5 min read

Twitter daje i odbiera

Logo Twitter

Twitter wprowadził nowe zasady blokowania kont, które sprawiają użytkownikom problemy i po kilkudziesięciu godzinach powrócił do starych zasad. Wydawałoby się drobna rzecz, a jednak skala protestu użytkowników, sprawiła, że zmiany zostały odwołane po nadzwyczajnym spotkaniu kierownictwa firmy. Problem – przynajmniej na razie został.

W sieciach społecznych istnieją różne modele przeciwdziałania internetowym nicponiom. Jest to jedna z najważniejszych  funkcji serwisów, chociaż dla statystycznego użytkownika przeważnie niewidoczna do czasu, gdy nie stanie się ofiarą trolla czy spamera. Większość użytkowników – i słusznie – chce wówczas pomocy i ochrony ze strony serwisu, a to nie zawsze jest możliwe.

W Polsce powszechny jest model nazwijmy go „usuwamy konto”, którego korzenie sięgają połowy lat 90. Jest on kompletnie nieskuteczny z czego zdają sobie sprawę właściciele serwisów, ale niewiele robią w kierunku by to zmienić.

Usunięcie konta spamera czy trolla nic nie daje, bo ten może sobie po chwili założyć kolejne konto i nadal prowadzić swoją działalność. Jedyną skuteczną metodą byłaby dokładna identyfikacja „złoczyńcy” i zablokowanie mu możliwości zakładania nowych kont. Pytanie tylko jak? Blokowanie adresu IP bardzo często nie jest rozwiązaniem ze względu na to, że większość internautów łączy się z internetem i ma tzw. zmienne IP (czyli co pewien czas zmienia się ono w sposób zupełnie transparentny dla użytkownika). Można blokować całą sieć np. osiedlową, ale wtedy odcinamy od serwisu Bogu ducha winnych użytkowników, którzy korzystają z tej samej sieci co internetowy złoczyńca.

Dość skutecznym rozwiązaniem, chociaż trochę na granicy prawa, jest tzw. evercookie, czyli metoda oznaczenia użytkownika w taki sposób, który standardowymi metodami uniemożliwia mu usunięcie takiego znaku ze swojego komputera. Metoda dobra i stosowana w Polsce i na świecie, w przypadku osób, które słabo znają się na technologiach. Zupełnie nieskuteczna w przypadku prawdziwych spamerów czy trolli posiadających większą wiedzę techniczną. Zresztą narzędzia do wykrywania i usuwania evercookie są powszechnie dostępne, chociażby BleachBit  i pewnie, podobnie jak w przypadku AdBlocka, wkrótce staną się standardowym oprogramowaniem na większości komputerów.

Między innym z tych powodów czołowe serwisy i przede wszystkim sieci społeczne starają się rozwiązać problem trollingu i spamu w inny sposób czyli wprowadzając samoregulujące sieć mechanizmy. Jednym z pierwszych był Twitter, którego mechanizm blokowania użytkowników, chociaż daleko mu do ideału, to jednak przez pewien czas był dość skuteczny. By zrozumieć skąd obecne problemy Twittera z wprowadzeniem nowych zasad, trzeba najpierw poznać jak to działało dotychczas. Gdy użytkownik Twittera ma problemy z innym użytkownikiem to po prostu może go zablokować. Oznaczało to, że:

  • konto zablokowane nie mogło obserwować twittów z konta, które go zablokowało
  • konto zablokowane nie mogło bezpośrednio wysyłać twittów do konta zablokowanego
  • blokujące konto oraz jego twitty nie pokazywały się na listach prowadzonych przez zablokowane konto.

Mechanizm ten wydaje się być skuteczny bo po zablokowaniu konta, którego autor np. napastował – często skarżą się na to kobiety – jego twitty zupełnie nie docierały do ofiary. Nie mógł też otrzymywać twittów pisanych przez osobę, która go zablokowała. Groźba bloka, albo sam blok, stał się swoistym młotem na trolli oraz ludzi twittujących wulgaryzmy czy po prostu takich z którymi nie chcemy mieć nic do czynienia.

Niestety metoda ta do końca nie jest skuteczna, a często sprowadzała na osobę pokrzywdzoną jeszcze więcej przykrości. Co prawda Twitter nie informował konta zablokowanego, że ktoś je zablokował, ale zablokowany błyskawicznie się o tym dowiadywał, gdyż twitty blokującego znikały z jego tajmlajnu i nie mógł pisać do swojej ofiary. Najprostszym sposobem było i jest założenie drugiego konta z którego nadal można nękać swoją ofiarę i oczywiście czytać jej twitty etc. Mało tego, blokowanie sprawiało reakcje odwetowe wobec blokującego ze strony zablokowanego czy – co gorsza – jego przyjaciół.

Tutaj dochodzimy do sedna zmian, które wczoraj wprowadził Twitter i właściwie po kilkunastu godzinach wycofał. Twitter wprowadził zmiany trochę przypominające koncepcję „Bozo user” czyli użytkownika, najczęściej trolla czy spamera, który jest nieświadomy tego, że jego działalność de facto jest dla jego ofiar niewidoczna. Mechanizmy takie były stosowane na niektórych forach internetowych już pod koniec lat 90. Wyglądało to w ten sposób, że administrator przydzielał użytkownikowi status „Bozo user” co sprawiało, że posty tego użytkownika pojawiały się na forum, ale były widoczne tylko dla niego. Inni użytkownicy ich nie widzieli. Niestety metoda ta, podobnie jak inne tego typu, jest skuteczna w przypadku „wariatów”, technicznie słabych trolli czy domorosłych spamerów. Wystarczyło bowiem założyć inne konto by sprawdzić czy posty są publicznie widoczne.

Wracając do zmian wprowadzonych przez Twittera to polegały one na tym, że zablokowane konto nie powodowało iż zablokowany nie mógł obserwować „ofiary”, czytać jej twittów jednym słowem dopóki sama ofiara mu nie wyjawiła, że został zablokowany, był w gruncie rzeczy tego nieświadomy (trochę podobnie jak Bozo user). Z drugiej strony konto, które blokowało nie widziało aktywności zablokowanego czyli np. zaczepek, wulgaryzmów czy napastowań. Nowa metoda miała sprawić, że ofiary czyli, Ci którzy blokowali, nie stawali się przedmiotem wzmożonych ataków po zablokowaniu, co często miało miejsce.

Słabym punktem nowych zasad okazało się coś, czego najwyraźniej Twitter nie przewidział i co spowodowało falę krytyki i protestów, głownie ze strony kobiet, które bardzo często są przedmiotem ataków trolli i wariatów. Otóż według nowych zasad osoba zablokowana nadal mogła czytać tajmlajn zablokowanego i oczywiście go komentować, rettwitować etc. podczas gdy blokujący nie widział większości aktywności zablokowanego. Kobiety (bo one często to podnosiły) uważają, że po to chcą kogoś zablokować by nie widział ich twittów. Wiąże się to z różnymi aspektami w tym np. z fizycznym bezpieczeństwem. Kobiety bały się na przykład, że jeśli zablokowany „wariat” może czytać ich twitty w których np. ujawniają gdzie się znajdują, co robią etc. to może to prowadzić do fizycznej agresji wobec nich.

Jak pisałem na początku, po fali protestów i niezadowolenia Twitter odwołał zmiany i zapowiedział, że nadal będzie pracował nad modelem, który by lepiej zabezpieczał jego użytkowników.

Osobiście gdybym miał wybierać pomiędzy dwoma modelami to zdecydowanie preferuje ten pierwotny czyli w uproszczeniu: zablokowany nie widzi moich aktywności a ja nie widzę jego. Nie jest to oczywiście sposób idealny, ale wszystko co utrudnia trollom życie długofalowo przynosi skutek. Jestem też przekonany, że Twitter dysponuje taką wiedzą na temat użytkowników, że stworzenie skuteczniejszego systemu ochrony jest tylko kwestią czasu. Jak długo będzie on skuteczny? Niestety tu jestem pesymistą i sądzę, że podobnie jak w przypadku dotychczasowych, czyli krótko. Niestety ta swoista zabawa w policjantów i złodziei trwać będzie cały czas.

Więcej o Twitterze dowiedzieć się możecie z artykułu „Co to jest Twitter i jak działa?”  na blogu TrendBirds.