4 min read

O co chodzi w Onecie?

[Strona Onet o firmie][1]
Strona Onet o firmie

Komunikaty korporacyjne są przeważnie takie same: wybrał własną ścieżkę kariery i tym podobne duperele. W piątek pożegnał się z Onetem Marek Kapturkiewicz, dziś Michał Bonarowski i Marek Soból. Gdy trzy osoby, z czego dwie na bardzo eksponowanych stanowiskach, odchodzą z firmy, to na pewno nie jest to jak chce korporacja: proces przebudowy i optymalizacji struktur biznesowych firmy.

Na początek mały disclaimer: pracuję w

konkurencji, znam zarówno Marka (Kapturkiewicza) jak i Michała (Bonarowskiego), ale znam też Onet od czasów niemowlęcych (ale zawsze z zewnątrz)  czyli gdy Roman Kluska, ówczesny prezes tego Optimus(ka) 🙂 zaczął myśleć o internecie. Były to czasy… bardzo, bardzo dawne.

Rzadko ostatnio udzielam się na blogu, ale wydaje mi się, że odejście Marka jest wydarzeniem dość ważnym, nawet jeśli tylko z historycznego punktu widzenia.

Marek był ostatnim w kierownictwie Onetu, którzy pamiętają romantyczne czasy początku internetu w Polsce. Razem z Tomkiem Kolbuszem współtworzył tę firmę i od początku zajmował w niej ważną rolę.  Wspólna praca z Tomkiem z pewnością rzutowała na to jak postrzegał firmę w której pracował i swoje w niej działania.

Na temat przyczyn odejścia Marka i zwolnienia dwójki jego bliskich współpracowników są dwie wersje: oficjalna, której nie ma co przytaczać, ale w której jest ziarno prawdy: „optymalizacja struktur biznesowych firmy” oraz mniej oficjalna, która wiąże się z konfliktem jaki od pewnego czasu był w tej firmie.

Wersja oficjalna to oczywiście konieczne zwolnienia, zwane tu magiczną „optymalizacją”. Łukasz Wejchert w trochę komicznym z punktu widzenia dziennikarskiego wywiadzie dla Wirtualnych Mediów mówił, że w ostatnim czasie (jak rozumiem miał na myśli pewnie ostatnie dwa lata) w Onecie przyjęto ponad 500 osób.

Rzeczywiście Onet ma to do siebie, że przyjmuje lekką rączką i takąż też, bardzo brutalnie zwalnia. Nie jest dla nikogo w tej branży tajemnicą i Łukasz Wejchert może sobie mówić dokładnie coś odwrotnego, bo nikt tego nie sprawdzi (Onet nie jest na giełdzie), że w ciągu ostatniego pół roku w całej branży żyjącej z reklamy nastąpiło nazwijmy to eufemistycznie   „ostudzenie koniunktury”. 500 osób to prawie dwa razy więcej niż pracuje w Interii, a wyniki Onetu wcale nie są dwa razy większe.  Może ja o czymś nie wiem, ale gdybym to ja był właścicielem Onetu to kilkaset osób by pewnie zmieniło pracę na inną. Nie dlatego, że są źli, tylko dlatego, że spokojnie ich pracę może wykonać mniej osób.

No ale pal sześć ten straszny kryzys. Jest wersja numer dwa w której przynajmniej część jest na pewno prawdziwa. Otóż tajemnicą poliszynela jest, że pewna nazwijmy to dość wysoko postawiona Pani od pewnego czasu chciała się pozbyć m.in. Michała Bonarowskiego i Marka Sobóla. Miała m.in. wobec nich pewne poważne zastrzeżenia. Niestety radykalnym ruchom sprzeciwiał się Marek Kapturkiewicz.

Wiadomo, kropla wody drąży skałę i tak pozycja Marka Kapturkiewicza była od pewnego czasu ciągle osłabiana.  Z osoby, która właściwie kierowała firmą, powoli odsuwany był od nadzoru nad różnymi jej częściami.

Być może gdyby nie kryzys, gdyby nie – łatwy do przewidzenia dla każdego kto chociaż trochę orientuje się w mediach – spadek zasięgu i popularności Onetu, to pewnie Kapturkiewicz by się ostał.

No może gdyby jeszcze dobierał sobie bardziej odpowiednich pracowników, a przynajmniej gdyby ich nie bronił jak przysłowiowego „socjalizmu”….  Niestety.

Właściciele podjęli decyzję, że nie będzie już kandydował na stanowisko w Zarządzie spółki. W tym momencie dni jego podwładnych były policzone.

Czy to koniec „optymalizacji struktur biznesowych” w Onecie? Raczej nie.   [—————————————————————————————————————————————————————————————————-]

UPDATE (20/03/2009) – Powyżej był fragment, który postanowiłem po kilkudniowych wahaniach  i rozmowach z kilkoma dziennikarzami usunąć. Dlaczego?

Po pierwsze dotyczył on osoby, która z powodem napisania przeze mnie tej notki nie miał nic wspólnego.

Po drugie o ile w przypadku trzech bohaterów mamy do czynienia z byłymi pracownikami o tyle w tym wypadku jest to osoba, która pracuje w Onecie.

Po trzecie umieszczenie osoby, która nie dość, że nie jest bohaterem w tej sprawie to jeszcze aktualnie pracuje w konkurencji może być z punktu widzenia obiektywizmu nieco ryzykowne. 

W tym kontekście zdanie poniżej, chociaż nie wiązało się w zupełności ze skasowanym kompletnie jest niepotrzebne i dlatego je przekreślam.

Tymczasem nadchodza ciężkie czasy dla portali, wielkie zmiany w internecie (przebudzenie się i reinkarnacja w nowej postaci starych mediów) i na te czasy potrzebni są ludzie z wyobraźnią wizją i odwagą, a nie korporacyjni urzędnicy.