4 min read

Standardy głupcze!

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przyznało w tym roku niezbyt chlubny tytuł „Hieny Roku” Wojciechowi Cieśli z „Dziennika”. Decyzja ta spotkała się ze ze skrajnymi reakcjami zarówno dziennikarzy jak i internautów. Wszyscy przyznają, że Cieśla popełnił błąd, ale czy był to wystarczający powód do przyznania mu antynagrody?

Krótkie przypomnienie: Wojciech Cieśla jest współautorem cyklu tekstów śledczych na temat Janusza Palikota. Jednym z tekstów był wywiad z Jackiem Chwedorukiem z polskiego oddziału banku Rotschild. W wywiadzie tym bankier miał jakoby sugerować, że poseł Palikot ma mówiąc kolokwialnie „coś za uszami” . Palikot publicznie oświadczył, że takiego wywiadu nie było i miał – o ile mnie pamięć nie myli – na to dowód w postaci oświadczenia Chwedoruka.

O sprawie napisała Gazeta Wyborcza, autor niby wywiadu jak i redakcja na początku milczał by później w krótkim oświadczeniu przyznać się do popełnienia błędu. W grudniu Wojciech Cieśla został nagrodzony prestiżową nagrodą GrandPress za zupełnie inny tekst. Kilka dni później Hieną Roku.

Zarówno na Twitterze, gdzie stale dyskutuje sporo polskich dziennikarzy jak i na forum Gazeta.pl reakcje zależą od… punktu siedzenia. Koledzy i znajomi Wojciecha Cieśli, szczególnie z redakcji „Dziennika”  stają w jego obronie. Redaktor Naczelny gazety Michał Kobosko opublikował protest, dwóch dziennikarzy w proteście zrzekło się nagrody SDP (otrzymali ją kilka lat wcześniej). Argumentacja broniących jest prosta: popełnił błąd, ale przeprosił i przeprosiny zostały przyjęte.

Przeciwnicy uważają, że błąd jest błędem i dlatego Hiena jest jak najbardziej zasłużona.

Osobiście jestem trochę między młotem a kowadłem. Z jednej strony uważam, że w tym akurat roku było kilka wydarzeń za które bardziej należała się Hiena Roku. Z pewnością była bardzo dyskusyjna sprawa wykorzystania wypowiedzi córki Romana Giertycha przez Monikę Olejnik a na pewno tytuł Hieny Roku należał się Robertowi Krasowskiemu, byłemu redaktorowi „Dziennika” za słynną odezwę do internautów, w której proponuje (przynajmniej niektórym) aby „pocałowali go w du…”.  To rzecz niesłychana i dziennikarze zagraniczni, którym to opowiadałem po prostu mi nie wierzyli.

Z drugiej jednak strony, rzadko w polskiej prasie dochodzi do tak drastycznego złamania wszelkich dziennikarskich standardów, a przecież własnie za to, a nie za to czy ktoś miał dobre czy złe intencje zostaje przyznana nagroda „Hieny Roku”. Mówi o tym wyraźnie informacja na stronie SDP:

Co roku przy okazji nagród SDP przyznawany jest tytuł „Hieny Roku” dziennikarzowi, który wyróżnił się szczególną nierzetelnością i lekceważeniem zasad etyki dziennikarskiej.

Błędy zdarzają się oczywiście każdemu, ale błąd jest bardzo często własnie efektem „nierzetelności”. Jest też kwestia tego jakiego kalibru to błąd. Jeśli ktoś pomyli datę urodzenia, albo przekręci nazwisko to można mu wybaczyć prędzej niż gdy „zrobi” z nami wywiad bez naszej wiedzy.

Przeprosiny nie mają tu znaczenia, bo są po prostu obowiązkiem i to zarówno dziennikarskim jak i wynikającym z ogólnie pojętej kultury. Mówię: był powód do przyznania „Hieny Roku”, uważam jednak, że było kilku bardziej zasłużonych. Cieslę można było pominąć.

Jest jeszcze jedna rzecz, która w kontekście tej sprawy bardzo boli. Wojciech Cieśla przeprosił co prawda Chwedorczuka, ale zapomniał o czytelnikach. Ci ostatni zapłacili kilka złotych, zostali wprowadzeni w błąd i to im co najmniej w takim samym stopniu należy się przepraszam.

Moim zdaniem nie wyjaśniono również jak doszło do tak skandalicznej sytuacji. To ważne, bo mogłoby pomóc wyjaśnić intencje jakimi kierował się Cieśla. Obowiązkiem zarówno Wojciecha Cieśli jest poinformowanie w jaki sposób wywiad, którego nie było się ukazał. Czy był to błąd składającego tekst, samego autora czy też Cieśla został po prostu oszukany przez rozmówcę, który podał się za Chwedorczuka. Tego – przynajmniej ja – nie wiem.

No i na koniec: w takich sytuacjach gazety na całym świecie dbają o swoją reputację i wiarygodność w zdecydowanie odmienny sposób niż redakcja „Dziennika”. W słynnej i mam nadzieję znanej wszystkim dziennikarzom sprawie Jaysona Blaira – byłego dziennikarza New York Times – przeprowadzono wnikliwe śledztwo. Badano nie tylko czy i w jaki sposób Blair popełnił plagiat, ale również jak redaktorzy dopuścili do takiej sytuacji. Oczywiście wyniki śledztwa zostały publicznie przedstawione, czytelnicy przeproszeni.

W „Dzienniku” tego mi brakowało. Jest za to pycha, buta i rzucanie oskarżeń, a to przecież chodzi o standardy i wiarygodność. Chciałoby się powiedzieć redaktorowi naczelnemu tej gazety, parafrazując znane powiedzenie: „Standardy głupcze”.