3 min read

Się z Kataryną nie zgadzom! Hej!

Na szczęście po historii z ujawnieniem przez Dziennik danych Kataryny, ta ostatnia nie zamilkła na zawsze, chociaż zamilknie jej adwersarz czyli wspomniana gazeta. Ot krotochwil historii. Wczoraj Kataryna wzięła w obronę dziennikarzy „Dziennika” i ja się z nią w tym wypadku nie zgadzam, chociaż koronny argument mam taki sam: „wolność słowa” tylko, że inaczej go interpretuje.

Katarynie w jej wpisie chodzi o sprawę procesu jaki Janusz Palikot wytoczył wydawcy „Dziennika” i Wydawnictwu Axel Springer. Wesołek z Lublina żąda 10 mln zł zadośćuczynienia, co gdyby sąd uznał jego roszczenia, oznacza dla wydawcy baaaaaardzo poważny problem, a dla innych wydawców wyraźne ostrzeżenie: nie fikać bo znajdzie się na Was Palikot.

Abstrahuje od dywagacji Kataryny czy Palikot rzeczywiście chce doprowadzić do procesu czy tylko macha szabelką i w duchu modli się, aby Axel Springer poszedł na ugodę. Osobiście bardziej skłaniam się ku tezie, że lubelski harcownik tak czy siak jest na pozycji wygranej.

Jeśli dojdzie do procesu i wygra to doprowadzi do tego, że żaden dziennikarz mu już tak łatwo nie podskoczy. Jeśli przegra, to przecież Ci sami PRowcy, którzy teraz robią dla niego kampanię, zrobią z niego męczennika, którego oszukał establishment i mainstream (czy może być obecnie coś bardziej obraźliwego niż te dwa słowa? :-)). Jeśli nie dojdzie do procesu tylko do ugody, to Palikot znowu górą.

Kataryna uważa, że pozwolenie Palikotowi na jego harce może się skończyć ograniczeniem wolności prasy. Może. Ja jednak patrzę na to z innego punktu widzenia.

Palikot oskarża Dziennik o rzeczy najgorsze: manipulację i pośrednio niedopełnienie należytej staranności przy zbieraniu materiałów. Nie ma chyba większych „zbrodni” jakie mógłby popełnić dziennikarz. Przypomnę, że Palikot twierdzi, że wywiad w którym szef banku Rotschild, którego nazwa sama już wzbudza szacun na maksa – jakby powiedziała młodzież- miał potępić Palikota i sugerować że mu nie wierzy, zupełnie nie miał miejsca. Powtarzam, TEN WYWIAD SIĘ NIE ODBYŁ!

Jeśli to prawda, a w tej sytuacji można tak przypuszczać z dużym prawdopodobieństwem, to publiczność czyli czytelnicy dostają jasne potwierdzenie wygłaszanej powszechnie tezy: media mainstreamowe kłamią. Publiczność może się pytać: dlaczego te kłamczuchy mają mieć większe prawa? Dlaczego pozwala się im bezkarnie kłamać? Bo wolność słowa jest wartością nadrzędną niż jakiś Palikot i jego prawda – pewnie powie Kataryna i podobnie myślący.

Ja mam zdanie zupełnie inne. Wydaje mi się, że to właśnie brak zaufania do mediów jest jedną z przyczyn kryzysu nie tylko w prasie, ale również w polityce. Nie wierzymy gazetom, radiu czy telewizji bo pamiętamy, że najpierw byliśmy pełni oburzenia, że Stan Tymiński bije żonę, a potem okazało się to nieprawdą.

My dziennikarze pozwoliliśmy aby takie postępowanie nie zostało ukarane. W imię czego? W imię wolności słowa i generalnie wolności. Na podobnej zasadzie jedna z telewizji nie pokazała chwiejącego się w Charkowie na nogach Kwaśniewskiego.

Nie idźcie tą drogą Kataryno i inni, bo prowadzi ona na manowce. Prędzej czy później idąc na takie kompromisy źle skończycie!

W tej konkretnej sprawie uważam wręcz odwrotnie: środowisko dziennikarskie powinno wręcz naciskać by bez względu na proces sprawa, którą m.in. zarzuca Palikot została do dna sprawdzona. Jesli dziennikarze są winni to powinni zostać ukarania. Wydawca też. Przykładnie.

Wtedy też można żądać od Palikota odstąpienia od odszkodowania. Jestem absolutnie przekonany, że takie postępowanie mediów przywróciło by im zaufanie społeczne, którego teraz tak brak.