2 min read

Tam drogo a tu dużo

Cennik Ernesta Hemnigwaya (nie, nie. To nie był raper z NY :-)) był dość prosty: 1 dolar za słowo. Nikomu wówczas tak dobrze nie płacili. Jakaś Kim Kardashian{.zem_olink} (kto to ku… jest?!) dostaje 10 tys. dolczyków za jednego twitta, czyli jak się bardzo namęczy i zrobi 140 znakowego to ma 71 tys. za jedną literkę.

Chcesz dać reklamę na stronę główną Yahoo! ? Nie ma sprawy, to tylko 600 tys. fajnych dolczyków. Za taką kwotę jak twierdzi serwis AdAge „codziennie Super Bowl i to tylko dla siebie”, bo ta reklama zostanie wyświetlona 10 mld razy w ciągu tego dnia.

Reklamy na amerykańskich portalach są potwornie drogie i dlatego… jest ich zdecydowanie mniej niż w polskiej sieci. Amerykański internauta wchodząc na największe portale czy serwisy nie dostaje ryczących reklam, które trudno zamknąć, wielkich wyskakujących bilboardów czy innych równie wkurzających zwykłego szarego człowieka wynalzaków. Powód jest prosty: cena reklam.

Wysoka cena sprawia, że w niektórych miejscach tych reklam prawie nie ma. Czy ktoś widział np. podwójny billboard na stronie głównej Yahoo! ? Nie, bo kosztuje podobno 1 mln USD. Amerykańskie duże portale cenią się dlatego, że wiedzą iż za dużo reklam oznacza w rzeczywistości, że użytkownicy przestaną na nie zwracać uwagę.

W Polsce na początku XXI wieku, gdy portale i generalnie Internet walczył o przetrwanie zapanowała moda na zdobycie każdym kosztem reklam. Portale zamiast się cenić, dawały rabaty byle tylko zdobyć zlecenie klienta. Efekt jest taki, że dziś klienci nie tylko chcą coraz taniej, ale również coraz „dziwaczniej”. Nie wystarczy już standardowa forma; trzeba coś wymyślać. Efekty widzi każdy na dowolnym w miarę dużym serwisie.

Zainteresowanym innym modelem polecam przejrzenie wybranych pozycji z cennika amerykańskich serwisów internetowych. Ceny przyprawiają o zawrót głowy,ale może lepiej sprzedać jedną reklamę drogo niż tysiąc tanio?

Reblog this post [with Zemanta]