Jak (nie)pisać bloga by być czytanym?

Wszyscy pamiętają aferę Elizy Michalik, no i mamy kolejną aferę w polskiej blogosferze. Tym razem chodzi o bloga MediaCafe oraz przede wszystkim Media 3,0 Krzysztofa Urbanowicza, któremu…profesor Jerzy Marcinkowski na swoim blogu w Salonie24 zarzucił, że mówiąc eufemistycznie jego (Urbanowicza :-)) kilka tekstów z jego bloga to kompilacja myśli kilku francuskich blogów na temat mediów.

Sprawa jest tak prosta, że nie warto o niej specjalnie dyskutować. Jerzy Marcinkowski na swoim blogu wykazał czarno na białym, że na blogu Urbanowicza co najmniej kilka notek to w mniejszym lub większym stopniu tłumaczenia i kompilacje francuskich blogów bez podania źródła.
Jeśli przyjąć, że blogi to prasa, to Urbanowicz złamał Prawo Prasowe Autorskie, a jeśli nawet przyjąć, że blog nie jest prasą, to autor złamał dobre obyczaje w sieci, gdzie linkowanie do źródła jest obowiązkiem blogera i fundamentem bogosfery. Tak źle i tak niedobrze.
Urbanowicz tłumaczy się mętnie i nieprzekonywająco m.in. tym, że razem z autorami francuskich blogów korzystają z tych samych źródeł. Przypomina to zapomnianą już przez niektórych aferę z udziałem znanego dziennikarza Gazety Wyborczej Witolda Gadomskiego, któremu Rzeczpospolita zarzuciła, że w swoim tekście mówiąc wprost przepisał fragmenty artykułu z Rzeczpospolitej. Gadomski podobnie jak Urbanowicz tłumaczył się tym, że opierali się na tych samych źródłach.
W kontekście całej sprawy kuriozalnie wygląda ostatni wpis na blogu Urbanowicza pt. “Jak pisać blog by być czytanym“. Chyba jednak trzeba inaczej.

Update: Krzysztof Urbanowicz oburzając się na komentarze pod wpisem u Marcinkowskiego ma w dużym stopniu rację. Obrażanie, często w niewybredny sposób, to coś co nazywam “kulturą komentarzy Onetu”.

Niestety nie ma racji, upierając się, że problem leży w innym sposobie pisania prac naukowych i tekstów dziennikarskich czy blogerskich. Zarówno od jednych, jak i od drugich wymaga się podawania źródła. Linkowanie jest podstawą blogosfery i tym, co ją wyróżnia np. od internetowego mainstreamu, który ex definitione nie linkuje do materiałów zewnętrznych.

Pan Urbanowicz – przy wszystkich nieraz zastrzeżeniach co do jego twórczości na Media Cafe – na pewno zrobił bardzo dużo dla popularyzacji “nowych” mediów. Tym którzy na podstawie jednego potknięcia wykreślają całą jego działalność, polecam rozważenie w duchu czy sami są tacy czyści. Mógłbym sypnąć podobnymi przykładami dotyczącymi czołówki polskich blogów np. technologicznych, które pełnymi garściami korzystają z mniej lub bardziej popularnych “źródeł” nie wspominając nawet skąd ta wiedza.

Popularity: 6% [?]


Poczytaj również

About sms

Jestem dziennikarzem. Obecnie zarządzam działem Komunikacja i Społeczności w portalu Interia.pl
This entry was posted in Internet, Kraj and tagged , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink.

8 Responses to Jak (nie)pisać bloga by być czytanym?

  1. Proszę nie ferować wyroków za wcześnie.

    Po pierwsze, odpowiedziałem prof Macinkowskiemu nazajutrz po publikacji jego wpisu: http://urbanowicz.salon24.pl/55610,index.html

    Po drugie, by położyć kres tej emocjonalnej dyskusji, poprosiłem autorów blogów cytowanych przez ww o zgodę na tłumaczenie i opublikowanie in extenso wszystkich jego tekstów, do których odnosił sie ww.

    Będzie można bez zbędnych emocji porównać teksty i sprawdzić na ile uzasadnione były, lub nie, zarzuty jakie przeciw mnie zostały sformułowane. Po trzecie, poproszę o opinię prawnika wyspecjalizowanego w prawie prasowym, by ustosunkował się do zaistniałej sytuacji na podstawie tekstów źródłowych.

    W największym skrócie, p. Marcinkowski, który jest naukowcem, zarzucił mi niecytowanie źródeł, a konkretnie dwóch francuskich blogów, w moim tekście o web 3.0, a nie przypisywanie sobie przeze mnie słów cytowanych przeze mnie specjalistów. Według niego – powinienem w moim tekście doprecyzować, iż niektóre cytowane przez mnie wypowiedzi specjalistów, pochodzą np. z danego wywiadu lub tekstu opublikowanego w danym medium, w tym przypadku blogu.

    Ja uważam, że sposób pisania tekstów dziennikarskich, nie tylko zresztą w przypadku przypisów czy bibliografii, różni się od rozpraw naukowych, które są bliższe p. Marcinkowskiemu z racji wykonywanego zawodu. Myślę, że w kontekście dużej części tekstów dziennikarskich dla szerokiej publiczności czy wpisów blogowych, które nie rządzą się prawami obowiązującymi prace naukowe, nie jest to konieczne.

    Tego typu informacja może być istotna dla specjalistów, ale nie dla przeciętnych czytelników tygodnika lub bloga. Jeżeli tego typu informacja nie wnosi żadnej wartości dodanej do tekstu, nie jest niezbędna. W przeciwieństwie do naukowców, czytelników gazet i blogów nie interesują przypisy i bibliografia, dlatego też ani dziennikarze, ani blogerzy ich z reguły nie zamieszczają, starając się raczej maksymalnie upraszczać, by – w myśl zasady „mniej znaczy lepiej” – dotrzeć do jak najszerszej grupy odbiorców.

    Gdyby chodziło o pracę naukową, pewnie należałoby odesłać do źródła wtórnego w przypisach.

  2. sms says:

    @Krzysztof Urbanowicz
    Po pierwsze: oczywiście myslałem o Prawie Autorskim a nie Prasowym. Czeski błąd, za ktory gorąco przepraszam. Me culpa.

    Po drugie: jeśli chodzi o konkretne przepisy to 2 tym wypadku możemy mówić o art. 29 pkt. 1:

    1. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych
    utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym
    wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku
    twórczości.

    Ten przepis zezwala na użycie fragmentów cudzych utworów w ramach tzw. dozwolonego użytku. Na jego podstawie można np. cytować czyjeś utwory, albo robić tak jak TVN czyli puszczać fragmenty filmów z YouTube :-), co jest już jednak IMHO nagięciem prawa cytatu. Jest jednak małe ale czyli art. 34

    Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia twórcy i źródła. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej.

    Jeśli rzeczywiście sporne fragmenty pozbawione były informacji o autorze i źródle, to oczywiście nastąpiło do naruszenia Prawa Autorskiego.

    Po trzecie: nie ma znaczenia czy rzecz dotyczy pracy naukowej czy tekstu dziennikarskiego. Prawo Autorskie jest jednoznaczne dla wszystkich dzieł.

    Jeśli chodzi o problem cytowania bez podania źródła, to w rzeczywistości nie ma to wpływu na całą sprawę. Wywiad to również utwór w rozumieniu Prawa Autorskiego i dlatego przepis 34 ma również zastosowanie.

    Inna sprawa to kto jest właścicielem w myśl Prawa Autorskiego konkretnych wypowiedzi, a w tym wypadku czy dziennikarz (bloger) cyz odpowiadąjcy – czyli Tim O’Reilly

  3. W Pana tekście jest kilka błędów i pochopnie wyciąga Pan wnioski na podstawie błędnych przesłanek:

    1. prof Marcinkowski cytował dwa moje teksty, nie cały blog.

    2. Nie wykazał on czarno na białym, że na moim blogu “co najmniej kilka notek to w mniejszym lub większym stopniu tłumaczenia i kompilacje francuskich blogów bez podania źródła”. On napisał, że tak jest, a to nie jest zgodne z prawdą, co będzie można stwierdzić po opublikowaniu przeze mnie tłumaczeń tekstów, do których odnosi się autor oskarżycielskiego wpisu.

    3. Wbrew temu co Pan pisze, sprawa nie jest prosta, bo prof nie rozumie zasad tworzenia tekstów dziennikarskich i myli je z zasadami pisania prac naukowych.

  4. Proszę nie ferować wyroków za wcześnie.

    Po pierwsze, odpowiedziałem prof Macinkowskiemu nazajutrz po publikacji jego wpisu: http://urbanowicz.salon24.pl/55610,index.html

    Po drugie, by położyć kres tej emocjonalnej dyskusji, poprosiłem autorów blogów cytowanych przez ww o zgodę na tłumaczenie i opublikowanie in extenso wszystkich jego tekstów, do których odnosił sie ww.

    Będzie można bez zbędnych emocji porównać teksty i sprawdzić na ile uzasadnione były, lub nie, zarzuty jakie przeciw mnie zostały sformułowane. Po trzecie, poproszę o opinię prawnika wyspecjalizowanego w prawie prasowym, by ustosunkował się do zaistniałej sytuacji na podstawie tekstów źródłowych.

    W największym skrócie, p. Marcinkowski, który jest naukowcem, zarzucił mi niecytowanie źródeł, a konkretnie dwóch francuskich blogów, w moim tekście o web 3.0, a nie przypisywanie sobie przeze mnie słów cytowanych przeze mnie specjalistów. Według niego – powinienem w moim tekście doprecyzować, iż niektóre cytowane przez mnie wypowiedzi specjalistów, pochodzą np. z danego wywiadu lub tekstu opublikowanego w danym medium, w tym przypadku blogu.

    Ja uważam, że sposób pisania tekstów dziennikarskich, nie tylko zresztą w przypadku przypisów czy bibliografii, różni się od rozpraw naukowych, które są bliższe p. Marcinkowskiemu z racji wykonywanego zawodu. Myślę, że w kontekście dużej części tekstów dziennikarskich dla szerokiej publiczności czy wpisów blogowych, które nie rządzą się prawami obowiązującymi prace naukowe, nie jest to konieczne.

    Tego typu informacja może być istotna dla specjalistów, ale nie dla przeciętnych czytelników tygodnika lub bloga. Jeżeli tego typu informacja nie wnosi żadnej wartości dodanej do tekstu, nie jest niezbędna. W przeciwieństwie do naukowców, czytelników gazet i blogów nie interesują przypisy i bibliografia, dlatego też ani dziennikarze, ani blogerzy ich z reguły nie zamieszczają, starając się raczej maksymalnie upraszczać, by – w myśl zasady „mniej znaczy lepiej” – dotrzeć do jak najszerszej grupy odbiorców.

    Gdyby chodziło o pracę naukową, pewnie należałoby odesłać do źródła wtórnego w przypisach.

  5. sms says:

    1. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych
    utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym
    wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku
    twórczości.

    Ten przepis zezwala na użycie fragmentów cudzych utworów w ramach tzw. dozwolonego użytku. Na jego podstawie można np. cytować czyjeś utwory, albo robić tak jak TVN czyli puszczać fragmenty filmów z YouTube :-), co jest już jednak IMHO nagięciem prawa cytatu. Jest jednak małe ale czyli art. 34

    Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia twórcy i źródła. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej.

    Jeśli rzeczywiście sporne fragmenty pozbawione były informacji o autorze i źródle, to oczywiście nastąpiło do naruszenia Prawa Autorskiego.

    Po trzecie: nie ma znaczenia czy rzecz dotyczy pracy naukowej czy tekstu dziennikarskiego. Prawo Autorskie jest jednoznaczne dla wszystkich dzieł.

    Jeśli chodzi o problem cytowania bez podania źródła, to w rzeczywistości nie ma to wpływu na całą sprawę. Wywiad to również utwór w rozumieniu Prawa Autorskiego i dlatego przepis 34 ma również zastosowanie.

    Inna sprawa to kto jest właścicielem w myśl Prawa Autorskiego konkretnych wypowiedzi, a w tym wypadku czy dziennikarz (bloger) cyz odpowiadąjcy – czyli Tim O’Reilly

  6. W Pana tekście jest kilka błędów i pochopnie wyciąga Pan wnioski na podstawie błędnych przesłanek:

    1. prof Marcinkowski cytował dwa moje teksty, nie cały blog.

    2. Nie wykazał on czarno na białym, że na moim blogu “co najmniej kilka notek to w mniejszym lub większym stopniu tłumaczenia i kompilacje francuskich blogów bez podania źródła”. On napisał, że tak jest, a to nie jest zgodne z prawdą, co będzie można stwierdzić po opublikowaniu przeze mnie tłumaczeń tekstów, do których odnosi się autor oskarżycielskiego wpisu.

    3. Wbrew temu co Pan pisze, sprawa nie jest prosta, bo prof nie rozumie zasad tworzenia tekstów dziennikarskich i myli je z zasadami pisania prac naukowych.

  7. Rzepka says:

    @Krzysztof Urbanowicz

    “bo prof nie rozumie zasad tworzenia tekstów dziennikarskich i myli je z zasadami pisania prac naukowych.”

    Chodzi o to, że dziennikarz może dowolnie dysponować cudzą pracą, nie dochowywać zasad staranności i rzetelności przy tworzeniu swoich dzieł, a naukowiec powinien takie zasady przestrzeagać?
    To jest bardzo ciekawa teza.

    Ma Pan jedno wyjście. Musi Pan podać do sądu prof. Marcinkowiskiego o pomówienie. Przecież jeśli mówi Pan prawdę – i nie przepisywał od Francuzów – naruszono Pana dobre imię, narażono także na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu.
    Proszę zauważyć, że sprawa się rozlewa po różnych blogach, rośnie liczba krytycznych komentarzy. Nie obejrzy się Pan, a zacznie być postrzegany w środowisku, jako “ten od plagiatów”

  8. Rzepka says:

    @Krzysztof Urbanowicz

    “bo prof nie rozumie zasad tworzenia tekstów dziennikarskich i myli je z zasadami pisania prac naukowych.”

    Chodzi o to, że dziennikarz może dowolnie dysponować cudzą pracą, nie dochowywać zasad staranności i rzetelności przy tworzeniu swoich dzieł, a naukowiec powinien takie zasady przestrzeagać?
    To jest bardzo ciekawa teza.

    Ma Pan jedno wyjście. Musi Pan podać do sądu prof. Marcinkowiskiego o pomówienie. Przecież jeśli mówi Pan prawdę – i nie przepisywał od Francuzów – naruszono Pana dobre imię, narażono także na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu.
    Proszę zauważyć, że sprawa się rozlewa po różnych blogach, rośnie liczba krytycznych komentarzy. Nie obejrzy się Pan, a zacznie być postrzegany w środowisku, jako “ten od plagiatów”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>