6 min read

Quo vadis Agoro?

Tumbling Walls 5
Creative Commons License photo credit: Olando7

Jeśli komuś z różnych zresztą względów – politycznych, sentymentalnych czy biznesowych – bliska jest Agora to ma poważne powody do niepokoju. Opublikowane wyniki III kwartału i oczywista w tym kontekście dymisja prezesa Marka Sowy nie pozastawiają już złudzeń: z Agorą nie tyle jest źle ile jest tragicznie. Sytuacja Agory to bardzo zła informacja dla rynku polskich mediów. Przy wszystkich do niej zastrzeżeniach jest to jednak firma wyjątkowa, której marginalizacja w Polsce byłaby wszystkim nie na rękę.

W komunikacie spółki gorsze wyniki tłumaczone są po pierwsze kosztami przejęcia  (Trader) oraz podwyżkami pensji dla pracowników. Obydwa ruchy wykonane zostały w najgorszym z możliwych momentów, co nie znaczy, że nie należało je zrobić.

Trader został kupiony przez Agorę w momencie, gdy jego udziałowcy dostali za niego najwyższą cenę. Dziś jeśli dostaliby połowę tego to powinni byli być zadowoleni. Jest raczej prawdopodobne, że dzisiaj nikt nie zdecydowałby się na wyłożenie tak dużej gotówki (ponad 50 mln USD).

W komunikacie spółka tak uzasadniała zakup Tradera:

Inwestycja Agory w Trader.com jest spójna ze strategią Spółki, która zakłada rozwój medialnych ofert tematycznych w najszybciej rosnących obszarach rynku reklamy. Budownictwo/nieruchomości i motoryzacja należą do największych i najbardziej dynamicznie rosnących obszarów rynku ogłoszeniowego, zarówno w prasie, jak i w internecie. Według szacunków Spółki na przestrzeni najbliższych 3 lat rynek reklam i ogłoszeń w internecie dla tych branż wzrośnie średniorocznie odpowiednio o 33% i 17% (skumulowana średnioroczna stopa wzrostu). Agora ma silną pozycję w całym rynku ogłoszeń w obydwu kategoriach, niemniej musi nadal rozwijać ofertę online (szacowany udział Spółki w internetowym rynku reklam i ogłoszeń branży budownictwo/nieruchomości to 14%, a w branży motoryzacyjnej 7%). W kontekście szybko rosnącego rynku ogłoszeniowego w internecie akwizycja Trader.com pozwoli Agorze trwale umocnić pozycję lidera na rynku ogłoszeń budownictwa i nieruchomości oraz zbudować silną pozycję na internetowym rynku reklam i ogłoszeń motoryzacyjnych. Jest to kluczowy element realizacji jednego z celów strategicznych Spółki – osiągnięcia statusu jednego z liderów w każdej z najważniejszych branż rynku ogłoszeniowego.

Od dawna widać, że Agora chce powtórzyć – tym razem w internecie – pomysł, dzięki któremu m.in. Gazeta Wyborcza stała się doskonałą maszynką do robienia pieniędzy.

Pomysł ten jest prosty: wyodrębnić dni tematyczne, stworzyć dla nich ofertę w postaci treści – co przyciągnie czytelników – a gdy Ci już będą to reklamodawcy sami przyjda.

Udało się w latach 90., ale dziś na rynku prasowym kopiuje go z lepszym lub gorszym skutkiem (raczej gorszym) każdy wydawca. Jednym słowem konkurencja jest większa.

Niestety w internecie nie da się w tak prosty sposób powtórzyć modelu prasy. Wydawało by się, że przykład przyjaciół z USA, którzy muszą skamleć do Craiga Newmana by uratował dziennikarstwo (czytaj posady dziennikarzy w gazetach) da zarządowi Agory dużo do myślenia.  Niestety.

W Stanach Craigslist, serwis z ogłoszeniami drobnymi, które są podstawą egzystencji wielu gazet, dosłownie zdemolował rynek takich ogłoszeń w prasie. Zrobiła to firma, która zatrudnia nieco ponad 20 osób, ma przeraźliwie brzydką stronę, zrobioną wbrew wszelkim guru od usability!

Drugą rzeczą, którą zarzad Agory nie przewidział był krach na rynkach z którymi wiąże duże nadzieje. Tu akurat można było się wykazać większa bystrością, bo jeśli ceny nieruchomości w Polsce doganiały te z Zachodu, a mieszkanie w  Warszawie kosztowało porównywalnie do innych stolic to można się było domyśleć, że coś tu jest nie tak.

Można też było przewidzieć, że po boomie kiedy byle kto, kto miał pracę, kupował mieszkanie, po prostu rynek tych, których na to mniej lub bardziej stać, się wykruszy.

Można też było się domyśleć, że ktoś kto ma duży kredyt na mieszkanie i nawet niezłą pracę, prędzej kupi używany samochód niż nowy, który nawiasem mówiąc jeszcze do niedawna był kilkadziesiąt procent droższy w Polsce niż np. w Niemczech.

Nawet niewielka obserwacja rynku pokazałaby, że budowanie strategii na wzroście na rynku nieruchomości motoryzacji jest wielce ryzykowne.

Teraz Agora będzie musiała płacić specjalistom z Tradera by siedzieli na stołkach, nie uciekli do konkurencji i jak minie recesja odpracowali to co za nich zapłacono.

Nieco lepiej, ale też bez wielkich sukcesów (na miarę firmy o takim potencjale i nakładach) poczyna sobie Agora w internecie. To, że goście z portalu Gazeta.pl mówiąc delikatnie nie zawsze zgadzają się z gośćmi z Gazety Wyborczej wiadomo od dawna, ale żeby od razu robić dwa twory: portal i stronę Gazety Wyborczej – tego nie pojmuje.

Strategia Józefackiego przypomina pomysł każdego przeciwnika Gołoty: zasypać tego ostatniego gradem ciosów i a nuż uda się go znokautować.

Podobnie Józefacki produkuje ziliony blogoserwisów, które później gdzieś tam sobie żyją na obrzeżach internetu, a których nazwy często kojarzą tylko specjaliści. Bóg da i uda mu się trafić z jakąś Naszą-Klasą, ale prędzej będzie to pomysł jednego ze zdolnych młodych ludzi, których nie brak w Agorze niż kalka pomysłu rodem z zagranicy czy rodzimego O2.

Trzeba jednak przyznać, że pion Internetu w ostatnim roku zrobił ogromny postęp. Skierował się na gówniarzy zabierając tym samym innym portalom część najszybciej rosnącego segmentu użytkowników.

Pomysł ten jednak niesie za sobą ryzyko. Miłośnicy Joli Rutowicz nigdy nie będą tak wiernymi – jak zwolennicy lewicy – czytelnikami treści Agory. To nie ta bajka. Są poza tym gorzej wykształceni i zdecydowana większość materiałów na normalnym poziomie Gazety jest dla nich kompletnie niezrozumiała.

Wykształciuchów znowu drażnią materiały tylko ciut na wyższym poziomie od Faktu czy innych brukowców.

Na pewno na gorszą sytuację spółki wpływa też pozycja Gazety Wyborczej. Zmiany polityczne, czytaj polityczna klęska albo przejście na emeryturę pokolenia 68 nie tylko w Polsce ale i na świecie są jedną z przyczyn dla których koń pociągowy spółki czyli Gazeta Wyborcza coraz bardziej traci na znaczeniu.

Mści się zaangażowanie polityczne, partyjniactwo i popieranie „miernych ale wiernych” (przyjaciół) z dawnej Unii Demokratycznej i całego jej środowiska.

Kiedyś redaktor naczelny Gazety mógł sobie ot tak wpaść do Kancelarii Premiera, dziś pewnie też może ale już nie ot tak. No i to jest zasadnicza różnica.

Gazeta płaci też cenę za czasy ostatnich wyborów, kiedy stała się Trybuną Ludu w sensie braku obiektywizmu i zaangażowania w jedną stronę sporu politycznego. Do dziś szukam w Gazecie z tego okresu chociażby jednego nie tyle pozytywnego, ale neutralnego artykułu na temat któregokolwiek z braci Kaczyńskich. Tuż przed wyborami otwierając nowy numer można było robić zakłady czy bicie w Kaczyńskich będzie już na drugiej czy dopiero na trzeciej stronie.

Mści się również polityka popierania „swoich”. W warszawskiej redakcji pełno dziennikarzy pokroju Czuchnowskiego czy Wróblewskiego.

Promuje się stare podstarzałe gwiazdy, a zapomina o młodych dziennikarzach.

Jeszcze gorzej jest w regionalnych oddziałach, których znaczenie zmalało praktycznie do zera, a szkoda bo tam też jest sporo zdolnych ludzi.

Mówiąc szczerze trochę mnie ta sytuacja smuci. Problemy finansowe Agory  powodują, że jej media będą wykonywały nerwowe ruchy. To schlebiając najgorszym gustom, bo na tym można zarobić, to znowu robiąc z wszystkiego afery polityczne.

Szkoda, bo Gazeta Wyborcza jeśli się potrafi ją czytać (tę umiejętność czytania między wierszami trzeba posiadać z czasów komuny) to łatwo stwierdzić, że niewątpliwie jest najlepszym polskim dziennikiem.