3 min read

Seks, tanie wino i Milicja Obywatelska

nocgrudniowa2

Dzisiaj o17:35  na stronie GrudniowaNoc.pl po 28 latach rusza  blog Kierownictwa Sztabu Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Krakowie. Prawie 30 lat temu też był, ale dostępny tylko dla niektórych obywateli. Tak zwane społeczeństwo nie mogło poznać jego wpisów. Dziś i jutro w specjalnym serwisie portalu INTERIA.PL po raz pierwszy pokazane zostaną unikatowe i nigdy nie publikowane raporty sztabu MO. Pasjonująca lektura

12 grudnia pamiętam w miarę dobrze. Miałem wówczas 19 lat i pstro w głowie i próbowałem skończyć liceum :-). Gdy o godzinie 17:30 ogłoszono alarm777 „Gama” zapewne wychodziłem z domu na imprezę u znajomych. Wróciłem kolo północy, po drodze rozmawiając jeszcze z kolegą z podwórka, który potwornie zły mówił, że cofnęli mu (odbębniał gdzieś wojsko)  nagle urlop i ma wracać do jednostki.

Gdy pół godziny po północy nagle w połowie piosenki Maanamu radio przestało grać, pomyślałem, że to jakaś awaria. Lekko pijany zasnąłem, gdy tymczasem Milicja właśnie odcięła łączność telefoniczną.

Gdy tuż po 1 w nocy „siły osobowe” próbują aresztować Mieczysława Gila ja już smaczenie chrapie.

Na drugi dzień w Nowej Hucie demonstracja kilkuset studentów AGH. w 5 szeregu zauważyłem kolegę, więc podbiegłem i razem idziemy gadając bynajmniej nie o stanie wojennym tylko o… panienkach poznanych na ostatniej wspólnej imprezce.

Nysa 522T on Rakowiecka Street in Warsaw, with...
Image via Wikipedia

Nagle zajeżdża nyska sztuk jeden i wybiega z niej kilkunastu dziwnych typów w mundurach, kaskach z pałami. Tłum na ich widok rozpierzcha się we wszystkie strony i z 5 szeregu nagle jestem w pierwszym, a w moim kierunku naciera jakiś typ z pałą i w kasku. Bił się nie będę z typem – pomyślałem – tym bardziej, że kolega i jego koledzy ćwiczą już sprint :-). No to i ja w długą. Zatrzymałem się po jakiś dwóch kilometrach 🙂  To były moje pierwsze 2 km sprintu. Z pewnością ówczesna życiówka 🙂

Później już było lepiej. Słynna trzydniowa zadyma po śmierci Bogdana Włosika, gdy dopiero wprowadzenie wojska na ulicę  uspokoiło sytuację.

Czasy stanu wojennego wspominam bardzo miło. Może własnie dlatego, że miałem 20 kilka lat lat i pstro w głowie. Zadymy to była okazja by pobiegać i trochę się poprzekomarzać 🙂 z chłopakami z innej bajki; Zomowcy to byli często również młodzi ludzie. My do nich kamyczkami, a jak jakiś wpadł w ręce tłumu to do golasa, wpier… i odstawienie na komisariat. W sumie metody po stronie naszej drużyny były niewyszukane. U nich podobnie.  Jak kogoś dorwali no to regularne bicie tyle, że pałami.Mnie się upiekło ale kilku kolegów z podwórka, którzy mówiąc szczerze politykę mieli w wielkim poważaniu, dostało od zomowców.

W czasie stanu wojennego była tzw. godzina milicyjna po której nie można się było poruszać po mieście. Naprawdę super rzecz! Ileż to razy dzięki temu rodzice koleżanek pozwalali zostać na noc! Mieszkanka były małe, pokoi gościnnych nikt nie miał… Niby spało się u koleżanki w pokoju na dywanie… często tę drugą część nocy 🙂

Wino było tanie, starzy mówili: lepiej zanocuj niż miałbyś wracać po godzinie policyjnej, no to życie towarzysko – seksualne kwitło w najlepsze.

Wszystkie te wspomnienia stanęły mi przed oczami, gdy czytałem przygotowane do publikacji Raporty Kierownictwa Sztabu Milicji Obywatelskiej w Krakowie. Chociaż nie mam żadnej martyrologicznej przeszłości, a za taką nie można uważać przecież rzucanie kamieniami w chłopaków z drużyny Jaruzela, to zawsze dzień wprowadzenia stanu wojennego wspominam miło. Kojarzy mi się bowiem z seksem, winem i Milicją Obywatelską.

Jeszcze raz zachęcam do lektury GrudniowaNoc.pl

Reblog this post [with Zemanta]