3 min read

Gdzie są Wasze standardy?


Latoś temu przyszedł do mnie ksiądz po tzw. kolędzie. Zapytał: a co synu robisz?
– jestem dziennikarzem – odparłem
Pracujesz w prasie katolickiej? – zapytał?
– nie, w Gazecie Wyborczej – odpowiedziałem wiedząc, że zaraz będą tzw. jaja. No i były. Ksiądz wstał, rzekł: czego to człowiek nie zrobi dla pieniędzy i wyszedł.

Anegdota – jedna z moich ulubionych – przypomniała mi się przy okazji afery jaką opisał Press w najnowszym numerze i komentowało kilku blogerów np. Pinio na 5władzy.

W skrócie: Press zarzuca Agorze, że

– wzięła pieniądze od Ministerstwa Ochrony Środowiska za cykl artykułów na temat puszczy białowieskiej.

– w artykułach przedstawione było stanowisko Ministerstwa a pominięto przeciwne zdanie mieszkańców. Jest też sugestia, że nie dochowano przepisów Prawa Prasowego.

– teksty na zamówienie wykonał (bo trudno tu mówić o twórczości) bardzo znany dziennikarz Gazety Adam Wajrak.

Czy Agorze wolno wziąć pieniądze od organizacji, instytucji czy firmy? Wolno. Prasa jest takim samym biznesem jak każdy inny z jednym wyjątkiem: powinien bardzo pilnować przestrzegania standardów etycznych.

Jeśli Agora czy mówiąc ogólnie jakiś wydawca bierze pieniądze za materiały sponsorowane, to Prawo Prasowe (art. 26), przewidując taką sytuację, żąda aby materiały reklamowe były wyraźnie oznaczone. Czytelnik musi mieć świadomość, że czyta materiał reklamowy a nie dziennikarski. Oddzielenie reklam od tekstów dziennikarskich to podstawa na której opiera się zaufanie czytelników do prasy. To dzięki temu zaufaniu, prasa pełni m.in. bardzo ważną społeczną rolę; ma też różne przywileje jak np. prawo dziennikarza do ukrywania swoich źródeł informacji etc.

Jeśli materiał – a taką sugestię można odczytać w Pressie – nie był wyraźnie oznaczony jako reklama, jeśli był zapowiadany wcześniej co stosuje się praktycznie wyłącznie w przypadku tekstów dziennikarskich to mamy do czynienia z rażącym naruszeniem prawa i zasad jakimi kieruje się prasa nie tylko opiniotwórcza.

Zabrakło w tekście Wajraka opinii mieszkańców – niekorzystnej dla zamawiającego czyli Ministerstwa Ochrony Środowiska. Można byłoby to potraktować jako szkolny błąd autora czy redaktora, który tekst redagował gdyby nie fakt, że przecież za te teksty zapłacono. Czy autor lub redaktor specjalnie pominął stanowisko mieszkańców? Tego nie wiemy, a jest to bardzo ważne.

Smaczku dodaje, że teksty napisał – i dostał za to pieniądze – Adam Wajrak, bardzo znany dziennikarz Gazety. W tym akurat przypadku może nie być nic zdrożnego. Autor mógł dostać wynagrodzenie do wkładki co jest częstą praktyką w redakcjach.

Sprawa zaskoczyła przede wszystkim chyba wszystkich, którzy kiedykolwiek pracowali w Gazecie. W redakcji zawsze wyraźnie oddzielone były sprawy redakcyjne i działu handlowego. Ba handlowcy zawsze mieli pretensje, że nie mają żadnego wsparcia ze strony redakcji. Czy coś się od tego czasu zmieniło? Wątpię.

Nie za bardzo jednak wierzę w winę handlowca. Zapewne podpisał umowę, zgodził się na jej warunki, ale nie wierzę aby nie były one ustalone z redakcją. Nie w Gazecie. Stąd moje pytanie:

– kto z ramienia redakcji odpowiadał za publikację Ministerstwa Ochrony Środowiska

– czy redakcja była informowana przez dział handlowy o warunkach umowy

– kiedy redaktor naczelny lub wydawca przeproszą czytelników za wprowadzenie ich w błąd.

Od wyjaśnienia tej sprawy zależy wiarygodność Gazety. Oczywiście można schować głowę w piasek – jak zwykła w trudnych dla siebie sytuacjach czynić Gazeta – ale prędzej czy później sprawa wyjdzie na wierzch i odbije się czkawką.