3 min read

Twitter i dziennikarstwo

Twitter w ciągu ostatnich kilku miesięcy stał się tak modny, że dziś trochę obciachem jest o nim pisać. No ale jak nie pisać, jeśli po blogach to chyba największa w ostatnich latach zmiana w dziennikarstwie.

Zadaniem dziennikarza jest poszukiwanie coraz efektywniejszych i szybszych źródeł pozyskania informacji. Obserwując choćby na własnym przykładzie ewolucję mediów – a niedługo będzie 20 lat jak to robię – wyraźnie widzę rzecz oczywistą: kto ma informację, ten ma władzę. Dodałbym jeszcze: kto ma najszybciej informacje, ten ma władzę. Na początku lat 90. dostęp do internetu dawał mi tę przewagę nad moimi kolegami. Oni musieli czekać aż ktoś im podeśle np. informacje prasową czy spotkają się z przedstawicielem firmy. Ja po prostu mogłem wysłać maila w interesującej mnie sprawie i dowiedzieć się sporo rzeczy z opinii różnych osób.

Później, gdy wszyscy już mieli internet, ja miałem wiele kontaktów prawie na całym świecie co okazało się niezwykle przydatne. Poza tym wyszukiwanie informacji zawsze było moim hobby. Powiem może nieskromnie: mam sporą wiedzę jak korzystać z wyszukiwarek.

Ponad rok temu, gdy założyłem konto na stosunkowo mało znanym wówczas serwisie Twitter, zrozumiałem, że wszystkie te kontakty, umiejętności posługiwania się wyszukiwaniem informacji powoli nie będzie miało znaczenia

Twitter dla dziennikarstwa stanowi ogromną zmianę o której sporo z nas dziennikarzy jeszcze nie zdaje sobie sprawy. Przede wszystkim dzięki Twitterowi powstał nowy rodzaj informacji, które mogą nadawać wszyscy: informacje w czasie rzeczywistym.

Dotychczas źródłem w czasie rzeczywistym była telewizja czy radio. Jednak nie zawsze były one w centrum tego co się dzieje. Tymczasem użytkownik Twittera potrzebuje jedynie… telefonu komórkowego by relacjonować wydarzenie. Klasycznym przykładem jest sprawa studenta Jamesa Bucka, który został aresztowany w Egipcie podczas fotografowania antyrządowej demonstracji. Zanim odebrano mu komórkę zdążył wysłać twitta z jednym słowem: aresztowany, który otrzymało 48 osób śledzących jego wpisy. Po chwili postawiły one na nogi amerykańskie służby dyplomatyczne w Egipcie i student został zwolniony.

Jeszcze lepszym przykładem jest zamach w Bombaju, którego przebieg na bieżąco relacjonowało kilkanaście osób. Dzięki nim media miały często dostęp do informacji, których w inny sposób nigdy by nie pozyskały.

Do czego w takim razie dziennikarzowi Twitter?

Po pierwsze do zbierania informacji. Jeśli na świecie dzieje się jakieś ważne wydarzenie, to wówczas dziennikarz może przy pomocy Twittera albo innych opartych na jego API serwisów śledzić na bieżąco spływające informacje. Oczywiście trzeba je weryfikować, bo wiele jest nieprawdziwych jak np. ostatnio o śmierci Patricka Swayze.

Po drugie Twitter daje możliwość błyskawicznego znalezienia świadków czy nawet osób, które są w centrum wydarzeń, albo coś na ten temat wiedzą.

Po trzecie dzięki hashowaniu (znak hash „#” przed słowem jest czymś jak tagowanie) w łatwy sposób można zebrać w jednym miejscu informacje na jeden temat. Sposobów wykorzystania hasha jest mnóstwo: od założenia ad hoc tematycznych dyskusji po interaktywne serwisy łączące możliwości Twittera i starych mediów (radio i tv).

po czwarte w komunikacji wewnątrz redakcyjnej. W Stanach od dawna są redakcje z powodzeniem wykorzystujące Twittera do komunikowania pomiędzy reportami i redakcją.

To tylko kilka przykładów i szybka refleksja nad tym w jaki sposób narzędzia takie jak Twitter zmienią dziennikarstwo. To, że zmieniają już dziś nasze zachowanie w internecie widać gołym okiem.