodników dawno już odeszły w przeszłość. Szczególnie widać to było w czasie przed i podczas kampanii wyborczej kiedy np. „Gazeta Wyborcza” przeszła już samą siebie w podawaniu tendencyjnych informacji zniechęcających do głosowania na PiS i towarzystwo Kaczyńskich. Nie przypominam sobie z owego czasu ani jednej informacji w GW, która by nie miała negatywnego kontekstu w stosunku do opcji pisowskiej.

Kolejna rzecz to poziom prasy. Z przyczyn naturalnych odeszła stara kadra dziennikarzy, którzy często może nie mieli w sensie moralnym czystego konta, ale na pewno przeszli klasyczną szkołę dziennikarstwa i po prostu umieli pisać. Dziś nawet w mediach uważanych za profesjonalne zdarzają się kwiatki, które kiedyś nie miały by szans się ukazać.

W bardzo trudnej sytuacji jest Polskapresse (Passauer). Projekt Polska w ramach którego zjednoczono lokalne gazety pod wspólną czapką o nazwie „Polska” wyraźnie chyli się ku upadkowi. Najbliższe miesiące będą kluczowe dla jego powodzenia. Jeśli kierownictwu nie uda się odbić – a będzie to bardzo trudne – to spełnią się zapewne proroctwa snute na tzw. mieście, że do końca roku „Polska” przestanie istnieć.

Zrobiłem sobie małą analizę danych dotyczących nakładu i sprzedaży poszczególnych tytułów wchodzących w skład „Polska” w grudniu i styczniu. To prawda, że styczeń jest zawsze miesiącem spadków, po grudniowych żniwach i dlatego należałoby poczekać do wyników marcowych. Jednak tendencje jakie łatwo zauważyć pokazują, że pomysł na gazetę ogólnopolsko-regionalną przynajmniej w niektórych miejscach się nie udał.

Dane styczniowe ZDKP są fatalne zarówno dla liderów w grupie „Polska” (Głos Wielkopolski, Dziennik Zachodni) jak i maruderów(Polska Rzeszów). Właściwie w przypadku tych ostatnich z biznesowego punktu widzenia powinno się je natychmiast zamknąć. No bo jakie sens ma wydawanie 5 tys egzemplarzy i sprzedawanie z tego 1,5 tys jak to jest w przypadku „Polska Rzeszów”?

Niepokojący jest spadek sprzedaży egzemplarzowej większości tytułów wchodzących w skład projektu. O ile średnio dla wszystkich tytułów sprzedaż wzrosła (3,04 proc.), o tyle dla wielu tytułów spadła i to o kilka procent. Tak naprawdę koniem pociągowym jest kilka dużych lokalnych tytułów jak m.in. Głos Wielkopolski, Dziennik Zachodni czy Dziennik Łódzki. Widać też, że w słabszych tytułach pracownicy „spinają pośladki” i starają się jak mogą. W styczniu większość z nich zmniejszyło nakład, ale zwiększyło sprzedaż. Jeśli jednak porówna się ich udział w nakładzie i sprzedaży wszystkich tytułów, to te sukcesy są znikome i nie mają specjalnego wpływu na cały projekt.

No i ostatnia rzecz, czyli Warszawa. Jednym z pomysłów na „Polskę” było wejście na rynek warszawski. Chyba jednak nieudanym. Polska – Warszawa sprzedaje się słabo (stosunek nakładu do sprzedaży egzemplarzowej jest poniżej 50 proc.). Czyli żegnajcie reklamy z rynku warszawskiego.

Gwoździem do trumny jest projekt internetowy. Strona Polskatimes.pl sromotnie przegrywa z Wiadomości24.pl, który również należy do Polskapresse. Fakt iż dziennikarze obywatelscy potrafią zrobić bardziej interesujący serwis niż ich profesjonalni koledzy nie wymaga chyba komentarza.

= = =

Fot. Jurek_d na licencji CC Uznanie Autorstwa