4 min read

Co wolno Tomaszowi Lisowi to nie Tobie zwykły dziennikarzu

Gdyby taki błąd jaki popełnił Tomasz Lis, zrobił dowolny inny dziennikarz to prawdopodobnie zostałby zwolniony. Dyscyplinarnie. Tymczasem jedynym dyskomfortem jaki odczuła gwiazda publicznej Telewizji Polskiej i redaktor naczelny poczytnego tygodnika Newsweek jest fakt, że musiała przeprosić na Twitterze i w mało popularnym programie w TVP Info. Nie dziwmy się zatem, że jeżeli tak kończą się sprawy publicznego obrzucenia błotem niewinnych osób, to potem społeczeństwo pogardza dziennikarzami, a w rankingach nasz zawód niebezpiecznie zbliża się do poziomu prostytutek.

Wczoraj (18 maja 2015) wieczorem gościem Tomasza Lisa w programie „Tomasz Lis na żywo” był przeciętny aktor i wielki celebryta Tomasz Karolak. Obydwaj w niewybredny sposób skomentowali wpis – jak się potem okazało z nieprawdziwego konta – córki Andrzeja Dudy w którym pisała, że jak jej ojciec dojdzie do władzy to odda Oskara, który otrzymał film „Ida”. Z Bogu ducha winnej, 20 letniej dziewczyny zrobiono przed ponad 2 milionową widownią kretynkę i przedmiot niewybrednych ataków i żartów w Internecie.

Tuż po programie Tomasz Lis zorientował się, że informacja którą podał była nieprawdziwa i pochodzi z fałszywego konta na Twitterze. Zamieścił też 3 twitty w których przepraszał za swój błąd.

Karolak też przeprosił, ale na Facebooku.

Obydwaj dorośli mężczyźni uznali sprawę za zakończoną, jednak od rana stała się ona numer jeden tematem w polskim internecie. Tomasz Lis w popołudniowym paśmie w TVP Info jeszcze raz przeprosił za błąd, a na swoje usprawiedliwienie powiedział, że został wprowadzony w błąd przez współpracowników. Telewizja Polska oświadczyła, że w Wiadomościach wieczornych ukażą się jej przeprosiny.

Można powiedzieć jak jeden z dziennikarzy: „Sprawa załatwiona”. Można, ale sprawa „nie jest załatwiona”, a wręcz przeciwnie. Ta sprawa po raz kolejny pokazuje, że jeśli środowisko dziennikarskie, wydawcy i właściciele mediów nie wezmą sobie do serca celów pracy dziennikarzy, to będzie jeszcze gorzej.

Tomasz Lis dokonał co najmniej 3 występków m.in. przeciwko etyce dziennikarskiej, a tym samym podważył zaufanie opinii publicznej do zawodu dziennikarza.

Po pierwsze nie dochował należytej staranności w publikowaniu informacji. Nie ma tu znaczenia czy tak mu powiedzieli współpracownicy czy sam tego nie dopilnował i uwierzył Karolakowi. Tomasz Lis to wygłosił i to on odpowiada w myśl wszelkich przepisów – nie tylko Prawa Prasowego za ten błąd. Gdybyśmy chcieli przywołać jakąś analogię to najlepszą byłby przypadek sprzedaży klientowi w sklepie, pączka z gwoździem. Odpowiedzialność za to spada na sprzedawcę – czyli sklep, a nie na piekarnię czy fabrykę. Sprzedawca oczywiście może dochodzić swoich praw od producenta, ale to on odpowiada za szkody klienta wynikłe z pączka ze wstawką.

Druga rzecz to, że Tomasz Lis dokonał rażącego złamania obowiązków wobec pracodawcy do czego jest zobowiązany umową. Nie ma tu znaczenia jaka to jest umowa bo na pewno taki zapis jest. Z tego powodu pracodawca Lisa – w tym wypadku TVP poniósł określone szkody na wizerunku.

No i trzeci występek Lisa to fakt, że swoim nieprzemyślanym postępkiem – nieważne czy świadomie, czy nie – dokonał zamachu na podstawowe zasady demokracji, jakimi jest wolny wybór obywateli. Lis przedstawiając niesprawdzone informacje chciał zohydzić w oczach opinii publicznej jednego z kandydatów.

W interesie środowiska dziennikarskiego – wydawców i mówiąc ogólnie wszystkich osób i instytucji związanych z mediami – jest na pewno, by do takich rzeczy nie dochodziło, ale również, by winni zostali ukarani. Brak kary, napiętnowania jest z jednej strony sygnałem dla dziennikarzy, że możecie zrobić wszystko bez konsekwencji, a najwyżej później powiecie „przepraszam” z drugiej sygnałem dla opinii publicznej, że dziennikarze i media nie występują w imieniu społeczeństwa, tylko w imieniu własnych czy cudzych partykularnych interesów. Ten ostatni element jest chyba najbardziej bolesny, bo wolne, niezależne i profesjonalne media to filar demokracji.

Jeśli Tomasz Lis nadal zostanie – jakby nic się nie stało – prowadzącym programy w publicznej Telewizji Polskiej, to warto się zastanowić nad znaczeniem słowa „publiczna”. Telewizja „publiczna” czyli czyja: Lisów, Karolaków? Czy społeczeństwa?

P.S. Na koniec mała sonda na Twitterze:

Jakieś wątpliwości?