2 min read

Nie chcEM ale muszEM zostać ekologiem

Połączeniea przekierowane w realu

Zdarza się, że lektura gazet sprawia, że gorąco popieram ekologów. Tak jest, gdy przeczytam tekst, który równie dobrze mógłby się nie ukazać bo nic nie wnosi nowego,albo  jest kiepsko napisany albo jedno i drugie. Jednym słowem szkoda tych drzew, które zostały ścięte by powstał papier na którym go wydrukowano. Dziś „fala poparcia dla ekologów” ogarnęła mnie po lekturze „Rzepy”.

Przeczytałem w „Rzepie” tekst Wojciecha Wybranowskiego pod tytułem

„Połączenia przekierowane do realu” i oniemiałem ze zdziwienia. Uprzedzę: tekst nie jest zły, ale należy do gatunku nic nie wnoszących. Autor zrobił dość powierzchowny research i na tej podstawie zrobił artykuł. Nie tego się spodziewam po jednej z największych gazet w kraju.

Temat z pewnością ciekawy, że ludzie przenoszą swoje internetowe znajomości do tzw. realu. Jest tylko małe ale, ten temat był ciekawy nie dziś tylko circa 10 lat temu. Wtedy to powstawały teksty o tym, że internet zmienia sposób w jaki nawiązujemy nowe znajomości, skraca dystans dzielący ludzi czy jest katalizatorem spotkań w tzw. realu.

Problem z tekstem Wygnanowskiego jest taki, że autor na pewno wie doskonale, że przeciętny czytelnik nie doczytuje do końca tekst i dlatego, to co najważniejsze trzeba mu dać na początek. No i artykuł zaczyna się nieźle: od opisu spotkania internautów w tzw. realu na którym było 50 tys. osób. Nie, nie w Polsce, ale we Francji pod wieżą Eiffla.

Potem już jest gorzej, bo dowiadujemy się, że odbyło się spotkanie czatujących na onetowym pokoju Polityka. Czytelnik zapewne wyobraża sobie, że to jakaś gigantyczna społeczność, że pewnie też spotkało się co najmniej kilkaset osób. Tymczasem serwis czatowy Onetu to niewielka społeczność, niewiele znacząca na polskiej scenie czatowej (disclaimer: odpowiadam m.in. za konkurencyjny dla czatu Onet i największy w PL serwis czatowy CZATeria). To mniej więcej tak jakby zjawiska w mediach generalizować na podstawie lokalnej gazety w Małkini.

Dalej mamy kilka moim zdaniem znanych powszechnie spraw: jak spotkania w pubach, zawiązywanie stowarzyszeń czy klubów, nieformalne spotkania uczestników forów czy a jakże: miłość życia poznana przez internet. Tak nawiasem mówiąc o tej ostatnie sprawie wylano już morze atramentu, a w moim dziale pracują 3 osoby, które swoje połówki znalazły poprzez internet.

Wszystko to sobie czytamy na ponad kolumnie tekstu. No i jak sobie przeczytałem ten tekst, przełknąłem ślinę to pomyślałem: po co autor stracił czas na napisanie, redaktor na redagowanie, drukarz na drukowanie a czytelnik na czytanie artykułu opisującego zjawisko, które zna zapewne zdecydowana większość Polaków. Czy naprawdę nie szkoda papieru?