5 min read

Piano Media: fajnie, że jest. Szkoda, że nie wyjdzie

System płacenia za płatności dostęp do artykułów to nadzieja dla wydawców i co za tym idzie dla dziennikarstwa. Czy płacenie za treści przyjmie się w Polsce i kto na tym najprawdopodobniej zarobi? 

System Piano Media wprowadzony najpierw w Słowacji i Słowenii działa w nastepujący sposób: czytelnik płaci miesięczną opłatę 19,90 zł i za to ma nielimitowany dostęp do najlepszych treści kilkudziesięciu gazet i magazynów. Wśród nich są gazety (ogólnopolskie i lokalne), magazyny lifestylowe i biznesowe a nawet serwisy internetowe. Kluczem jest system dzielenia opłat pomiędzy wydawcami i Piano Media.

Schemat dzielenia wpłat w Piano Media

Widać, że premiowany jest ten wydawca u którego dokonano zamówienia. Dostaje 7 zł 96 groszy. Ma to oczywiście zachęcić wydawców do większej staranności w promowaniu wspólnej usługi. Od jej popularności zależy powodzenie projektu.

Właściciel platformy dostaje z każdej wpłaty stałą kwotę 5 zł 97 groszy czyli ok. 13 pieniędzy. Reszta dzielona jest pomiędzy wydawców, których strony oglądali internauci. Kryterium podziału jest czas przebywania czytelnika na stronie. Piano Media nie podaje w jaki sposób będzie liczony czas, czy na podstawie własnych statystyk czy bazując na powszechnym w Polsce Megapanelu. Na pewno wydawcy w pocie czoła pracują obecnie nad rozwiązaniami, które przytrzymają na dłużej na stronie czytelnika.

Twierdzenie, że premiera Piano Media jest wprowadzeniem opłat za treści w internecie jest trochę na wyrost. Po pierwsze zestaw wydawnictw to miks trochę przypadkowy. Co prawda czytelnik dostaje do dyspozycji Gazetę Wyborczą czyli jedną z dwóch opiniotwórczych gazet w Polsce, zestaw lokalnych gazet należących do PolskaPresse a nawet prasę nazwijmy to popularną czyli Superexspress, to jednak właściwie wszystko co może zainteresować Młodego Wykształconego z Dużego Miasta

. Dodatkowo magazyn Forbes, kilka agorowych tytułów specjalistycznych czy dla kobiet oraz kilka mniej znanych gazet, magazynów i serwisów internetowych. Od biedy pełna oferta jest jedynie w gazetach. Reszta czasopism jest dość przypadkowa.

Druga rzecz to zakres materiałów udostępnianych odpłatnie. Widać wyraźnie, że wydawcy trochę się boją zamknąć wszystkie treści i udostępniają jedynie te najwartościowsze. Z jednej strony to zrozumiała polityka bo zamknięcie wszystkich odcięłoby wydawców od przychodów z reklam. Z drugiej strony trzeba też pamiętać, że system taki działa właściwie tylko wtedy, gdy jest szczelny, to znaczy przynajmniej najważniejsze media w danym kraju w nim uczestniczą. Czytelnik nie ma  wówczas – co oczywiste – alternatywy w postaci innych wydawców oferujących podobne treści. Tak niestety nie jest i to jest jedna z największych słabości wprowadzenia Piano Media o czym najprawdopodobniej doskonale wiedzą wydawcy.

Wydawcy nie mieli alternatywy: albo wprowadzą system i sprawdzą, albo nadal będą się zastanawiali w jaki sposób pokryć koszty wytworzenia treści. Z pewnością presja ekonomiczna odgrywała w decyzji wydawców sporą rolę. Przecież wśród wydawnictw, które zdecydowały się na udział w Piano Media są głównie takie, który przeżywają ogromne problemy. To dla nich trochę „być albo nie być”.

Decyzja o zamknięciu części treści ma jednak swoją wadę. Po pierwsze dezorientuje przeciętnego czytelnika, który nagle będzie się dowiadywał, że tekst który chciałby przeczytać jest za paywallem. OK, może zawsze zapłacić, ale jeśli nie chce, bo oferta jest dla niego niewystarczająca to z pewnością będzie faktem ograniczenia zirytowany.

Zestaw wydawnictw jest też nieatrakcyjny dla aktywnego internauty, którym jest oczywiście młody człowiek. Nie czyta on gazety lokalnej, a więc spora część wydawnictw za które miałby zapłacić będzie dla niego nieatrakcyjna. Nawet oferta Gazety Wyborczej, której kiedyś siłą było właśnie czytelnictwo młodych oferuje im albo teksty z działu Opinia, albo skierowane do kobiet „Wysokie Obcasy”. Te ostatnie ze względu na zawartość na pewno lepiej się czyta „w papierze” przy kawie na Krakowskim Przedmieściu niż w domu z komputera. Starsi czytelnicy albo przyzwyczajeni są do prasy tradycyjnej albo nieprzyzwyczajeni do płacenia w internecie. Kto w takim razie będzie korzystał z Piano Media? No właśnie, to jest pytanie?

Jest jeszcze kwestia podziału płatności i przychodów z czasu przebywania na stronach. Tutaj na pewno najwięcej ściągnie Gazeta Wyborcza głównie kosztem małych, często lokalnych czasopism. Ba, jestem przekonany, że po kilku miesiącach działania część wydawców nie będzie miała żadnych zysków, co zapewne skłoni ich do tego by opuścić Piano Media.

Pomijam już kwestię jakości materiałów w Polskiej prasie. Gazeta Wyborcza, której dziennikarze niewątpliwie prezentują bardzo wysoki poziom warsztatowy jest medium politycznym, czytanym głównie przez osoby jednej opcji politycznej. Materiały nie związane z polityką zginą wśród wszystkich opinii przekonywujących przekonanych i moim zdaniem nie będą w stanie przekonać do płacenia tych, którzy linii politycznej gazety nie popierają. Inny problem będą miały gazety lokalne. Ich treści w jeszcze mniejszym stopniu cieszą się zainteresowaniem przeciętnych czytelników. Nie chodzi tu bynajmniej o przysłowiowe dziury w drodze, ale nawet ważne problemy lokalnych społeczności są często zupełnie niezauważane przez czytelników. Te najważniejsze można zresztą poznać się z innych mediów jak np. radio czy telewizja.

Nawet jeśli Piano Media zdobędzie do końca roku 100 tysięcy płacących to przychód wydawców – szczególnie tych największych – będzie rzędu kilkudziesięciu, a największych ponad sto tysięcy. Lepsze to niż nic, ale na pewno do zarobienia przez dział handlowy sporego wydawnictwa.

Osobiście jestem wielkim zwolennikiem opłat za dostęp do materiałów dziennikarskich. To jedyny sposób – przynajmniej na razie – by uratować dziennikarstwo. Sądzę niestety, że ten eksperyment się nie powiedzie i najwcześniej na wiosnę a zapewne w wakacje Piano Media najpierw straci część uczestników systemu, a nastepnie po prostu przestanie w Polsce działać.

Po raz chyba pierwszy mam nadzieję, że… się mylę, czego zarówno Piano Media jak i wydawcom, którzy w tym eksperymencie uczestniczą, życzę.