2 min read

Przypadki Radia Zet

Jedną z najgorszych rzeczy w internecie jest kradzież czyli intelektualne złodziejstwo. Jeszcze kilka lat temu było ono domeną młodych ludzi z pokolenia „copy-paste”.  Dzisiaj jest gorzej, bo kradzieży dopuszczają sie przedstawiciele  profesjonalnych mediów, np.  Radia Zet

Gdy kilka godzin temu Mariusz Błaszczak, autor słynnego tweeta  na Twitterze:  „Witam serdecznie” napisał nowy tweet (po blisko 5 latach), natychmiast wpadłem na pomysł by obliczyć jak długo musieliśmy czekać na następny wpis Pana posła.

W R, który używam na co dzień jest to bardzo proste i obliczenie liczby dni, tygodni, minut czy sekund zajmuje komputerowi mniej niż przeczytanie czytelnikowi jednego zdania w tym tekście. Po chwili na prowadzonym przeze mnie koncie @TrendBirds gdzie zajmuje się analizami sieci społecznych opublikowałem tweet z wynikami obliczeń:

Jakież było moje zdziwienie gdy po kilkudziesięciu minutach w monitoringu słowa „Błaszczak” pojawił się tweet:

A na stronie internetowej Radia Zet, tekst w którym obliczone przeze mnie i podane dane też się znalazły. Jako źródło autor podał „Twitter”.

Radio Zet kradnie informacje z  TrendBirds

Radio Zet podało informacje z Twittera, pomijając autorstwo

OK. Drobnostka, ale…  tak sobie myślę, że nie jest dobrze w naszych mediach. Pal sześć autor(ka) o inicjałach „ŁS”, ale gdzie był redaktor, który pierwszy powinien wyłapać to, że informacja nie ma źródła? Bo „Twitter” może być źródłem, ale wtedy, gdy jest autorem informacji. Każdy tweet na Twitterze, każde zdjęcie ma swojego autora, który – zgodnie z prawem autorskim – powinien być uwzględniony.

Nie tłumaczą tego żadne korporacyjne obyczaje czy regulaminy dotyczące np. kryptoreklamy. To są po prostu podstawy dziennikarstwa, dzięki stosowaniu których czytelnik i radiosłuchacz wierzy w informacje podawane przez media.

Jeśli w tak drobnej i nieznaczącej sprawie dziennikarze Radia Zet nie stosują podstawowych zasad zawodu dziennikarza, to jak się zachowują przy poważniejszych tematach?