3 min read

Prawo Associated Press

Kiedy cytat stanowi tak zwany dozwolony użytek, a kiedy jest naruszeniem przepisów prawa autorskiego? To oś sporu pomiędzy blogerami, a agencją Associated Press jaki od blisko tygodnia przetacza się po światowej blogosferze. Wszystko zaczęło się od żądania jakie AP wystosowało do serwisu Drudge Retort (uwaga nie utożsamiać z powszechnie znanym Drudge Report).

AP zażądał aby Drudge Retort usunął kilkanaście postów w których cytaty z depesz agencji były pomiędzy  39 i 79 słów (Amerykanie do długości tekstu używają miary ilości słów). Według AP tej długości cytaty to złamanie tzw. prawa „dozwolonego użytku”.

Dodatkowo AP zapowiedział opracowanie zasad dozwolonego użytku do których blogerzy powinni się stosować. Szczególnie ten ostatni punkt wywołał sporą dyskusję zakończoną nieco komicznym  -a le o tym później – apelem o bojkot materiałów AP.

Oczywiście Drudge Retort dopełnił wszystkich formalności jak podanie źródła i linku do oryginalnej depeszy. W czym więc problem? No jak to przeważnie bywa w…kasie. Prawo cytatu (w polskim prawie autorskim jest to artykuł 29 Ustawy o Prawie Autorskim) jest nieprecyzyjne i nie określa jaka jest dozwolona długość cytowanej wypowiedzi.  Mówi np.  że można przytaczać fragmenty większych całości, albo nawet niewielkie i oczywiście rozpowszechnione informacje ale pod warunkiem, że jest to uzasadnione np. potrzebą wyjaśnienia.  Jak jest w prawie amerykańskim? Nie wiem, ale sadząc z dyskusji na temat AP vs Drudge Retort zapewne podobnie.

W naszym polskim przypadku może to prowadzić i prowadzi do wielu nadużyć, które przez media są generalnie pomijane. Blogosfera – przynajmniej na razie – nie stanowi dla żadnego polskiego medium, nawet lokalnej gazetki z przysłowiowej Koziej Wolki, żadnej w sensie ekonomicznym konkurencji, stąd to pobłażanie.

Problem jednak jest i to poważny. W Polsce na pewno też kiedyś wypłynie.

Teoretycznie Prawo Autorskie (polskie) jasno definiuje kiedy mogę wykorzystać fragment czyjegoś utworu. Na przykład gdy poddaję krytyce czyjeś stanowisko wyrażone w artykule weźmy na to opublikowanym w Gazecie Wyborczej, to z powodzeniem mogę zacytować odpowiedni fragment Gazety Wyborczej w celu przedstawienia poglądów, które chce krytykować.

Gorzej nieco jest z tzw. newsówką. Jeśli przytoczę lead z Gazety Wyborczej w którym będą podane kluczowe sprawy dotyczące jakiegoś wydarzenia i do tego zrobię to bez jakiegoś uzasadnienia, np. po to aby stworzyć swój niewielki serwis newsowy, to moim skromnym zdaniem łamię prawo autorskie.

W przypadku sporu pomiędzy AP vs. Drudge Retort o takie właśnie m.in. przypadki chodzi. Tu należy się małe wyjaśnienie. Drudge Retort to serwis działający trochę na zasadzie Digga. Zakwestionowane informacje były skopiowanymi fragmentami depesz AP. Taka praktyka jest ewidentnym narażeniem AP na straty. Jeśli najważniejsze informacje można znaleźć w pigułce na przykład na Drudge Retort, to po co bo ja wiem jakaś organizacja medialna ma kupować serwis agencji za grube tysiące dolczyków?

Konflikt interesów pomiędzy twórcami informacji a  tymi, którzy z nich korzystają, zawsze będzie istniał. Dlatego pomysł aby stworzyć zasady wg. których każdy bloger będzie mógł korzystać z materiałów agencyjnych wydaje mi się godny pochwały. Stąd apel m.in. Michaela Arringtona aby bojkotowac AP z jednej strony mnie zasmucił z drugiej rozbawił. Zasmucił, bo wydaje mi się, że Arrington chyba nie zrozumiał, że dogadanie się AP, a pewnie za nimi również,  innych mediów mainstreamowych z przedstawicielami blogosfery, tej ostatniej może wyjść tylko na dobre. Jak słusznie zauważa Saul Hansell z New York Times:   czy wiekszość blogerów nie byłaby zadowolona, gdyby ustalono, że w każdym blogu bez żadnych sankcji można wykorzystać fragment depeszy agencyjnej do 100 wyrazów i zdjęcie, ale nie może ono być szersze niż 150 pikseli? Moim zdaniem zyskałyby na tym obydwie strony.

Apel Arringtona mnie rozbawił, bo przecież gdzie jak gdzie, ale już na pewno w blogach technologicznych – a tych jest większość – rzadko, naprawdę rzadko wykorzystywane są jakiekolwiek agencje. Poza tym przeciętny bloger nie płaci AP za treści. W związku z tym jak ma bojkotować?

UPDATE: krótki filmik Amandy Congdon doskonale ilustruje co powinnazrobić AP 🙂