3 min read

Jak media nie umieją liczyć to rodzą się demony

Przy okazji każdej demonstracji słyszę w mediach diametralnie różniące się od siebie informacje o liczbie uczestników. Gdyby to były różnice rzędu setek a nawet kilku tysięcy przy wielosettysięcznych zgromadzeniach, to pal sześć, ale tu mamy do czynienia z ocenami różniącymi się kilkukrotnie. Powiem szczerze, krew mnie zalewa, bo przy dzisiejszej technologii można liczbę demonstrantów obliczyć nie wychodząc z domu. I o tym jest ten wpis.

Dzisiaj odbyły się w kilku miastach Polski demonstracje KOD. W wieczornych serwisach telewizyjnych podawane były różne liczby demonstrantów. Skupię się na Warszawie, bo po pierwsze demonstracja w tym mieście była najliczniejsza, a poza tym była w miejscu (Plac Powstańców Warszawy, przed gmachem TVP), w którym byłem kilkanaście razy i mniej więcej wiem jakie jest duże. W przypadku Warszawy padły dwie liczby: 7 tysięcy (Policja) i 20 tysięcy (Ratusz). Która jest prawdziwa? Tak duża rozbieżność, to klasyczna sytuacja, którą powinny ocenić media i po prostu samemu policzyć.

Metoda jest banalnie prosta i każdy, kto uważał na lekcjach matematyki w klasie na oko 4-5 szkoły podstawowej, nie powinien mieć z nią problemu. Musimy założyć, że każdy człowiek stojąc zajmuje jakąś powierzchnię. Najczęściej przyjmuje się, że w przypadku demonstracji w miarę luźnych (człowiek od człowieka jest w odległości długości ramienia), jest to około 1m².  Drugą rzeczą, którą musimy znać to powierzchnia zajmowana przez tłum, wyrażona w m². Liczbę demonstrantów liczy się następnie według wzoru:

LiczbaDemonstrantów = powierzchnia * liczbęOsobNaMetrKwadratowy

Przyjmuje się, że w przypadku demonstracji, gdzie ludzie są bardzo stłoczeni, przyjmuje się zamiast 1, mnożnik 1.3 . Widać z tego wyraźnie, że na dokładność wyniku duży wpływ ma ocena „gęstości” tłumu, a więc rzecz nieco subiektywna. W przypadku demonstracji na Placu Powstańców na pewno najbardziej nawet subiektywna ocena „upchania” ludzi nie spowodowałaby aż tak dużej różnicy w wyniku jaką mamy między danymi Policji i Ratusza.

Tyle teorii, przejdźmy teraz do samodzielnego obliczenia liczby demonstrantów przed gmachem Telewizji Polskiej na Placu Powstańców Warszawy. Szukałem oficjalnych danych na temat powierzchni całego placu, ale niestety bez skutku. Dlatego musiałem – i najczęściej w przypadku demonstracji tak musi postępować każdy dziennikarz – posiłkować się dostępnymi narzędziami.

Najpierw przeglądnąłem zdjęcia z manifestacji, filmy udostępnione na stronach internetowych, by po pierwsze ocenić jak duży obszar Placu Powstańców zajmowali manifestanci. Ze zdjęcia poniżej widać, że wcale nie był to cała powierzchnia placu i mało tego, wyraźnie widać puste obszary czy to z powodu jakiś budowli, czy po prostu stojących samochodów.

Manifestacja KOD w Warszawie przed gmachem TVP

Widać wyraźnie, że im bliżej ulicy Wareckiej (proszę mnie poprawić jeśli się mylę co do ulicy), jest coraz luźniej a i tłum w centrum zdjęcia też nie jest upchany jak sardynki. Z drugiej strony – czyli od Śwętokrzyskiej – założyłem, że jest odwrotnie czyli ludzie stoją od krawężnika ulicy i upchani są dość gęsto. By jednak nie być posądzony o małostkowość, do obliczenia przyjąłem cały obszar Placu Powstańców Warszawy (od krawężnika Świętokrzyskiej) aż do ulicy Wareckiej. Zaznaczony obszar wygląda jak na zrzucie ekranu poniżej.

Obszar zajęty przez demonstrację KOD na Placu Powstańców Warszawy przed siedzibą TVP

Jest wiele narzędzi umożliwiających obliczenie powierzchni. Najprostszy i dostępny dla każdego to np. Google Maps Area Calculator oparty jak sama nazwa wskazuje na popularnym Google Maps.

Zaznaczony przeze mnie czworobok ma powierzchnię nieco ponad 9 tys. m², a więc jeśli zgodzimy się, z moją oceną, że była to raczej „luźna” demonstracja, to liczbę demonstrantów ocenić można na ok. 9 tys.  Na zdjęciu widać wyraźnie, że w okolicach Wareckiej praktycznie są jedynie gapie, dlatego wyliczenie Policji – czyli 7 tys. zdaje się być bliższe prawdzie niż obliczenia urzędników Ratusza.

Na koniec mój apel do dziennikarek i dziennikarzy: macie podane na tacy narzędzie, sposób obliczenia liczby demonstrantów, więc następnym razem poświęćcie 10 minut Waszego cennego czasu i sami obliczcie, czy ktoś Was nie robi w konia.

Jeśli tego nie będziecie robić, to zawsze jakiś Ratusz czy organizator manifestacji będzie Wam podawał dane z przysłowiowego sufitu, by nie powiedzieć popularnym w redakcjach: z brudnego palucha.