4 min read

Prasa vs. internet, na razie 1:0

almost a relic
Creative Commons License photo credit: specialkrb

Jest gorzej niż myślałem pisząc notkę „Wydawcy na kolanach, dziennikarze w d…„. Wydawcy są w sytuacji zwierzęcia zagonionego w kozi róg: albo zaatakują, albo nie zaatakują i też zginą :-). Tymczasem kilka dni temu rząd dał im od dawna postulowane (przez wydawców) nowe narzędzie: organizację zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Teraz jeszcze tylko drobne zmiany i hulaj dusza, piekła nie ma!

W ubiegłym tygodniu bawiąc poza KrK trochę przegapiłem [almost a relic
Creative Commons License photo credit: specialkrb

Jest gorzej niż myślałem pisząc notkę „Wydawcy na kolanach, dziennikarze w d…„. Wydawcy są w sytuacji zwierzęcia zagonionego w kozi róg: albo zaatakują, albo nie zaatakują i też zginą :-). Tymczasem kilka dni temu rząd dał im od dawna postulowane (przez wydawców) nowe narzędzie: organizację zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Teraz jeszcze tylko drobne zmiany i hulaj dusza, piekła nie ma!

HUGOMORE42

W ubiegłym tygodniu bawiąc poza KrK trochę przegapiłem]2 Piotrka „Vagla” Waglowskiego na temat zgody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na zarządzanie zbiorowymi prawami autorskimi przez Repropol. Ten ostatni to organizacja zbiorowego zarządzania stworzona przez polskich wydawców prasy. Gorąco polecam lekturę tekstu Piotrka, a sam ograniczę się jedynie do krótkiego komentarza.

Po pierwsze: znowu powtarzam, jak to zrobiłem we wcześniejszym wpisie: ruszcie d… drodzy koleżanki i koledzy dziennikarzy, bo teraz naprawdę jest odpowiedni moment. Co trzeba zrobić? Zacytuję:

Fatalna sytuacja wydawców jest doskonałym momentem nad zastanowieniem się i rozwiązaniem problemu kiepskiego poziomu i fatalnej sytuacji polskiego dziennikarstwa. Jeśli państwo ma pomóc wydawcom, to niech na nich wymusi cywilizowanie stosunku pracowniczego wydawca – dziennikarz.

Czyli:

  • wprowadzenie ustawowych stawek w mediach

  • zakaz obchodzenia umów o pracę różnymi prawnymi wynalazkamia za każdy materiał, podobnie jak to ma miejsce w przypadku ogłoszeń.

  • bezwzględny nakaz zapłaceni

  • praktyczne wymuszenie niezależności redakcji od wydawcy

Oczywiście jak zwykle powstaje pytanie kto ma to zrobić? Stowarzyszenia raczej nie, bo to nie związki zawodowe. Związki zawodowe dziennikarzy? Nie ma takich. Izba dziennikarzy? Też jej nie ma.

W takim razie kto? Zapewne nasi drodzy Wydawcy 🙂

Po drugie: kto wie, czy wydawcy sami sobie nie zakładają pętli na szyję. Oczywiście sztab prawników i wdzięcznych polityków będzie dbał o to, by wydawcom krzywda się raczej nie stała, ale trudno będzie na dłuższą metę utrzymać takie bzdury jak opisywana w liscie/prośbie/petycji Vagli do Kopipol – organizacji zbiorowego zarządzania, aby rozpatrzyła wypłacenie mu należnych jako twórcy tantiem.

Jeśli wydawcy nałożą na portale i duże serwisy obowiązek łożenia za wykorzystane utworów będących przedmiotem prawa autorskiego to tym samym przyznają, że tantiemy należą się również twórcom. Można kombinować jak Kopipol, ale na dłuższą metę się tak nie da.

Po trzecie branża internetowa nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, a prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy, że w wymiarze globalnym starcie z prasą to trochę jej być lub nie być. Dotychczas powszechnie sądzono, że prędzej czy później prasa zostanie „zjedzona” przez internet. No i rzeczywiście krok po kroczku mówiąc eufemistycznie „internet” powoli zajmował i nadal to robi coraz lepszą pozycję na rynku reklamy, zabierając głownie prasie. No ale gdyby wydawcy, którzy tacy biedni nadal nie są dogadali się i wypowiedzieli internetowi prawną i finansową wojnę to kto wie, kto by na tym wygrał?

Po czwarte jeśli minister Zdrojewski nie chce objąć w internecie przepisami prawa prasowego blogerów to robi to na pewno nie dlatego, że dla niego blogerzy to blogaski na Onecie, tylko ma w tym swój cel. Może chodzić o to, że lepiej jest aby twórców była ograniczona ilość tylko i wyłącznie do osób publikujących w mediach podlegających prawu prasowemu. Takimi osobami łatwiej będzie manipulowac, no i oczywiście na nie naciskać (będziesz dymił o jakieś tantiemy to może znajdziemy innego na Twoje miejsce).

Po piąte: może być wiele scenariuszy, ale zakładając jeden w którym wydawcy sprzedają swoje treści to może to mieć w gruncie rzeczy pozytywny wpływ zarówno na dziennikarstwo jak i jakość prasy. Sprzedając utwory, wydawca staje się podmiotem podobnym do np. sprzedawcy butów i to z wszystkimi tego konsekwencjami. Jeśli towar na przykład ma wady i z tego powodu spotkały mnie jakieś nieprzyjemności to mogę dochodzić swoich praw od takiego sprzedawcy. Oczywiście interpretacja trochę naciągana, ale w gruncie rzeczy gdy wydawcy zaczną handlować kontentem to może im zależeć na jakości tego kontentu, a dobrej jakości nie da się zrobić „ręcami” studentów.

No i ostatnia rzecz: źródła, a raczej ich podawanie. Wydawcy chcą aby w internecie stosowano zasadę podobną do tej w dziełach naukowych czyli źróðło jest dokładnie opisane i podlinkowane. WSPANIALE! Daleki jestem od uogólnień, jakie padają na przykład w polskiej blogosferze, że polskie gazety czerpią pełną garścią z internetu i nawet nie zająkną się o źródłach. Tak, tak – znam bardzo dużo tego typu przypadków, sam byłem kilkukrotnie zresztą przedmiotem takich praktyk – ale jestem absolutnie przekonany, że nie to jest największym grzechem wydawców. Wystarczy aby w prawie prasowym był obowiązek jednoznacznego oznaczania materiałów PR jak również takich, których źródłem była informacja pR – podobnie jak ma to miejsce w przypadku reklamy. Zniknie wtedy z polskiej prasy dobre kilkanaście procent materiałów.

Gdyby do tego doszło – w co osobiście wątpię – to jestem absolutnie pewny, że wydawcy prędzej czy później musieliby zwiększyć składy redakcyjne, musieliby zatrudnić fachowców, a nie zastępowac ich praktykantami i generalnie wszystkim w mediach żyło by się lepiej.