2 min read

Komu zależało aby dopaść Katarynę?

O sprawie Kataryny już się dziś napisałem, to nie będę się powtarzał. Naszła mnie jednak krótka refleksja, z którą warto się podzielić.

Pewnie mało osób wie, że minister Czuma czy jego syn – obojętne – mogą grozić Katarynie, ale nic nie zrobią dopóki nie będą znali jej danych (imię i nazwisko). Ich pozew musiałby być z wniosku prywatnego, a to wymaga podania imienia i nazwiska osoby pozwanej.

Stąd już dwa kroki do spiskowej teorii, że komuś wyraźnie zależało na sprowokowanym lub nie ujawnieniu imienia i nazwiska Kataryny. Dzięki temu wiele spraw jest rozwiązanych:

  1. Minister czy jego syn, mogą ją skarżyć do sądu. Czy wygrają? Pewnie nie, ale jak powiedział mój przyjaciel adwokat:

– w sądzie jest wszystko możliwe, nawet to, że o północy ktoś orze pola. Ma taki kaprys.

  1. Ujawnienie danych Kataryny to zamknięcie jej ust, prawdopodobnie na zawsze. Blogerka wyznała to chociażby na łamach „Dziennika”., a także na swoim blogu, że po ujawnieniu danych przestanie pisać. Fundacja w której pracuje jest dla niej ważniejsza. Czy „Dziennik” maczał w tym palce? Wydaje mi się – ale zastrzegam, że słabo znam, bo rzadko czytam – że jest to gazeta prorządowa. Jednak trzeba by być kompletnym kretynem by na coś takiego pójść. Redaktor Michalski na takiego nie wygląda.

  2. Celebryci dziennikarstwa oraz niektórzy politycy nie muszą się martwić, że ktoś wytknie im błędy i wady.

Sprawa Kataryny jest moim zdaniem naprawdę poważna. Obywatelowi zrobiono wielką krzywdę bo postąpiono niezgodnie z jej wolą. Można powiedzieć, żę dziennikarze „Dziennika” dokonali na blogerce gwałtu. Jestem głęboko przekonany, że w tej konkretnie sprawie powinna wypowiedzieć się Rada Etyki Mediów i zapewne stowarzyszenia dziennikarskie.