6 min read

Sorry, ale nie znam Pana tekstu. Nie czytam wszystkich gazet

Ci co czytają mojego blogaska wiedzą, że piszę nieregularnie, a nieraz bardzo nieregularnie. Powód jest taki, że piszę wtedy gdy coś mnie zaskoczy: pozytywnie czy negatywnie… łat ewer.  Od dwóch dni zaskakuje mnie redaktor i redakcja w której znany dziennikarz opublikował felieton i nie ukrywam tego – tzw. środowisko dziennikarskie. Sprawa dotyczy rzeczy tak prostej i banalnej, że gdyby mi ktoś powiedział, że kiedyś będę o to kruszył kopie to bym normalnie nie uwierzył.  No i z tej bzdurki wyszła trochę prawda o tym jak działają media i, a głos zabrał nawet Prezydent elekt Andrzej Duda.

No ale po kolei i chronologicznie bo kolejność ma tu znaczenie.

Gdy już ucichły trochę echa wyborów prezydenckich na blogu Boskamatka.pl ukazał się tekst Pierwsza Niewolnica RP. Jego autorka, Anna Kowalczyk ( @boska_matka)  w zgrabnym tekście naświetliła szokujący temat: Pierwsze Dama, podobnie jak i jej poprzedniczki nie ma prawa do składki zusowskiej (5 lat nieskładkowe do emerytury) z jednej strony i nie może pracować zawodowo z drugiej strony.  Ma za to zdecydowanie więcej obowiązków niż tylko jak ta obrazowo ujęła Kowalczyk „robić mężowi mielone”. Wypisz wymaluj niewolnica.

Tekst spotkał się dużym odzewem w internecie. Komentowano go zarówno na blogu autorki, jak i na fejsiku czy Twitterze. Temat podchwyciły również media mainstreamowe. Informacje o problemie – z podaniem źródła – pokazały telewizje, opisały go gazety. „Wysokie Obcasy” przedrukowały wpis. Czy wykształcony, współczesny Polak mógł o tym problemie nie słyszeć? Pewnie mógł.

Gdy sprawa w internecie przycichła, media przestały się nią interesować z opóźnieniem – bo to tygodnik – tematem zajął się w tygodniku „Wsieci” znany dziennikarz Robert Mazurek. Opublikował felieton pod tytułem „Pierwsza Niewolnica RP”. Tak, tak – tytuł dokładnie taki sam. Ba nawet spory fragment dotyczy dokładnie tego samego problemu czyli statusu Pierwszej Damy.

W tekście Mazurka nie znajdziemy odnośnika do źródła. Nie ma nawet wzmianki o tym, że „mówi się na mieście”, albo powiedział mi znajomy taksówkarz. Redaktor Mazurek – tak to wygląda – usiadł przy swoim fikuśnym notbuczku i go tak nagle olśniło.

Przy okazji jeszcze uszczypliwie napisał, że właściwie tematem powinny zająć się feministki, które jednak – według tego co pisze Mazurek – interesują się zupełnie innymi sprawami.

Nic dziwnego, że na Twitterze zareagowala autorka.

No i zaczęła się dyskusja, która można sobie poczytać pod każdym z tych tweetów (wystarczy kliknąć w datę wpisu).

W tej sprawie są trzy elementy:

  • czy red. Mazurek wiedział czy nie o tekście Kowalczyk? Jeśli nie czytał, to skąd znał problem, a przede wszystkim jak tak idealnie trafił w tytuł, identyczny z wpisem na blogu Kowalczyk?
  • jeśli wiedział, że casus Pierwszej Damy się pojawił np. w internecie czy mediach, to czy zrobił chociażby podstawowy research?
  • Gdzie była redakcja tygodnika „WSieci”? Czy nie zastanowiło ich, że autor pisze o głośnym w mediach temacie nie podając żadnych źródeł?

Po kolei. Czy red. Mazurek wiedział o tekście Kowalczyk? Jeśli wierzyć Wirtualnym Mediom to nie.

 

Nigdy nie czytałem tego bloga, określenie „pierwsza niewolnica RP” usłyszałem od Andrzeja Dudy

Tak powiedział Mazurek dziennikarzowi tego serwisu. Postanowiłem to sprawdzić. Andrzej Duda jest aktywny na Twitterze ( @AndrzejDuda ), sam prowadzi swoje konto. Co mi szkodzi go zapytać? Zapytałem więc Andrzeja Dudę o dwie kwestie:

  • Czy podsunął red. Mazurkowi określenie „Pierwsza Niewolnica RP” oraz
  • czy wspominał, że tekst pochodzi z internetu.

Chodziło mi po pierwsze by sprawdzić wersję Mazurka, a po drugie zorientować się czy mógł wiedzieć, że taki tytuł i temat istnieje w tzw. przestrzeni publicznej (fuj, co za określenie, ale nie znajduje innego :-)), a więc czy nie powinna mu się zapalić lampka pt. Robercie, sprawdź czy ktoś, gdzieś, tego nie użył?

Odpowiedź Andrzeja Dudy trochę mnie zaskoczyła:

Aha. No to ciekawie się zaczyna – pomyślałem.  Za chwile Andrzej Duda dodaje:

A potem jeszcze:

Czyli w gruncie rzeczy sprawa się jednoznacznie nie wyjaśniła.

Osobiście zakładam, że było tak jak mówi red. Mazurek, że w rozmowie to padło i on później uznał, że to fajny temat na felieton. Może z tego powodu nie wykorzystał takiego fragmentu w wywiadzie z Andrzejem Dudą? Może, a może nie? Tego na 100 procent nie wiemy.

Zakładając jednak hipotezę, że tak było, że red. Mazurek nie wiedział o tym, że istnieje problem niepłacenia składek za Pierwszą Damę etc. ale usłyszał od swojego rozmówcy, że powiedziała mu to żona, która to usłyszała w „mediach”, to czy nie powinien wykonać jakiegokolwiek ruchu? Nie, nie musiał marszczyć bruzd w mózgu skomplikowanym zapytaniem w Google. Wystarczyło zapytać jakiegokolwiek kumatego w redakcji. Może zapytać własną żonę, albo taksówkarza? Jakoś nie jestem w stanie uwierzyć, że doświadczony dziennikarz słysząc szokującą informację nie będzie chciał sprawdzić, tylko napisze ją jak własną. Przecież taka informacja bez źródła brzmi jak tępione kiedyś przez doświadczonych redaktorów słynne: „mówi się”. Nawet student dziennikarstwa pierwszego roku wie, że jeśli informacja pojawia się w mediach to po prostu musi mieć źródło. Może nim być Prezydent elekt, jego żona, albo Jan Kowalski.

Pal sześć Mazurka. Może wina było za dużo, albo trafił się jakiś sikacz co wywołało chwilowy brak czujności? Nieważne. Nie jestem jednak w stanie i to kompletnie pojąć redakcji „Wsieci”.  Dlaczego?  Bo redakcja to nie jest zbiór ludzi, którym wydawca płaci za to by  teksty były ładne i na czas.  Redaktor ma dbać o to by tekst był zgodny z zasadami pracy dziennikarzy i dlatego powinien sprawdzić wszystkie fakty, wyjaśnić niejasności, jednym słowem jest takim dociekliwym policjantem, który w interesie czytelnika dba o to, by tekst był wartościowy. Dzięki redakcji i całemu procesowi pracy nad tekstem,  czytelnicy ufają temu co jest napisane na łamach czasopisma. Podważenie tego zaufania to śmierć dla gazety.

Nie wiem czy i kto redagował tekst Mazurka, ale nie wierzę, że cała redakcja „Wsieci”  też nie wiedziała o tym, że temat był już w mediach, a więc miał swoje źródło. Pozostaje pytanie: dlaczego redaktor nie zapytał i nie porozmawiał z autorem?

No i na koniec:  Sprawa może się wydawać błaha, ale w gruncie rzeczy to poważny problem. Przecież na ludzi pokroju red. Mazurka patrzą studenci i młodzi dziennikarze. Zamiast uczyć się dobrych praktyk to pokazano im, że można sobie wziąać praktycznie wszystko np. felieton Roberta Mazurka, dać taki sam tytuł, tezę, dopisać trochę od siebie i już. A gdy zwróci się do nas pełen słusznego oburzenia red. Mazurek, to można mu powiedzieć:

sorry, nie znałem Pańskiego tekstu. Nie czytam wszystkich gazet.

I tyle w temacie.

Dobranoc.