3 min read

Storify dla dziennikarzy i blogerów

Praca dziennikarza wydaje się w gruncie rzeczy prosta bo polega na zebraniu materiałów, odpowiednim ich uporządkowaniu i przedstawieniu informacji w sposób interesujący dla czytelnika, słuchacza czy widza. Każdy z tych etapów jest ważny, ale kluczowy wydaje się sam proces zbierania informacji. Jako, że sporo z nich znajduje się w internecie to „pomocnik” do ich szybkiego zebrania jest na pewno bardzo pomocne. Takim narzędziem jest serwis Storify.com – wspólne dzieło dziennikarza i programisty.

Burt Herman{#aptureLink_0kWU34wTVw} jest często przedstawiany jako dziennikarz nowego typu. Skrzyżowanie tradycyjnego dziennikarza z przedsiębiorcą. Swoje ponad 10. letnie  doświadczenie jako reporter i redaktor w agencji AP postanowił wykorzystać do tworzenia narzędzi ułatwiających życie dziennikarzom i blogerom, a szerzej osobom zajmującym się zbieraniem i opowiadaniem historii.

Już sama nazwa serwisu Storify.com ma swoje korzenie w jego pracy dziennikarskiej. Słowem „storify” określa się m.in. w agencji AP proces tworzenia historii czy opowieści. Stwierdzenie  „Storify it” jest naszym odpowiednikiem „Napisz to” a może nawet bardziej  „Zrób z tego tekst”.

Inspiracją dla powstania serwisu była też  obserwacja internetu okiem dziennikarza.  Codziennie przez ekran naszych komputerów dosłownie „przelatuje” olbrzymia ilość informacji. Twitter, Google czy YouTube są źródłem gigantycznej ilości informacji, które zebrane, usystematyzowane i opatrzone komentarzem tworzą naturalną historię. Na przykład taką jak ta w której autorzy serwisu opowiadają o swoim wystąpieniu na TechCrunch Disrupt.

Jak działa Storify?

Po założeniu konta (konto gdy piszę te słowa można dostać jedynie po otrzymaniu kodu zaproszenia. Aby je otrzymać należy na stronie Storify.com podać swój adres email) a właściwie autoryzowaniu kontem Twittera możemy tworzyć swoją pierwszą historię.

Po lewej stronie znajduje się panel do wyszukiwania i szybkiego zaznaczania elementów opowieści. Jest tu wbudowany podgląd konta na Twitterze oraz wyszukiwarka tego serwisu. Podobnie z Facebookiem, YouTube czy Flickrem.

Dwa z oferowanych narzędzi przykuły moją uwagę: RSS oraz „osadzacz”. W pierwszym po podaniu adresu kanału RSS można wybrać dowolną notkę z RSS i wstawić ją do własnej historii

Osadzacz wykorzystuje możliwości ciekawego serwisu o nazwie embed.ly, który umożliwia pobranie kodu embeddowania treści z ponad 100 serwisów.

To nie jedyna możliwość tworzenia historyjek. Storify oferuje bookmarklet, który umieszczamy na pasku przeglądarki (Firefox, Chrome). Sposób zbierania informacji jest podobny, chociaż wykorzystanie bookmarkleta daje nam nowe możliwości np. można zaznaczyć dowolny fragment tekstu na stronie, kliknąć na bookmarklet i po chwili wstawić fragment do wybranej historyjki

Bookmarklet umożliwia wstawienie dowolnego twitta ze strony Twittera. Jak? Przeglądając strumień twittów wystarczy kliknąć na bookmarklet by włączyć funkcję dodawania twittow do historyjki. Następnie przy wybranym twicie pojawi się przycisk „Storify it”, który przenosi twitta wraz z informacjami o autorze etc. do historyjki. Genialne, nieprawdaż?

No dobrze, człowiek zrobił sobie historyjkę i co dalej? Po pierwsze może ją pokazać na stronach Storify. Fajne, ale chyba mało sexi :-). Na szczęście  – i to jest fantastyczna rzecz – utworzoną historię można osadzić na praktycznie dowolnej stronie internetowej. Są dwa warunki: serwer obsługuje JavaScript (halo, czy są jeszcze jakieś, które tego nie robią?) oraz mamy możliwość wstawienia niewielkiego kodu JavaScript.

Cała procedura wygląda identycznie jak w przypadku pobierania kodu embedd w serwisie YouTube. Wystarczy pobrać fragment kodu, wstawić go w wybranym miejscu i po wyświetleniu zmienionej strony pojawi się stworzona historyjka. Mówiąc wprost materiał przygotowany w Storify można wstawić w WordPress, Tumblr czy Joomla.

Storify to serwis, który odbił się szerokim echem wśród dziennikarzy i to niekoniecznie technologicznych. Tego typu narzędzia powoli coraz więcej dziennikarzy używa w swojej codziennej pracy. Ba nawet wydawcy stron internetowych różnych mediów przekonali się, że nie wszystkie narzędzia potrzeba, a przede wszystkim opłaca się robić we własnym zakresie. Nieraz po prostu lepiej jest wykorzystać coś co stworzył ktoś inny, a nawet jeśli jest to startup o którym nie wiadomo, czy przetrwa okres niemowlęctwa.

Enhanced by Zemanta