6 min read

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

W czerwcowym Press w rubryce „Kakafonia” trzech dziennikarzy próbuje odpowiedzieć na pytanie: „Kogo boli sukces Uważam RZe”. Wystarczy chwilkę zasępić się nad arkuszem z danymi  sprzedaży i jak na dłoni widać komu przybyło siwych włosów.

Pierwszy z komentatorów to Rafał Zakrzewski,  szef działu Publicystyka

Gazety Wyborczej. W pierwszym akapicie, sukcesu Uważam RZe dopatruje się – podobnie zresztą jak chyba każdy zdrowomyślący obserwator – w wypełnieniu niszy, która powstała po wyrugowaniu mediów zorientowanych na prawo od lewicy. Potem już jest normalnie czyli jak mówi Księga z Czerskiej: „pisowska publicystyka”, „wywiady pozbawione trudnych pytań” (red. Zakrzewski chyba nie czyta wywiadów w Gazecie) etc.

Zakrzewski stawia dwie tezy: do wyborów Uważam RZe będzie czytane, a potem „może stopnieć jeśli sposób redagowania się nie zmieni”. Niestety nie dowiadujemy się co jest nieteges ze sposobem redagowania. Można jedynie przypuścić, że chodzi o dobór tematów, sposób ich przedstawienia.

Zakrzewski twierdzi, że wynik nowego tygodnika specjalnie nie „zabolał” inne istniejące na rynku tygodniki. No bo przecież przyszli tam czytelnicy osieroceni po „Wprost” z czasów Króla i Janeckiego. Jest w tym trochę prawdy, ale nie do końca o czym za chwilę przy okazji kolejnej wypowiedzi.

Drugi głos zaprezentował Wiesław Władyka, członek Zarządu „Polityki” i jednocześnie publicysta tego tygodnika. Podobnie do poprzednika sukces tłumaczy wykorzystaniem niszy. Twierdzi, że inne tygodniki nie straciły czytelników. To akurat nie jest do końca prawda, bo trzy nieznacznie bo nieznacznie ale straciły: Gazeta Polska (18 tys),  [

W czerwcowym Press w rubryce „Kakafonia” trzech dziennikarzy próbuje odpowiedzieć na pytanie: „Kogo boli sukces Uważam RZe”. Wystarczy chwilkę zasępić się nad arkuszem z danymi  sprzedaży i jak na dłoni widać komu przybyło siwych włosów.

HUGOMORE42Pierwszy z komentatorów to Rafał Zakrzewski,  szef działu Publicystyka

Gazety Wyborczej. W pierwszym akapicie, sukcesu Uważam RZe dopatruje się – podobnie zresztą jak chyba każdy zdrowomyślący obserwator – w wypełnieniu niszy, która powstała po wyrugowaniu mediów zorientowanych na prawo od lewicy. Potem już jest normalnie czyli jak mówi Księga z Czerskiej: „pisowska publicystyka”, „wywiady pozbawione trudnych pytań” (red. Zakrzewski chyba nie czyta wywiadów w Gazecie) etc.

Zakrzewski stawia dwie tezy: do wyborów Uważam RZe będzie czytane, a potem „może stopnieć jeśli sposób redagowania się nie zmieni”. Niestety nie dowiadujemy się co jest nieteges ze sposobem redagowania. Można jedynie przypuścić, że chodzi o dobór tematów, sposób ich przedstawienia.

Zakrzewski twierdzi, że wynik nowego tygodnika specjalnie nie „zabolał” inne istniejące na rynku tygodniki. No bo przecież przyszli tam czytelnicy osieroceni po „Wprost” z czasów Króla i Janeckiego. Jest w tym trochę prawdy, ale nie do końca o czym za chwilę przy okazji kolejnej wypowiedzi.

Drugi głos zaprezentował Wiesław Władyka, członek Zarządu „Polityki” i jednocześnie publicysta tego tygodnika. Podobnie do poprzednika sukces tłumaczy wykorzystaniem niszy. Twierdzi, że inne tygodniki nie straciły czytelników. To akurat nie jest do końca prawda, bo trzy nieznacznie bo nieznacznie ale straciły: Gazeta Polska (18 tys),  ]6 i [

W czerwcowym Press w rubryce „Kakafonia” trzech dziennikarzy próbuje odpowiedzieć na pytanie: „Kogo boli sukces Uważam RZe”. Wystarczy chwilkę zasępić się nad arkuszem z danymi  sprzedaży i jak na dłoni widać komu przybyło siwych włosów.

HUGOMORE42Pierwszy z komentatorów to Rafał Zakrzewski,  szef działu Publicystyka

Gazety Wyborczej. W pierwszym akapicie, sukcesu Uważam RZe dopatruje się – podobnie zresztą jak chyba każdy zdrowomyślący obserwator – w wypełnieniu niszy, która powstała po wyrugowaniu mediów zorientowanych na prawo od lewicy. Potem już jest normalnie czyli jak mówi Księga z Czerskiej: „pisowska publicystyka”, „wywiady pozbawione trudnych pytań” (red. Zakrzewski chyba nie czyta wywiadów w Gazecie) etc.

Zakrzewski stawia dwie tezy: do wyborów Uważam RZe będzie czytane, a potem „może stopnieć jeśli sposób redagowania się nie zmieni”. Niestety nie dowiadujemy się co jest nieteges ze sposobem redagowania. Można jedynie przypuścić, że chodzi o dobór tematów, sposób ich przedstawienia.

Zakrzewski twierdzi, że wynik nowego tygodnika specjalnie nie „zabolał” inne istniejące na rynku tygodniki. No bo przecież przyszli tam czytelnicy osieroceni po „Wprost” z czasów Króla i Janeckiego. Jest w tym trochę prawdy, ale nie do końca o czym za chwilę przy okazji kolejnej wypowiedzi.

Drugi głos zaprezentował Wiesław Władyka, członek Zarządu „Polityki” i jednocześnie publicysta tego tygodnika. Podobnie do poprzednika sukces tłumaczy wykorzystaniem niszy. Twierdzi, że inne tygodniki nie straciły czytelników. To akurat nie jest do końca prawda, bo trzy nieznacznie bo nieznacznie ale straciły: Gazeta Polska (18 tys),  [

W czerwcowym Press w rubryce „Kakafonia” trzech dziennikarzy próbuje odpowiedzieć na pytanie: „Kogo boli sukces Uważam RZe”. Wystarczy chwilkę zasępić się nad arkuszem z danymi  sprzedaży i jak na dłoni widać komu przybyło siwych włosów.

HUGOMORE42Pierwszy z komentatorów to Rafał Zakrzewski,  szef działu Publicystyka

Gazety Wyborczej. W pierwszym akapicie, sukcesu Uważam RZe dopatruje się – podobnie zresztą jak chyba każdy zdrowomyślący obserwator – w wypełnieniu niszy, która powstała po wyrugowaniu mediów zorientowanych na prawo od lewicy. Potem już jest normalnie czyli jak mówi Księga z Czerskiej: „pisowska publicystyka”, „wywiady pozbawione trudnych pytań” (red. Zakrzewski chyba nie czyta wywiadów w Gazecie) etc.

Zakrzewski stawia dwie tezy: do wyborów Uważam RZe będzie czytane, a potem „może stopnieć jeśli sposób redagowania się nie zmieni”. Niestety nie dowiadujemy się co jest nieteges ze sposobem redagowania. Można jedynie przypuścić, że chodzi o dobór tematów, sposób ich przedstawienia.

Zakrzewski twierdzi, że wynik nowego tygodnika specjalnie nie „zabolał” inne istniejące na rynku tygodniki. No bo przecież przyszli tam czytelnicy osieroceni po „Wprost” z czasów Króla i Janeckiego. Jest w tym trochę prawdy, ale nie do końca o czym za chwilę przy okazji kolejnej wypowiedzi.

Drugi głos zaprezentował Wiesław Władyka, członek Zarządu „Polityki” i jednocześnie publicysta tego tygodnika. Podobnie do poprzednika sukces tłumaczy wykorzystaniem niszy. Twierdzi, że inne tygodniki nie straciły czytelników. To akurat nie jest do końca prawda, bo trzy nieznacznie bo nieznacznie ale straciły: Gazeta Polska (18 tys),  ]6 i]7 w okresie od stycznia do marca 2011 (dane ZKDP)

Obaj panowie wiedzą doskonale, że sprzedaż to nie wszystko. Liczy się również udział w rynku. Ba, można by rzecz, że jest on chyba dużo ważniejszy, bo mówi prosto i jasno do jakiego procenta czytelników  dociera pismo.

Gdy się popatrzy na takie dane, to obraz ten, a raczej wykres z pewnością szczególnie Zarząd „Polityki” boli. No bo zobaczmy: w styczniu tygodnik „Polityka” był nie tylko liderem w sprzedaży, ale również posiadał blisko 13 rynku!

W lutym udziały wszystkich graczy spadły ale najwięcej… „Polityce” i „Gazecie Polskiej”.

Jednak marzec  pokazał, że rozpędzony „Uważam RZe” nadal odbiera udziały i to głównie dwóm swoim największym konkurentom: „Polityce” i „Wprost” – obydwu ultralewicowym w których treści pisane są przez różnych dziennikarzy, ale jakby z jednej sztancy.

Pewnie podobną analizę przeprowadził sobie trzeci z dziennikarzy Paweł Lisicki, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” i inkryminowanego „Uważam RZe”. W swojej wypowiedzi jasno wskazuje, że boli tych, którzy najwięcej stracili… udziałów w rynku.

Lisicki tłumaczy rzecz, którą na pewno konkurencja doskonale rozumie: „na rynku prasy pieniędzy z reklam raczej nie przybędzie, więc oznaczałoby to, że ktoś  zarobi mniej”.

Jeśli sytuacja na rynku się nie zmieni to szybko przekonamy się kto zarobi mniej i kogo sukces „Uważam RZE” bardzo zaboli. A po lekturze pressowej „Kakafonii” potwierdza się stara reguła, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.