5 min read

Flip Video Ultra – pierwsza krew, tfu wrażenia

Nowa Huta - Plac Centralny

Obsługi tego urządzenia można nauczyć nawet psa. Ma trzy zalety: banalna obsługa, niewielki rozmiar oraz całkiem niezła jakość filmu. Dodam jeszcze czwartą: niską cenę. Nic dziwnego, że na punkcie Flip Video Ultra firmy Pure Digital oszalała Ameryka i po pół roku sprzedaży 13 proc. sprzedawanych w USA camcorderów to właśnie te urządzenia nazywane kamerami trzeciej generacji.

Od wczoraj bawię się moją nową zabawką, dobrze znaną w USA, w Europie prawie zupełnie. Kiedy pierwszy raz przeczytałem o FVU w którymś z internetowych blogów od razu wiedziałem, że to jest to, czego mi potrzeba. Widać, że twórcy wyciągnęli wnioski z analiz rynku i w moim przypadku, podobnie jak w przypadku 13 proc. kupujących kamery w USA, idealnie zrozumieli jakie urządzenie chce, a jakiego nie konsument.

Nie jestem filmowcem i przyznam się szczerze o kręceniu filmów mam podobne pojęcie jak statystyczny operator rodzinnej imprezki. No OK, od kilku miesięcy trochę się edukuję, więc zapewne background już mam 🙂 ale jakoś jeszcze nie miałem okazji przekuć teorię na praktykę. Kamerę chciałem kupić od dawna, ale wcześniej odstraszały ceny tych urządzeń, a później obserwacja znajomych, którzy w większości zachowywali się podobnie. Po kupieniu kamery, przez tydzień kręcili co się dało, jednocześnie studiując opasłe instrukcje, by po kilku miesiącach wstawić kamerę do pawlacza i wyciągać ją raz do roku najczęściej na wakacje albo odwiedziny cioci z Ciechocinka.

Wydać kilka tysięcy złotych po to by raz do roku skręcić kilka ujęć to trochę bez sensu. No ale jeśli kamera kosztuje 150 dolczyków (a jak się ktoś postara, to kupi zdecydowanie taniej), a dolczyk kosztuje dziś  niewiele ponad 2 zł, to chyba warto sobie ją sprawić, nawet jeśli tylko po to aby od czasu do czasu nagrać ciocię czy rodzinne pluskanie w Bałtyku?

Flip Video Ultra to niewielki – bo wielkości i kształtu komórki – camcorder, który zresztą bardziej przypomina tę pierwszą niż kamerę wideo. Z jednej strony obiektyw, z drugiej 4 klawisze w tym duży czerwony. U góry niewielki, ale całkiem niezły wyświetlacz. Z boku przycisk ON/Off oraz… wbudowane złącze USB oraz gniazdo AV dzięki któremu można podłączyć FVU do telewizora. Całość zasilana dwiema bateriami typu „paluszek”.

Początkowo większość oglądających wyciąga swoje komórki czy cyfrowe „małpki” i z radością mówi, że oni to już mają. To prawda tylko, że przeważnie mogą na swoich wypasionych komórkach i cyfrakach nagrać maksymalnie kilka, kilkanaście minut materiału filmowego o jakości maksymalnie nadającej się do internetu. Na Flip Video Ultra można nagrać w zależności od wersji od 30 (1 GB pamięci) do 60 minut (2 GB pamięci) materiału o jakości… „nieco” tylko niższej od DVD. Filmy nagrywane są z rozdzielczością 640×480 w formacie MPEG 4, 30 klatek/sek. W efekcie otrzymujemy jakość całkiem niezłych kamer, a na pewno oglądając obraz na ekranie telewizora nie można zauważyć różnicy pomiędzy obrazem nagranym kamerą z tzw. niższej-średniej półki (tak na oko do 800 USD) a tym z FVU. W wielu przypadkach obraz z kamer o wiele droższych jest zdecydowanie gorszy, czego dowodem jest krótki filmik (gorąco polecam) zrobiony przez Davida Pogue – felietonistę New York Times. Niewątpliwie tak dobra jakość jest zasługą stosunkowo jasnego obiektywu, firmware oraz dość dobrego algorytmu kompresji.

Podstawową jednak zaletą Flip Video Ultra jest prosta obsługa. Wystarczy włączyć kamerę i po dwóch sekundach wycelować i po naciśnięciu dużego czerwonego przycisku rozpoczyna się nagrywanie. Oprócz tego na niewielkim ekranie można przeglądnąć nagrania i skasować te nieudane. Po podłączeniu kablem do telewizora filmy można oglądać bezpośrednio na dużym ekranie. Tyle i tak proste funkcje jest w stanie opanować każdy, nawet osoba nieobeznana z elektronicznymi gadżetami. Nic więc dziwnego, że wielkimi fanami Flip Video Ultra są dzieci, osoby starsze (np. ich dziadkowie) oraz… posiadacze normalnych kamer. Ci ostatni – co wielokrotnie widać w internetowych komentarzach podkreślają, że „prawdziwe” kamery używają na specjalne okazje, a Flip Video Ultra na codzień. Nieielkie rozmiary i prosta obsługa jest też powodem dla którego wielkim fanem FVU są… kobiety.

Prosta obsługa camcordera to jednak nie wszystko. Filmy wideo prędzej czy później trzeba przenieść do komputera i w większym lub mniejszym stopniu edytować. Tu twórcy urządzenia też zaskoczyli. Wystarczy przesunąć suwak i z boku kamery wysuwa się…złącze USB. Podłączamy je do dowolnego komputera klasy PC lub Mac (uwaga  z tym ostatnim wielu użytkowników raportowało problemy) i po chwili uruchomiony jest zapisany w pamięci kamery program Muvee. Dzięki niemu można wykonać najprostsze czynności jak przesłanie filmu do YouTube, pocztą email czy zapisanie na dysku (w formacie AVI). Możliwie jest również dodanie kilku, ale niestety niezbyt wyrafinowanych efektów.

Oczywiście jak wszystko w życiu tak i Flip Video Ultra ma również wady. Trochę dokuczliwy jest brak stabilizatora obrazu. Nie bardzo sobie wyobrażam kręcenie dłuższych sekwencji obrazu, kiedy to stabilizacja, a raczej jej brak może być uciążliwy dla filmującego. Zbyt mały jest też zoom: tylko 2 krotny  i do tego w wersji cyfrowej.

Niestety Flip Video Ultra jest trudno dostępny w Europie, a właściwie jest ale w nieco wyższej cenie – już nie tak atrakcyjnej.  W amerykańskim Amazon też nie można kupić, bo nie wysyłają FVU poza Stany. Pozostaje tylko tzw. prywatny import – metoda sprawdzona, tania ale nie zawsze możliwa.

Więcej szczegółów na stronie producenta, a tutaj umieściłem filmik (arcydzieło to nie jest 🙂 ) bezpośrednio z urzadzenia (bez żadnej obróbki). Jeśli ktoś chce sobie obejrzeć jakość obrazu to welcome.