2 min read

Pani redaktor Subotic, ale co prawo, co prawo na to?

Dzisiaj rano o mało co nie przypłaciłem życiem czytania gazety. W czasie śniadania wertując Dzisiaj rano o mało co nie przypłaciłem życiem czytania gazety. W czasie śniadania wertując natrafiłem na skądinąd ciekawy, ale moim zdaniem o jakieś pół roku spóźniony tekst Małgorzaty Subotic pt. „Eksperci w politycznej grze„. Połykając kawałek jajecznicy natrafiłem na jeden fragment i …

… o mało co się nie udławiłem:-). Przeciętny czytelnik zapewne nawet nie zwrócił uwagi. Przytoczmy więc w całości fragment artykułu Małgorzaty Subotic:

Na forach internetowych natychmiast rozgorzała dyskusja. I jak to na wojnie, jedni kibicują jej, inni jemu.

Blogerka na Salonie24: “Nikt dotąd nie wykazał tak precyzyjnie płytkości intelektualnej, taniochy uprawianej propagandy pisowskiej i absurdalności argumentów pani profesor Jadwigi Staniszkis zaangażowanej dobrowolnie bądź pod przymusem do popierania Jarosława Kaczyńskiego”.

Bloger na Blogosferze: “Ja na miejscu pani profesor w ogóle bym do tego programu nie przyszedł”.

Zakrztuszenie się jajecznicą było efektem nie samej treści cytatu, ale zaskoczenia wręcz książkowym przykładem złamania przepisów Ustawy o Prawie Autorskim, a dokładnie art. 29 ustawy zwanej popularnie „Prawem cytatu”. Zezwala ono pod pewnymi warunkami na publikowanie fragmentów utworów innych osób pod warunkiem jednak, że autor wykorzystujący czyjś utwór odpowiednio oznaczy cytat. Oznaczony to znaczy taki w którym podane jest źródło oraz autor. Tych dwóch warunków Małgorzata Subotic nie spełniła. Zamiast podać, że autorką cytatu jest prowadząca bloga na Salon24 Renata Rudecka-Kalinowska, a autorką (a nie autorem!) drugiego cytatu jest „Maryla” tworząca bloga na Blogmedia24, Subotic pisze o „Blogerce na Salon24” i „Bloger na Blogosferze”

Może ktoś powiedzieć, że to szczegół i drobiazg. Dla mnie nie. Pamiętam jak jeszcze w ubiegłym wieku rozmawiałem na temat podawania autorstwa cytatów w kontekście i praktyce internetu z profesorami Uniwersytetu Jagiellońskiego Januszem Bartą i Ryszardem Markiewiczem.

Te kilka z nimi spotkań nauczyło mnie szacunku do Prawa Autorskiego i do cudzej pracy. Wyrazem tego szacunku, a także dopełnieniem przepisów prawa jest m.in. uznanie autorstwa czyli oznaczenie utworu czy fragmentu utworu imieniem, nazwiskiem czy pseudonimem autora.

Małgorzata Subotic tego szacunku i obowiązku wobec prawa nie wykazała. Zresztą nie ona pierwsza i ostatnia, bo powszechne w polskich gazetach, radiu czy telewizji jest pomijanie nazwisk czy pseudonimów blogerów, albo podawanie jako źródła mitycznego internetu czy forów.

No i co prawo na to? No i nic.